Archive for November, 2007

23 Nov 2007

Proste techniki medytacji, cz.3

1 Comment Medytacje

Powracam raz jeszcze do technik medytacji. Tym razem zachęcam do medytacji aktywnej. Musze przyznać, iż jest to jedna z moich ulubionych. Zapoznałam się z ta techniką medytacji podczas kilkudniowego kursu w instytucie Osho UTA w Kolonii. Pionierem medytacji aktywnej był Osho, mistrz duchowy z Indii, który w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych podróżował po świecie, nauczając tysiące ludzi medytacji. Mimo, iż sam Osho jest przez niektórych postrzegany jako osoba dość kontrowersyjna, jest on bezsprzecznie twórcą jednej z najciekawszych metod medytacji.

Poniżej przedstawiam godzinną medytację Kundalini, która jest moją ulubioną (towarzyszy jej wspaniała muzyka Deutera).

 

Kundalini OshoKundalini to medytacja aktywna, czyli jak sama nazwa wskazuje połączona jest z dynamiką. W początkowej fazie dynamiczne ruchy pobudzają nasza energię, która po pewnym czasie zaczyna nas kompletnie wypełniać i zaczynamy w pewnym sensie wibrować. W ostatnich fazach Kundalini następuje uspokojenie i wyciszenie.

Poniżej bardzo trafna definicja tej techniki medytacyjnej, na którą natknęłam się w internecie:

“Kundalini to medytacja pobudzająca energetyczny potencjał człowieka. Bezpieczna i subtelna, szybko oczyszcza ciało i uspokaja umysł, intensywnie ożywia wewnętrzną energię i wyostrza intuicję.

Oto pokrótce poszczególne fazy Kundalini:

1. Drganie (Shaking) - 15 minut
W tej fazie, do muzyki Deutera, odprężamy całe nasze ciało i zaczynamy nim „potrząsać”. Brzmi to trochę śmiesznie, i ja również zareagowałam śmiechem, kiedy po raz pierwszy medytowałam w ten sposób. Ale to naprawdę działa i wyzwala energię. Potrząsamy rękami, głową, całym ciałem, i po pewnym czasie czujemy, jak nasza energia unosi się od stóp do góry. Naprawdę fajne uczucie! Ważne jest, aby potrząsanie to nie było wymuszone. Musimy pozwolić po prostu naszemu ciału drgać swoim rytmem.

2. Taniec (Dancing) – 15 minut
Następna faza to taniec. To moja ulubiona część, jako iż uwielbiam tańczyć! :-)
Muzyka w tej fazie jest tak radosna, iż nogi same rwą się do tańca!

3. Obserwacja (Witness) – 15 minut
Zatrzymaj się, usiądź albo stań, zamknij oczy. Obserwuj, co się dzieje w twoim wnętrzu.

4. Cisza (Stillness) – 15 minut
Połóż się (na podłodze lub na kanapie), zamknij oczy, napawaj się ciszą.

Delikatny dźwięk dzwonka kończy medytację.

Zwykle podczas całej medytacji mam zamknięte oczy, otwieram je tylko od czasu do czasu, pomiędzy poszczegolnymi fazami, lub w czasie tańca. Jednak w fazie pierwszej i drugiej można mieć również cały czas otwarte oczy.

Najczęściej medytuję Kundalini w weekendy, kiedy mam trochę więcej czasu. Niesamowite, iż po każdej takiej sesji jestem niezwykle kreatywna. Wiele moich najciekawszych pomysłów narodziło się właśnie po Kundalini.

Tutaj znajdziecie dodatkowe informacje (w języku angielskim) na temat innych rodzajów medytacji aktywnych, jak również przykłady (w formie krótkich filmów) jak przebiegają poszczególne medytacje.

Życzę miłego medytowania! :-)

20 Nov 2007

O wywieraniu wpływu na ludzi raz jeszcze

2 Comments Kariera, Rozwój Osobisty

Niedawno przeczytałam ciekawy post na moim ulubionym blogu Alexa o skutecznym wpływie bycia zuchwałym na osiąganie życiowych celów. Ostatnio zaobserwowałam tę prawdę w praktyce, jak zwykle z pomocą przyszła moja koleżanka Sandra, której to historię znacie z poprzednich postów.

