Archive for October, 2007

29 Oct 2007

Moja droga rozwoju osobistego

13 Comments Rozwój Osobisty

Country Road

Tak naprawdę zaczęłam świadomie pracować nad własnym rozwojem osobistym dopiero kilka lat temu. Nie znaczy to, iż wcześniej nie miałam celów i nie dążyłam do ich osiągnięcia. A jakże – zawsze byłam ambitna. W szkole podstawowej i w liceum miałam najlepsze stopnie, zdałam maturę z wyróżnieniem, dostałam się na najlepszą uczelnię ekonomiczną w Polsce, skończyłam studia również za granicą i w końcu dostałam świetną pracę w międzynarodowej korporacji. Dla kogoś z zewnątrz te osiągnięcia to właśnie wynik nieustannego rozwoju osobistego, stawiania celów i konsekwentnego do nich dążenia. Czyli właściwie powinnam cieszyć się z moich osiągnięć i z życia.

Tym bardziej byłam jednak zdziwiona, iż kiedy w końcu to wszystko osiągnęłam, wcale nie byłam szczęśliwa. Być może zadowolona. Ale nie szczęśliwa. Nie wolna od obaw, strachu, niepewności, zazdrości i wszystkich tych negatywnych uczuć, które nie pozwalają w pełni cieszyć się życiem. Gdzieś głęboko była tylko pustka i pytanie: czy to wszystko? Czy tak będzie już do końca? Nie tak wyobrażałam sobie moje życie.

I właśnie wtedy, w sierpniu 2004 roku wpadła mi w ręce książka, która odmieniła moje życie. I tak zaczęła się moja droga rozwoju osobistego, która sprawiła, iż stałam się osobą, którą jestem dzisiaj – świadomą swojej wartości, cieszącą się życiem kobietą.

Ta zmiana nie nastąpiła w ciągu jednej nocy. Był to długi, kilkuletni proces, który jeszcze się nie zakończył i zapewne nigdy nie zakończy. Przez ten czas osiągnęłam wiele etapów w rozwoju osobistym, przechodziłam przez wiele stopni świadomości. Każdy etap nie mógłby dojść do skutku bez poprzedniego. Wszystko nastąpiło po kolei, w swoim czasie, krok po kroku.

Moją przygodę z rozwojem osobistym rozpoczęłam od stawiania celów. Generalnie nie było to dla mnie nic nowego, jako iż już wcześniej dążyłam do osiągnięcia konkretnych celów. Nigdy jednak nie przelałam ich na papier, nie sprecyzowałam dokładnie, jak chcę je osiągnąć, i kiedy. W stawianiu celów z pomocą przyszła mi książka Briana Tracy Maksimum osiągnięć. Pierwsze swoje cele sprecyzowałam nieśmiało w małym zeszyciku. Do dzisiaj mam jeszcze te zapiski i z sentymentem do nich wracam. Rozpoczęcie zapisywania celów miało niezwykle duży wpływ na moje życie i uważam, iż było jednym z najważniejszych nawyków, jakie kiedykolwiek nabyłam.

Następnie rozprawiłam się z moim leniuchowaniem i późnym wstawaniem. Przestawiłam się na wstawanie skoro świt, z reguły ok. szóstej rano. W ten sposób zyskałam bezcenne poranne godziny, które mogłam przeznaczyć na afirmacje, stawianie celów, planowanie dnia, sport, lekturę, słuchanie inspirujących nagrań, itp.

W tym samym czasie rozpoczęłam również prowadzenie zdrowego trybu życia – pożywne śniadania, zdrowe i regularne posiłki, sport. Dzięki temu zwiększyłam poziom swojej energii, której niezwykle potrzebowałam do realizowania moich przedsięwzięć.

Następnie przyszedł czas na pracę nad zwiększeniem efektywności w życiu codziennym. Uczyłam się, jak zajmować się przede wszystkim rzeczami ważnymi, a nie pilnymi. Jako, iż do tej pory nie byłam specjalnie zorganizowaną osobą, było wiele do zrobienia. Postawiłam również wziąć pod lupę własne finanse.

