Jun 16 2009
Ile mamy czasu?
W ubiegłym tygodniu byłam z rodzicami na cmentarzu, aby zapalić symboliczny znicz na grobie mojego dziadka, który miałby tego dnia urodziny. Spacerując alejkami cmentarnymi owładnęła mną niesamowita cisza tego miejsca, nigdy do tej pory nie miałam takiego doznania będąc na cmentarzu. Zawsze wiało mi niepokojem, smutkiem, cierpieniem. Tym razem odczułam niesamowity spokój i emanujące zewsząd błogie zadowolenie. Nie ma tu miejsca na kłótnie, spory, zamartwianie się, walkę, tutaj wszystko po prostu jest. Błoga cisza i spokój. Zwykle uciekałam z cmentarza jak najszybciej, tym razem spacerowałam alejkami przez długi czas. Było tak spokojnie, w porównaniu do naszej codzienności, nic tu nie ma znaczenia. Z punktu widzenia tego miejsca żadne problemy nie istnieją. Wszystko jest jasne i proste.
Mama powiedziała: jakkolwiek nie będziemy próbować, i tak wszyscy się tutaj spotkamy. I w końcu zamilkniemy i pobędziemy sobie ze sobą w ciszy. I nagle wszyscy będziemy się rozumieć.
Czasem wydaje mi się, iż często żyjemy tak, jak gdybyśmy mogli żyć na Ziemi wiecznie. Podejmujemy decyzje, jak gdybyśmy mieli zamiar jeszcze z tysiąc lat sobie tutaj pożyć. Odkładamy życie na później.
Jak się tylko dorobię, to w końcu rzucę te pracę i będę nareszcie robić to, co mnie pasjonuje. Jeszcze tylko zarobię na ten samochód i w końcu rozejrzę się za ciekawszym zajęciem. Jeszcze tylko zarobię na spłatę kredytu na dom, i wtedy będę miał więcej czasu dla rodziny. Musze się wybić, dostać jeszcze ten awans, wtedy będę bardziej miły dla ludzi. Jak tylko dzieci podrosną, to będziemy więcej podróżować.
Odkładamy na później to, co nam w duszy gra. Jeszcze trochę poczekamy i w końcu będziemy żyć tak, jak tego pragniemy. Jeszcze trochę, jeszcze kilka miesięcy, kilka lat, jeszcze… ups, za późno.
Pozdrawiam serdecznie!
Kategorie: 