Sandra była w ubiegłym tygodniu na dużej konferencji, gdzie zebrali się ważni przedstawiciele wielkich firm światka IT i debatowali na tematy strategiczne i szczególnie ważne również dla naszej firmy. Na konferencji przedstawiciele znanych firm przeprowadzili wiele fachowych wykładów i prezentacji, po czym wszyscy wybrali się na wspólną kolację. Z reguły takie spotkania to wspaniała okazja do nawiązania kontaktów w branży, jednak niestety nie wszyscy potrafią je w sensowny sposób wykorzystać. W konferencji tej wzięło udział kilku przedstawicieli z naszej firmy, ale jedynie Sandrze udało się osiągnąć imponujące rezultaty. Dlaczego? Wiele osób stwierdziłoby, iż dlatego, że była dość zuchwała. ;-) (choć mnie wydaje się raczej, iż zrobiła to, co jej podpowiadał zdrowy rozsądek).

Podczas wspólnej kolacji, gdy inni koledzy z firmy popijali szampana i rozmawiali we własnym gronie, Sandra porzuciła znane towarzystwo i udała się w nieznane, czyli zawierać nowe znajomości biznesowe. Po kilku godzinach rozmawiała już z najważniejszymi osobami na konferencji, miała wizytówki wszystkich VIPów, którzy obiecali jej również przesłać fachowe materiały zaprezentowane tego dnia na konferencji. Po zawarciu kontaktów na najwyższym szczeblu, Sandra zaczęła VIPom przedstawiać kolegów z naszej firmy, którzy z szeroko otwartymi oczami i niedowierzaniem zastanawiali się, jak ona to zrobiła!!

No właśnie, jak ona to zrobiła?

Właściwie to prosta sprawa.

1. Przedstawiła się najważniejszym osobom na konferencji. Dlaczego by nie? To też ludzie, tak jak ona, a że piastują wysokie stanowiska? To tym lepiej!

2. Doceniła wkład swoich współrozmówców w przygotowanie prezentacji. Sandra zachwycała się ich profesjonalizmem i zadawała szczegółowe pytania dotyczące ich prezentacji, zachowując się przy tym zupełnie naturalnie (bez śladu wymuszonej uprzejmości).

3. Skupiła się całkowicie na swoich współrozmówcach. Poza przedstawieniem się, poinformowaniu, w jakiej firmie pracuje i czym się zajmuje, Sandra podczas konwersacji nie wspomniała ani słowa więcej o sobie! Wykazała natomiast szczere zainteresowanie, zadając bardzo wiele pytań dotyczących ich pracy. Co oczywiście spowodowało, iż VIPowie bardzo chętnie się otworzyli i od razu polubili Sandrę.

Niby prosta sprawa z tym zawieraniem znajomości, ale jednak większość z nas raczej by się na powyższy scenariusz nie skusiła.

Sandra wróciła z konferencji z perspektywą kontynuowania bardzo owocnych znajomości. Zainwestowany czas i energia naprawdę się opłaciły. Inni koledzy z firmy wrócili z konferencji z niedosytem i nie mogli uwierzyć w to, co zrobiła Sandra.

Sandra jest tzw. super connectorem, o tym wiem nie od dziś. Dlaczego jednak większość z nas nie zrobiłaby tego, co ona? Przecież to proste, podejść do kogoś i porozmawiać. Najczęściej jednak strach nie pozwala nam się przełamać. Myślimy, iż osoby na wysokich stanowiskach są lepsze niż my, niedostępne, obawiamy się blamażu. Jednak nic bardziej mylnego! Szczególnie w takich przypadkach musimy wziąć nasz strach za rogi i iść do przodu. Tylko w ten sposób możemy zmieniać nasze życie na lepsze i rozwijać się! Życzę powodzenia! :-)

15 Nov 2007

Oglądać czy nie oglądać? Oto jest pytanie!

9 Comments Efektywność, Rozwój Osobisty

Channel Surfing
Swojego czasu spędzałam bardzo dużo czasu przed telewizorem. Mimo, iż czułam, że oglądanie telewizji nie wywierało specjalnie pozytywnego wpływu na moje życie, a raczej kradło mi czas, specjalnie się tym nie stresowałam. Przecież każdy ogląda telewizję, więc jest to normalne, myślałam. Tak wtedy byłam przywiązana do moich ulubionych seriali, iż spędzałam dziennie po pracy kilka godzin na wpatrywaniu się w szklany ekran. Było przyjemnie, to prawda, ale moje życie raczej nie posuwało się do przodu.