Kolejnym etapem w moim rozwoju osobistym był rozwój duchowy. Rozpoczęłam medytacje, które to praktyki w niesamowity sposób pomogły mi zyskać równowagę emocjonalną, wyciszyć się, jak również wyzwoliły moją kreatywność.

Po przeprowadzeniu generalnego remontu we własnym wnętrzu, zaczęłam powoli otwierać się na innych ludzi. Ten wcześniejszy okres intensywnej pracy wymagał spędzania dużo czasu z samą sobą, i wtedy nie czułam jakiejkolwiek potrzeby bycia w towarzystwie. Byłam tak zafascynowana odkrywaniem siebie, iż nikt nie był mi potrzebny. Kiedy jednak doszłam do porozumienia ze sobą, kiedy w końcu pokochałam siebie, przyszła pora na otwarcie się na innych ludzi i na pokochanie innych. Było to fascynujące przeżycie, odkrywanie otaczających nas ludzi na nowo. Nawet moich dawnych przyjaciół, rodziców, siostrę, wszystkich odkrywałam jeszcze raz, patrząc oczami nowej osoby, spokojnej wewnętrznie, świadomej własnych możliwości, kochającej siebie.

Następnym etapem było stawianie pytań: czego tak naprawdę pragnę? Jak chcę spędzić te kilka chwil, jakie są dane nam na ziemi? Jaka jest moja rola do spełnienia? To pytania niełatwe, ale niezwykle ważne. Bez odpowiedzi na nie nasza droga nie jest pełna. Odpowiedzi na te pytania nie przyszły od razu. Trochę się niecierpliwiłam na początku, iż mimo nieustannej pracy nad sobą nie mogłam ich odnaleźć. W końcu odpowiedzi przyszły, bardzo niespodziewanie. Kiedy już zwątpiłam, one nagle się pojawiły. I wiedziałam, że są to odpowiedzi prawdziwe.

Nieodłączną praktyką w czasie mojej drogi do poznania siebie była lektura wielu wspaniałych książek oraz nieustanne dyskusje z moim narzeczonym oraz podobnie myślącymi przyjaciółmi. Bez tego na pewno nie znalazłabym się tak szybko tu, gdzie jestem obecnie.

Na jakim etapie rozwoju osobistego znajduję się teraz? Przede wszystkim cieszę się życiem, moją pracą, otaczającymi ludźmi, każdym dniem. Pragnę rozkoszować się wszystkim, co mamy najpiękniejsze na ziemi, wykorzystać w pełni mój potencjał, jednocześnie dając z siebie jak najwięcej innym, przyczyniać się do tego, aby również wszyscy wokół mnie doświadczyli życia w szczęściu i radości.

Życzę Wam powodzenia na Waszej drodze do odkrywania siebie!

25 Oct 2007

Jak szybko otrzymać od innych to, czego chcemy

2 Comments Kariera, Rozwój Osobisty

Cooperation

No i mamy – kolejny dowód na to, iż umiejętność wywierania wpływu na ludzi jest niezwykle istotna w osiąganiu naszych celów. Pisałam już o tym w wielu moich artykułach, i z pewnością niejeden raz jeszcze na ten temat napiszę. A to dlatego, że mimo, iż prawdy, o których pisałam w poście Jak zdobywać przyjaciół i zjednywać sobie ludzi? są oczywiste, z jakiegoś powodu zastosowanie ich w praktyce przychodzi nam z wielkim trudem. Otwieranie się na innych ludzi zdecydowanie nie jest dla większości z nas czymś naturalnym.

Pozwolę sobie przytoczyć przykład z minionego tygodnia. Naszemu działowi nadarzyła się okazja przeprowadzenia bardzo ciekawej i obiecującej dobre wyniki kampanii marketingowej. Była to okazja typu: albo teraz, albo nigdy. Niestety w naszym budżecie marketingowym nie było na ten cel ani centa, wszystko zaplanowane, co do ostatniego grosika, nie było szansy niczego wycisnąć. Co robić? Taka okazja nie nadarzy się pewnie szybko. Niestety odpowiedź działu marketingu była niezmienna: brak środków w budżecie na naszą kampanię.

