Jul 25 2010
Nici z planu
Piątkowy wieczór zaplanowałam sobie naprawdę fajnie – od tygodnia odbywają się u nas warsztaty improwizacyjne i jakiś czas temu postanowiłyśmy z koleżanką wybrać się na przedstawienie, które miało odbyć się w piątek wieczorem, w amfiteatrze na wolnym powietrzu. Cieszyłyśmy się na to przedstawienie od kilku tygodni. Tymczasem na chwilę przed wyjściem z domu nadeszły czarne chmury, i rozpętała się niesamowita burza, z perspektywą deszczu przez cały wieczór. Jako, że przedstawienie odbywało się na wolnym powietrzu, taka pogoda oznaczała, że występ zostanie odwołany. I tak też się stało. Zatem na moje plany skończyły się na niczym i zostałam w domu.
To zdarzenie jeszcze raz mi przypomniało, że tak naprawdę większość rzeczy w naszym życiu nie toczy się zgodnie z naszym planem. Tak naprawdę duża cześć tego, co na spotyka, to niezaplanowane zdarzenia. Co naprawdę odgrywa dużą rolę, to nasze nastawienie, nasza reakcja na to, kiedy plan się nie powiedzie.
Czyli jak to, zarzucić wszelkie planowanie? Hmm, nie jestem zwolenniczką braku planowania, bo wtedy będziemy po prostu dryfować w naszej łódeczce, w zależności jak fala życia nas poniesie. Dla mnie rozwiązaniem jest planowanie, ale z pełną świadomością (i akceptacją), że i tak często z naszego planowania nic nie wyjdzie.
Kluczem tutaj jest świadomość tego faktu, że często z planu będą nici. Jeśli już zawczasu to zaakceptujemy, łatwiej będzie nam w momencie, kiedy plan się nie powiedzie, wymyślić kreatywnie, na poczekaniu następny krok. Ważne, że nasz plan idzie w kierunku, w którym chcemy zmierzać, to wszystko.
Problem z planem jest wtedy, kiedy trzymamy się go niezwykle sztywno, a kiedy się nie powiedzie, nie potrafimy się z tym pogodzić, złościmy się, linczujemy się, myślimy, że jesteśmy nic nie warci i nachodzą nas tym podobne motywujące myśli. To kosztuje nas niesamowicie dużo energii (wiem coś o tym, swojego czasu byłam w tym niesamowicie dobra
) Kiedy natomiast planujemy, otwierając się jednocześnie na możliwe fiasko, nie blokujemy niepotrzebnie energii. I dajemy z siebie wszystko. A jeśli plan się nam pokrzyżuje, nie będziemy sfrustrowani. Po prostu zaakceptujemy ten fakt i będziemy szukać kreatywnych rozwiązań.
Dla mnie alternatywą do piątkowej wyprawy na długo oczekiwane przedstawienie okazał się czas na napisanie tego artykułu i popracowanie nad projektami, których nie udało mi się zrealizować w tygodniu.
Pozdrawiam serdecznie!