W końcu poczułam się w pewnym sensie niewolnikiem oglądania telewizji i postanowiłam z tym skończyć na dobre. Jako, iż byłam wtedy w okresie intensywnej pracy nad sobą, długo się nad tym nie zastanawiałam, oczekując pozytywnych skutków tej decyzji. Z dnia na dzień rozpoczęłam mój telewizyjny post.

Na początku nie było łatwo. Do tej pory po przyjściu z pracy zwykle włączałam od razu telewizor, więc teraz nagle nie wiedziałam, co ze sobą począć. Tak mnie korciło, aby sięgnąć po pilota, ale się nie dałam. Postanowiłam zastąpić to przyzwyczajenie czymś innym, i moim substytutem stała się muzyka. Zamiast telewizora uruchamiałam mój zestaw audio, wybierając najczęściej relaksującą muzykę. Po jakimś czasie, tak się do tego przyzwyczaiłam, iż nie wyobrażam sobie teraz naszego domu bez ciągłej muzyki.

Od tego czasu minęły już dwa lata. Mamy telewizor w domu, a i owszem, ale wykorzystujemy go jedynie do oglądania filmów DVD (wszystkie swoje ulubione seriale mam teraz na DVD! :-) ). Czasami mój partner ogląda mecz hokeja, jeśli akurat gra jego ulubiona drużyna, ale to zdarza się sporadycznie.

Dzięki „rzuceniu” oglądania telewizji zauważyłam wiele pozytywnych zmian w moim życiu. Przede wszystkim nagle miałam o wiele więcej czasu do swojej dyspozycji. Wcześniej po pracy potrafiłam przesiedzieć przed telewizorem nawet do dwóch godzin. Teraz ten czas wykorzystuję na czytanie książek, spotkania ze znajomymi tudzież realizację moich prywatnych projektów (np. pisanie artykułów na mojej stronie! :-) )

Fakt, iż mam teraz więcej czasu, zmusza mnie również do poszukiwania bardziej wyrafinowanych form jego spędzania. Nagle znalazłam czas na uczęszczanie na lekcje języka hiszpańskiego, zapisałam się do klubu Toastmasters, aby szlifować swoje umiejętności retoryczne, oraz na zajęcia Yogi.

Dzięki zaprzestaniu oglądania telewizji, moja podświadomość nie jest na reszcie poddawana wpływowi reklam i negatywnych informacji. Muszę przyznać, iż była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęłam w ciągu ostatnich lat! Nie twierdzę, iż telewizja wpływa jedynie negatywnie na nasze życie. Uwielbiam np. programy podróżnicze, przyrodnicze, edukacyjne, itp. Każdy z nas musi jednak sam podjąć decyzję, czy chce zrezygnować z oglądania telewizji. Ja stwierdziłam, po podsumowaniu wszystkich za i przeciw, iż lepiej na tym wyjdę, jeśli będę się trzymała się z daleka od szklanego ekranu.

Ostatnio zakupiliśmy sobie nowy telewizor plazmowy. Wygląda naprawdę świetnie i nawet przetestowaliśmy go, oglądając na DVD Shreka. To było jakieś miesiąc temu. Od tego czasu telewizor nie został włączony ani raz. Zastanawiamy się, czy nie podarować go moim rodzicom. :-)

12 Nov 2007

Rozwój osobisty w wielkim mieście

2 Comments Podróże, Rozwój Osobisty

Nowy JorkWłaśnie jestem na lotnisku Newark i czekam na lot powrotny do Europy. To była dość krótka wizyta w Nowym Jorku, ale niezwykle bogata w przeżycia, jak to zawsze bywa w tym mieście. Zastanawiałam się, w jakie nowe doświadczenia tym razem zabieram ze sobą z Nowego Jorku do Europy.

Po raz pierwszy postanowiłam spojrzeć na NYC z punktu osoby zajmującej się rozwojem osobistym. Pod koniec pobytu jednoznacznie stwierdziłam: nie jest łatwo pracować nad sobą w wielkim mieście!

Nowy Jork żyje w biegu. Nie jest to niczym niezwykłym ani specjalnym odkryciem, jednak ten bieg wywiera wpływ na naszą podświadomość. Zauważyłam, iż ta szybkość również mi się udzieliła. Po kilku dniach przekraczałam ulice zawsze w biegu, biegiem poruszałam się również po metrze, dworcach, centrach handlowych. Miałam wrażenie, iż jeśli nie będę biegła, to nigdzie nie dotrę na czas. Podświadomie czułam gdzieś nutkę niepokoju.