Mój kolega z działu postanowił wyjść z pozycji siły. Zaatakował marketing. Zarzucił im, iż blokują możliwość rozwoju nowych rynków, iż brak kooperacji z ich strony oznacza, iż nie zyskamy dodatkowej sprzedaży w lukratywnych sektorach. Jak marketing zareagował na taki atak? Jasne, dalszym blokowaniem i kontratakiem, jakżeby inaczej. Nie ruszyliśmy się ani o krok.

Widząc taki obrót sprawy i nie mając nic do stracenia, postanowiłam zastosować stare, dobre taktyki wywierania wpływu na ludzi, jakie przekazał nam Carnegie. Już od dawna jest dla mnie jasne, iż atakując, możemy prawie zawsze spodziewać się kontrataku, zaś kooperacyjne podejście do sprawy daje na dłuższą metę o wiele lepsze rezultaty.

Okazało się, iż dział marketingu potrzebował pomocy przy organizacji konferencji prasowej. Jako, iż moje znajomości Europy Centralnej i Wschodniej mogły im się niezwykle przydać, gdyż gościliśmy dziennikarzy z wielu krajów tego regionu, od razu zaoferowałam bezinteresownie moją pomoc. Konferencja okazała się wyczerpująca i wymagająca ode mnie dużo wysiłku, ale nie żałowałam zaangażowania, co koledzy z działu marketingu bardzo docenili. Po konferencji pogratulowałam marketingowi świetnej konferencji, która z pewnością przyczyni się do podniesienia prestiżu naszej marki w Europie. Wyraziłam mój podziw i uznanie dla ilości pracy włożonej w jej przygotowanie i dodałam, iż praca z nimi to prawdziwa przyjemność.

Kilka dni po konferencji zadzwoniłam do kolegów z marketingu, ot zapytać, co słychać, czy mają dużo pracy po konferencji, kiedy zaczynamy planowanie budżetu na następny rok obrotowy, itp. W toku rozmowy mimochodem wspomniałam o naszym projekcie, i czy przez przypadek coś się nie zmieniło w tej sprawie. Kolega trochę pomarudził, dla porządku, ale w końcu stwierdził, iż jeśli obcięlibyśmy budżet po trochu tu i tam, to gdzieś się znajdą pieniądze na nasz projekt. Hurra!!! I o to chodziło! :-)

Jak udało mi się go przekonać do zmiany zdania?

1. Zaoferowałam bezinteresowną pomoc
2. Doceniłam jego pracę
3. Wyraziłam podziw i uznanie dla jego osiągnięć
4. Postawiłam na kooperację i „win-win”

Pamiętajcie, iż wywieranie wpływu na ludzi wymaga przede wszystkim bycia szczerym i naturalnym. Jeśli komuś mówimy, iż podziwiamy jego osiągnięcie, naprawdę musimy tak myśleć. Jakakolwiek sztuczność od razu wyjdzie na jaw i odniesie skutek odwrotny do zamierzonego.

Jeśli piszę na mojej stronie o wywieraniu wpływu na ludzi, nie mam na myśli manipulowania nimi! Tylko otwarcie się na drugiego człowieka, okazanie respektu, szacunku i uznania.

Powodzenia!

20 Oct 2007

Zazdrość w związku – jak się jej pozbyć?

51 Comments Rozwój Osobisty

W moim artykule „Zazdrość – czy można się jej pozbyć?” zastanawiałam się nad tym, jak pozbyć się zazdrości. Okazało się, iż wielu z was boryka się z zazdrością również w związku partnerskim. Postanowiłam zatem napisać coś na ten temat.

Zazdrość może być niezwykle zgubna dla związku, wiemy o tym nie od dziś. Często piękny związek pod wpływem zazdrości może przeistoczyć się w koszmar. Sama się o tym przekonałam. Byłam kiedyś w związku ze wspaniałym mężczyzną, ale moja zazdrość była dla niego nie do zniesienia. Ciągle go kontrolowałam, aż w końcu zakończył naszą znajomość. Była to dla mnie bardzo wartościowa lekcja życia. Postanowiłam, iż nigdy więcej nie popełnię tego błędu.

