
Kilka razy w roku mam potrzebę „pójścia w naturę”, tam gdzie nikogo nie ma, aby pobyć sam na sam z przyrodą i ze sobą, zapomnieć o codzienności i nabrać dystansu do życia. Obcowanie z naturą daje mi na szansę na spotkanie siebie samej. Tym razem, jak już pisałam w artykule „Mała rzecz, a cieszy”, wybrałam sie do Norwegii. We wrześniu Norwegia staje się mniej przystępna, poważniejsza, ostra ale i zarazem zapierająca dech w piersiach. Dzika.
Wybierając się do Norwegii postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym. Chciałam poznać nowy kraj, jak również doświadczyć wspaniałego oddziaływanie natury na moją psychikę. Jak się zatem ma przyroda do rozwoju osobistego?
Zawsze, kiedy mam jakiś problem do rozwiązania lub ważną decyzję do podjęcia, wybieram się na długi spacer do lasu, lub też jeśli mogę, na wędrówke górską. Zwykle zabieram ze sobą mojego narzeczonego – wymiana myśli wzmaga kreatywność. Spacerujemy najczęściej kilka godzin. Mniej więcej po godzinie otaczająca natura uspokaja nas, stopniowo zapominamy o naszym życiu codziennym, myśli powoli zaczynają się skupiać na kontemplowaniu natury. Nasze umysły uwalniają się od natoku myśli i tu właśnie zaczyna się kreatywny proces. Po kilku godzinach wracamy do domu, z nowymi, ciekawymi pomysłami i rzucamy się w wir ich realizacji.
Obcowanie z przyrodą pomogło mi rozwiązać większość moich problemów, jak również zebrałam w ten sposób wiele kreatywnych pomysłów na życie. Obecny wyjazd do Norwegii nie był spowodowany potrzebą rozwiązania konkretnych problemów. Właściwie moje życie w tym momencie jest naprawdę fajne, mam wiele planów na przyszłość, ale jednocześnie nie skonkretyzowałam dokładnie moich długoterminowych celów. Oczekuję, iż po powrocie z Norwegii moje plany na następne trzy lata będą skrystalizowane, a przy okazji znajdę kilka kreatywnych pomysłów na implementację od zaraz! Póki co, cieszymy się Norwegią, jej niedostępnością i pięknem.