Nasz przyjaciel, u którego mieszkaliśmy przez te kilka dni, powiedział, iż Nowy Jork nigdy się nie zatrzymuje. Nawet w weekendy miasto tętni życiem. Jest to oczywiście specyfika tego miejsca i dlatego to miasto jest tak niezwykłe. Jednak na dłuższą metę jest to wyczerpujące. Nasz znajomy stara się jak najczęściej wyjeżdżać na wieś do swoich rodziców, aby znów móc usłyszeć własne myśli.

Dokładnie to było bardzo trudne w Nowym Jorku. Usłyszeć własne myśli. Za dużo obrazów, zdarzeń, dźwięków otaczających nas z każdej strony, aby się zatrzymać i wyciszyć.

Tłum, tłum, tłum. Czułam się maleńką częścią wielkiej masy. Twarze zmieniają się jak w kalejdoskopie. Bardzo lubię obserwować ludzi, zastanawiać się, jaką historię ze sobą noszą. W NYC jest to jednak bardzo wyzywające zadanie, jako iż otaczający ludzie są tak interesujący, tak zróżnicowani, iż zaledwie skupię się na jednej osobie, a już nadciąga następna, równie fascynująca. Kalejdoskop.

Konsumpcja. O tym wiemy nie od dawna, iż Amerykanie są niezwykle konsumpcyjnym narodem, pieniądze przelewają się tu strumieniami w jedną i drugą stronę. Ja raczej jestem ostrożna w wydawaniu pieniędzy (nie mylić ze skąpstwem!!). Wolę kupować rzeczy rzadziej, ale za to cenię sobie ponad wszystko bardzo wysoką jakość i za to jestem gotowa zapłacić więcej. Podczas pobytu w NYC przeistoczyłam się jednak w mgnieniu okaw typową Amerykankę – tutaj kawka, tam lunch, kup 3 w cenie 2, super obniżki, itp. Ilość pieniędzy na moim koncie malała z dnia na dzień. Naprawdę mnie zaskoczyło, jak szybko jestem w stanie się przestawić na konsumpcyjny tryb życia. Muszę przyznać, iż trochę zadziwiłam sama siebie.

Nowy Jork Central Park

Po tych przeżyciach znalazłam w końcu wspaniałą oazę w Central Park. Przepiękne miejsce w centrum wielkiego miasta, gdzie można się w końcu na chwilę odprężyć (choć nie można się tu pozbyć wrażenia, iż miasto jest ciągle w biegu, jako iż Central Park to ulubione miejsce joggingowców).

Uwielbiam Nowy Jork i na pewno wkrótce znów tu zawitam. Jednak z radością wracam teraz do mojego miasta, gdzie życie toczy się nieco wolniej. :-)

07 Nov 2007

Dlaczego Zatoka Zen?

No Comments Rozwój Osobisty

Wielu z Was pyta, dlaczego wybrałam taką nazwę dla mojej strony. Postanowiłam zatem dodać informacje na ten temat do mojego profilu.

Jutro wybieram się na dalsze odkrywanie świata – tym razem zobaczę, jak mnie zainspiruje Nowy Jork. Odkrywam to miasto za każdym razem na nowo, i mimo, iż byłam tam wiele razy, Nowy Jork zawsze potrafi mnie zaskoczyć. Oczekujcie artykułu zainspirowanego pobytem w NY w ciągu następnych kilku dni!

03 Nov 2007

Jak polubić swoją pracę?

4 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

 

praca

Niedawno natrafiłam na ciekawy artykuł, w którym autor rozważa, dlaczego wielu z nas nie lubi swojej pracy. Porównuje on pracę do związku między dwojgiem ludzi. Jeśli związki się rozpadają, jest to najczęściej wynikiem tego, iż te dwie osoby po prostu na dłuższą metę do siebie nie pasowały, albo skutkiem tego, iż jeden partner (lub oboje) nie pracowali wystarczająco nad tym, aby związek ten się udał. Podobnie jest z pracą: jeśli zauważamy, iż nasz „związek” się rozpada (czyli czujemy do naszej pracy coraz większą niechęć), to albo:

1. Praca, którą wykonujemy nie koreluje z naszymi zdolnościami, lub
2. Mamy niewłaściwe podejście do pracy (czyli nie pracujemy wystarczająco nad tym, aby nasz „związek” się udał)

Oba te przypadki przetestowałam w swoim życiu, i muszę przyznać, iż rozwiązania, jakie zastosowałam, zdały egzamin.