 

Stubborn Couple

W moim obecnym związku jest po prostu pięknie, i to przede wszystkim dzięki temu, iż dajemy sobie nawzajem wiele wolności. Ufamy sobie bezgranicznie i każdy dzień spędzony razem jest dla nas wspaniałym darem.

Dlaczego właściwie jesteśmy zazdrośni o partnera? Najczęściej zazdrość ta wynika z niskiego poczucia własnej wartości. Wydaje nam się, iż tak naprawdę nie jesteśmy warci miłości partnera. Obawiamy się, iż na zewnątrz czyhają zagrożenia: kochana osoba może w każdej chwili natknąć się na kogoś lepszego i porzucić nas. Staramy się wtedy kontrolować partnera, aby nie dopuścić do tego faktu, i tu zaczyna się błędne koło.

Jak zatem pozbyć się zazdrości w związku?

Jeszcze kilka lat temu bardzo często byłam zazdrosna o partnera, teraz nie zdarza mi się to w ogóle. Dlaczego? Ponieważ pozbyłam się całkowicie niskiego poczucia wartości, i stałam się świadomą, pewną siebie kobietą. To wystarczyło, aby wyzbyć się uczucia zazdrości.

Jako, iż zazdrość ma swoje korzenie w niskiej samoocenie, aby się pozbyć tego uczucia należy pracować nad sobą i wzmocnić poczucie własnej wartości. Przyniesie to nie tylko pozytywne rezultaty w związku, ale również w innych sferach waszego życia. Na początek polecam książkę Nathaniela Brandera „6 filarów poczucia własnej wartości”. To naprawdę wspaniała pozycja, która pomoże wam w podróży w kierunku wzmocnienia poczucia własnej wartości. Kolejną godną polecenia książką jest „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” Dale Carnegie. Dzięki tym książkom oraz intensywnej pracy nad sobą stałam się tym, kim jestem dzisiaj: świadomą, pewną własnej wartości osobą.

Czy będąc zazdrośni nie szukamy przypadkiem własnego szczęścia poprzez naszego partnera? Jesteśmy szczęśliwi jedynie wtedy, kiedy nasz partner jest przy nas, mówi jak bardzo nas kocha, potrzebuje, itp. A bez niego jesteśmy nieszczęśliwi, samotni, niedocenieni. Czy nie znaczy to, iż nasze życie nie jest pełne? Iż czegoś w nim brakuje? W moim przypadku, jeśli mój narzeczony zdecydowałby się mnie opuścić, byłabym na pewno przez jakiś czas smutna, ale przecież mam poza tym wspaniałą prace, wiele pasji, zainteresowań, cudownych znajomych, więc dałabym sobie doskonale radę. Jak byłoby w twoim przypadku? Odpowiedz sobie koniecznie na to pytanie.

Aby osłabić siłę zazdrości, staraj się zaprzestać kontemplowania tego uczucia i analizowania zachowań partnera. Zamiast tego rozwijaj swoje zainteresowania, idź za swoim wewnętrznym głosem, w kierunku marzeń. Jeśli w związku często spędzamy trochę czasu z dala od siebie, tym bardziej tęsknimy za sobą i cieszymy się na ponowne spotkanie wieczorem! Absolutnie odradzam robienie wszystkiego razem (włącznie z posiadaniem wspólnego adresu mailowego!). Każdy z nas potrzebuje odskoczni, czasu dla siebie, inaczej zaczynamy się dusić! Mój narzeczony np. kilka razy w tygodniu chodzi na treningi hokeja, a ja w tym czasie wybieram się na zajęcia hiszpańskiego lub na spotkania klubu Toastmasters. Każdy z nas ma swój oddzielny „światek”, do którego druga połowa nie ma wstępu. Bo przecież każdy z nas ma własną historię do przeżycia. Ja swoją a mój narzeczony swoją. Piękny, oparty na zaufaniu związek, dodaje nam odwagi i wiary w siebie, aby przesuwać te góry, które są dla nas przeznaczone, osiągać niemożliwe.

Wolność! Wolność! Wolność! Najważniejsze w związku jest danie partnerowi maksymalnej ilości wolności. Do tego potrzebne jest oczywiście bezgraniczne zaufanie, ale jeśli będziecie pracować nad wzmocnieniem waszej samooceny, zdolność zaufania partnerowi przychodzi bez trudności.

Kochający partner jest darem losu, a nie naszą własnością. Starajmy się zatem pracować nad tym, aby taki piękny związek trwał jak najdłużej.

Życzę powodzenia!

P.S. (2011): Odkąd napisałam ten post kilka lat temu, niesamowicie wiele osób trafia na mój blog właśnie poprzez tę stronę. Wielu z nas ma problem zazdrości. Zastanowiłam się przez chwilę, co tak naprawdę najbardziej pomogło mi w pozbyciu się zazdrości. Zdecydowanie moja odpowiedź  to medytacja. Pozwoliła mi na poznanie siebie i na akceptację mojego partnera. Właśnie niedawno stworzyłam mój unikalny program “Praktyczne wprowadzenie do medytacji” – mam nadzieję, że ten kurs pomoże Ci w pozbyciu się zazdrości i czerpania przyjemności z Twojego związku! Pozdrawiam serdecznie!

16 Oct 2007

Proste techniki medytacji, cz. 2

No Comments Medytacje, Rozwój Osobisty

Pora na następną część prostych technik medytacji, jak obiecałam we wcześniejszym artykule. Tym razem proponuję medytację prowadzoną (ang. Guided Meditation). Ten rodzaj medytacji polecam przede wszystkim osobom rozpoczynającym praktykowanie medytacji, ze względu na jej prostotę. Początkującym łatwiej jest być prowadzonym w medytacji, gdyż wtedy nasz umysł nie błądzi, lecz jest kierowany na różne inspirujące tematy.

Wiele medytacji prowadzonych można odnaleźć na spotkaniach medytacyjnych, na płytach CD tudzież w internecie. Podczas tych medytacji na początku zostaje określony temat i jest on rozwijany w czasie sesji. Medytacje prowadzone są najczęściej połączone z wizualizacją, czyli świadomym wyobrażaniem sobie danych rzeczy.

Medytację prowadzoną proponowałabym przeprowadzać wieczorem, przed pójściem spać, gdyż w bardzo dużym stopniu odpręża. Bardzo dobrze się po niej śpi, ale nie jest raczej odpowiednia na rozpoczęcie dnia.

Poniżej zamieszczam kilka linków, gdzie znajdziecie darmowe medytacje prowadzone w formie podcastu (w języku angielskim). Mnie osobiście najbardziej spodobał się „Your Sacred Space”.

1. A Basic Meditation
2. Calming the Body

3. Positive Thoughts
4. Healing Series, Part 1
5. Healing Series, Part 2
6. Falling Asleep
7. Your Sacred Space

8. Transformational Breathing
9. Addiction
10. Releasing Fear

Życzę powodzenia!

14 Oct 2007

5 najlepszych książek na temat rozwoju osobistego

4 Comments Rozwój Osobisty

Dziś znów zatrzymałam się na chwilę przed moją pokaźną biblioteczką książek o rozwoju osobistym. Wiele z nich wywarło bardzo duży wpływ na moje życie. Mój chłopak, widząc moje zadumanie, zapytał: gdybyś mogła zatrzymać tylko pięć z nich, które by to były? Nie odpowiedziałam od razu, gdyż wybór nie był łatwy. Po krótkim namyśle wytypowałam jednak moje Top 5. Oto one:

1. Dale Carnegie, „Jak zdobywać przyjaciół i zjednywać sobie ludzi”
Mój numer jeden nie jest chyba dla stałych bywalców mojej strony zaskoczeniem :-) . O wpływie tej książki na moje życie pisałam już w artykule z lipca. Jednym słowem – klasyczna pozycja o tym, jak odnieść sukces w komunikacji międzyludzkiej. Dzięki tej książce przestałam w końcu koncentrować się na sobie, lecz otworzyłam się na innych ludzi. Carnegie jest nieprzemijający.