1. Praca, którą wykonujemy, nie odpowiada naszym upodobaniom i naturalnym zdolnościom

Oznacza to po prostu, iż nie robimy tego, co naprawdę lubimy. Analityk, introwertyk zmuszony do bycia sprzedawcą, bądź humanista starający się zrobić karierę w rachunkowości nie mają dużych szans na sukces. Tutaj na dłuższą metę jedynym godnym polecenia wyjściem jest znalezienie sobie innej pracy, takiej, w której będziemy mogli oddać się naszej pasji. Nie jest to niczym zaskakującym, jednak bardzo mnie dziwi, jak wiele osób przez lata wykonuje pracę, która w żaden sposób nie sprawia im przyjemności.

Często młodzi ludzie po studiach wybierają firmy, które dobrze płacą, podejmując pracę niekoniecznie w dziedzinie, która ich interesuje. Pieniądze są niezłe, ale mimo to nie cieszymy się, kiedy rano idziemy do biura.

Tak było również w moim przypadku, kiedy to po studiach pracowałam przez jakiś czas w dziale marketingu. Praca była nawet w porządku, ale czułam, że to jednak nie do końca to. Po przeanalizowaniu sytuacji okazało się, iż bardzo ważne są dla mnie intensywne kontakty z innymi ludźmi, a tego praca w marketingu raczej nie zapewniała. Od kiedy przeniosłam się świadomie do działu sprzedaży, w końcu jestem w swoim żywiole! :-)

Wielu z Was pewnie stwierdzi: łatwo powiedzieć: wybierz pracę, w której się spełniasz, gorzej wprowadzić ten pomysł w życie. To prawda, nie twierdzę, iż uda się to Wam od razu. Ale radzę przynajmniej przeanalizować własne mocne i słabe strony, odpowiedzieć sobie na pytanie: co tak naprawdę sprawia mi przyjemność, i przygotować kilkumiesięczny (bądź nawet kilkuletni plan), jak osiągnąć ten cel. Samo posiadanie takiego planu doda Wam niesamowitej energii!

2. Mamy złe nastawienie do wykonywanej pracy

Jak to? – powiedzą niektórzy z Was: przecież mój szef jest naprawdę nie do zniesienia, cała organizacja pracy w tej firmie to kompletna pomyłka, w dodatku mało płacą, brak jakiejkolwiek motywacji, itp. Jak w takich warunkach mogę mieć pozytywne nastawienie do mojej pracy? Nie przeczę, iż czasami nie jest łatwo. Jednak wiele zależy od naszej reakcji na trudne sytuacje. Możemy odpowiedzieć negatywnie z pozycji poszkodowanego: „Przecież nic na to nie poradzę, że moja firma mnie nie motywuje, mam już powoli wszystkiego dosyć”. Albo możemy zareagować pozytywnie z pozycji świadomej i zaangażowanej osoby: „To prawda, nie wszystko jest tak, jak być powinno, ale przecież jest też wiele pozytywnych stron, postaram się wprowadzić w życie parę pomysłów, jak poprawić tą sytuację”.

Kilka lat temu zrozumiałam, jak ważne jest proaktywne podejście do pracy. Wtedy to właśnie podjęłam nową pracę, i niestety, od samego początku występowałam z negatywnej pozycji i krytykowałam wszelkie niedociągnięcia w firmie. Narzekałam bezustannie, jednak nie zrobiłam niczego, aby poprawić tą sytuację (negatywne emocje bardzo szybko tłumią w nas proaktywność i zaangażowanie). W końcu zrozumiałam, iż narzekanie nic nie pomoże. Jako, iż praca jako taka sprawiała mi przyjemność, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i wykazać więcej zaangażowania i aktywności. W rezultacie, szef zauważył moje nowe nastawienie, i zostało to bardzo szybko nagrodzone. Co z kolei przełożyło się na jeszcze większą motywację i zadowolenie z pracy! Dziś już nie mogę sobie pozwolić na inne podejście do pracy, jak tylko proaktywne.

Jeśli zatem jesteście niezadowoleni ze swojej pracy, odpowiedzcie sobie koniecznie na pytanie: czy to, co robię obecnie, generalnie sprawia Wam przyjemność? Jeśli tak, to zastanówcie się, jak możecie zmienić swój stosunek do pracy (na proaktywny, zaangażowany, zero narzekania). Jeśli nie, natychmiast zabierzcie się do układania planu, jak znaleźć pracę, w której możecie się spełniać.

Życzę powodzenia!