2. Jerry & Ester Hicks, „Ask And It Is Given”
To klasyczna pozycja o prawie przyciągania. Nie jestem pewna, czy książka ta jest dostępna w języku polskim, więc polecam w oryginale. Muszę przyznać, iż do tej książki podchodziłam dwa razy. Po raz pierwszy kupiłam ją zachęcona pozytywną recenzją. Po przeczytaniu kilku stron stwierdziłam jednak, iż zupełnie nie wiem, o co autorowi chodzi. Rozczarowana, zwróciłam książkę do księgarni. Po około roku postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. Tym razem przeczytałam ją jednym tchem, i od tej chwili nic nie było tak, jak dotychczas. Musiałam po prostu dojrzeć, poczekać na odpowiedni czas, aby zrozumieć „Ask And It Is Given”. Książka ta w bardzo zrozumiały i przekonywujący sposób przedstawia, jak działa prawo przyciągania. Pozycja ta stała się podobno inspiracją do nakręcenia filmu „The Secret”. Filmu nie polecam, ale książkę jak najbardziej. Wielu może polemizować z faktem, iż książka ta została napisana pod wpływem pozaziemskiej istoty zwanej Abraham. Ja raczej w to nie wchodzę, ale faktem jest, iż książka ta jest niesamowita. Bardzo mądra, inspirująca pozycja. Sprawiła, iż zrozumiałam, iż naprawdę otrzymujemy to, o czym myślimy przez większość czasu i nauczyła mnie jak przyciągać to, czego pragniemy.

Z tego co wiem, na rynku polskim dostępna jest książka Jerry & Ester Hicks “Potęga świadomej intencji”, też dobra.

3. Brian Tracy, ”Maximum osiągnięć”
Brian Tracy w bardzo mądry sposób przedstawia, od czego zależy nasz sukces w życiu. Wskazuje, w jaki sposób uwolnić tkwiące w nas nieprzebrane zasoby kreatywności i energii. Dzięki tej książce odkryłam między innymi, jak ważne jest w życiu stawianie celów.

4. Eckhart Tolle , „Potęga teraźniejszości”
To bardzo wartościowa książka, o tym jak żyć w teraźniejszości, tu i teraz. Dzięki niej zaprzestałam życia w przyszłości lub przeszłości, co wcześniej bardzo często mi się zdarzało. Nie znaczy to, iż nie robię planów na przyszłość, a jakże! Ale teraźniejszość to jedyne, co jest nam dane. „Potęga teraźniejszości” to niesamowity dar.

5. Robert Kiyosaki, “Bogaty ojciec, biedny ojciec”
To książka o tym, jak osiągnąć bogactwo, również wewnętrzne. W ostatnim czasie pojawiło się wiele krytyki na temat tej pozycji. Twierdzono, że podobno Kiyosaki stał się bogaty dopiero po wydaniu tej książki, a cała historia o dwóch ojcach jest wyssana z palca. Być może. Ale mimo to, to właśnie ta książka sprawiła, iż z rozrzutnej, żyjącej od pierwszego do pierwszego osoby, nie posiadającą żadnych oszczędności, przeistoczyłam się w ciągu kilku lat w świadomą inwestorkę, która w końcu pokonała niechęć do oszczędzania (o czym pisałam już w moim wcześniejszym artykule).

Życzę przyjemnej lektury! :-)

11 Oct 2007

Lew salonowy, czyli nawiązywanie kontaktów w praktyce

2 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

Ci z Was, którzy od czasu do czasu odwiedzają moją stronę zdążyli już pewnie zauważyć, iż umiejętności nawiązywania kontaktów uważam za kluczowe dla osiągnięcia sukcesu w życiu. Co prawda jeszcze nie opanowałam tej umiejętności do takiej perfekcji, jak moja koleżanka Sandra, ale staram się pracować nad sobą każdego dnia. I jest coraz lepiej.

Ostatnio postanowiłam przeprowadzić eksperyment i sprawdzić, czy mogę zostać lwem (lwicą?) salonowym „na zawołanie”. W ubiegłą sobotę byliśmy zaproszeni na wesele do znajomych. Była to impreza na kilkadziesiąt osób, z których znałam osobiście jedynie kilka. Zwykle w takich przypadkach staram się odnaleźć przebywających na imprezie znajomych i spędzam czas w ich towarzystwie (czyli pozostaję w mojej strefie komfortu, gdzie jest przyjemnie i bezpiecznie).

Tym razem zdecydowałam się na inną taktykę. Postanowiłam przejąć inicjatywę i „wyjść do ludzi”. Założyłam sobie, iż:

  • Podczas całego przyjęcia będę rozmawiała przede wszystkim z ludźmi, których nie znam
  • Co 15-20 minut będę zmieniała rozmówcę (chyba, iż zawiąże się niezwykle ciekawa konwersacja). To wystarczy, aby osiągnąć pewien stopień poufałości, ale nie za długo, aby się sobą znudzić.

Właściwie takie postępowanie jest jak najbardziej logiczne – impreza tego rodzaju to przecież okazja do spotkania nowych, ciekawych ludzi, poszerzenia własnych horyzontów. Jednak takie zachowanie nie jest naprawdę czymś, co robimy automatycznie. Ja niestety nadzwyczaj chętnie pozostaję w mojej comfort zone.

W dniu wesela przywdziałam zatem moją najlepszą wyjściową kreację (jak na lwicę salonową przystało, należy się wyróżniać!) i wyruszyliśmy na imprezę. Goście weselni byli mocno zróżnicowani pod względem narodowościowym – Szwedzi, Holendrzy, Amerykanie, no i oczywiście Niemcy. Rozpoczęłam od Szwedów. Z natury spokojni, zamknięci w sobie, czuli się trochę zagubieni. Zaczęłam klasycznym small talkiem – jak się podoba region, czy już byli w Niemczech, itp. Kiedy już trochę się rozkręcili, rzuciłam opowiastkę o tym, jak wygląda polskie wesele i już było wesoło. Powoli przesuwałam się w stronę Amerykanów – tutaj nie było trudno, jako, iż Amerykanie generalnie są otwarci. Konwersacje rozkręcały się bardzo szybko – najczęściej rozmawialiśmy o pracy, o urlopie, itp. Następnie przyszła kolej na Holendrów i Niemców. Po kilku godzinach znałam już prawie każdego na sali. Nadszedł zatem czas na zacieśnianie znajomości. Tutaj z pomocą przyszła muzyka – szaleliśmy wszyscy na parkiecie jak starzy znajomi.

Znacznie w całym procesie pomogła również stara, dobra żubrowka, którą przezornie zabraliśmy ze sobą. Jako, iż na przyjęciu królowało przede wszystkim wino, butelka polskiego trunku została przyjęta z wielkim zainteresowaniem i przyczyniła się do zbratania całego towarzystwa weselnego.

Zabawa przeciągnęła się do białego rana, a i mój cel został osiągnięty. Muszę przyznać, iż ten eksperyment niezwykle mi się spodobał. Konwersacje z tak wieloma osobami wymagały ode mnie trochę wysiłku, ale dały mi również bardzo dużo satysfakcji. Dowiedziałam się, iż bycie zawodowym spadochroniarzem to bardzo ciekawa praca, że w Nowym Jorku niekoniecznie żyje się super, że Jamajka to fajne miejsce na podróż poślubną, itd. Przy okazji sprawiłam, iż kilka osób, które niekoniecznie lubią tańczyć, spędziło kilka godzin bawiąc się w najlepsze na parkiecie.

Myślę, iż nie przeżyłabym tego przyjęcia tak ciekawie i intensywnie, gdyby nie mój mały eksperyment. Na pewno nie dowiedziałabym się tylu nowych rzeczy bawiąc się jedynie w kręgu znajomych.

To niesamowite, jak wiele możemy zyskać, otwierając się na innych ludzi. I jak wiele satysfakcji to daje. Nie każdy ma takie zachowanie w genach (ja przynajmniej nie), ale na pewno można się nauczyć bycia lwem salonowym! A wiec ćwiczę dalej! :-)