Właśnie jestem na lotnisku Newark i czekam na lot powrotny do Europy. To była dość krótka wizyta w Nowym Jorku, ale niezwykle bogata w przeżycia, jak to zawsze bywa w tym mieście. Zastanawiałam się, w jakie nowe doświadczenia tym razem zabieram ze sobą z Nowego Jorku do Europy.
Po raz pierwszy postanowiłam spojrzeć na NYC z punktu osoby zajmującej się rozwojem osobistym. Pod koniec pobytu jednoznacznie stwierdziłam: nie jest łatwo pracować nad sobą w wielkim mieście!
Nowy Jork żyje w biegu. Nie jest to niczym niezwykłym ani specjalnym odkryciem, jednak ten bieg wywiera wpływ na naszą podświadomość. Zauważyłam, iż ta szybkość również mi się udzieliła. Po kilku dniach przekraczałam ulice zawsze w biegu, biegiem poruszałam się również po metrze, dworcach, centrach handlowych. Miałam wrażenie, iż jeśli nie będę biegła, to nigdzie nie dotrę na czas. Podświadomie czułam gdzieś nutkę niepokoju.
Nasz przyjaciel, u którego mieszkaliśmy przez te kilka dni, powiedział, iż Nowy Jork nigdy się nie zatrzymuje. Nawet w weekendy miasto tętni życiem. Jest to oczywiście specyfika tego miejsca i dlatego to miasto jest tak niezwykłe. Jednak na dłuższą metę jest to wyczerpujące. Nasz znajomy stara się jak najczęściej wyjeżdżać na wieś do swoich rodziców, aby znów móc usłyszeć własne myśli.
Dokładnie to było bardzo trudne w Nowym Jorku. Usłyszeć własne myśli. Za dużo obrazów, zdarzeń, dźwięków otaczających nas z każdej strony, aby się zatrzymać i wyciszyć.
Tłum, tłum, tłum. Czułam się maleńką częścią wielkiej masy. Twarze zmieniają się jak w kalejdoskopie. Bardzo lubię obserwować ludzi, zastanawiać się, jaką historię ze sobą noszą. W NYC jest to jednak bardzo wyzywające zadanie, jako iż otaczający ludzie są tak interesujący, tak zróżnicowani, iż zaledwie skupię się na jednej osobie, a już nadciąga następna, równie fascynująca. Kalejdoskop.
Konsumpcja. O tym wiemy nie od dawna, iż Amerykanie są niezwykle konsumpcyjnym narodem, pieniądze przelewają się tu strumieniami w jedną i drugą stronę. Ja raczej jestem ostrożna w wydawaniu pieniędzy (nie mylić ze skąpstwem!!). Wolę kupować rzeczy rzadziej, ale za to cenię sobie ponad wszystko bardzo wysoką jakość i za to jestem gotowa zapłacić więcej. Podczas pobytu w NYC przeistoczyłam się jednak w mgnieniu okaw typową Amerykankę – tutaj kawka, tam lunch, kup 3 w cenie 2, super obniżki, itp. Ilość pieniędzy na moim koncie malała z dnia na dzień. Naprawdę mnie zaskoczyło, jak szybko jestem w stanie się przestawić na konsumpcyjny tryb życia. Muszę przyznać, iż trochę zadziwiłam sama siebie.



mmmmm…. przypomina mi sie niesamowity, niepowtarzalny klimat tego zwariowanego miejsca. Jest dokladnie tak jak napisalas.
Tempo zycia, kiedy pierwszy raz znalazlam sie tam bylam oszolomiona roznorodnoscia, iloscia ludzi kolorami, gwarem. 3 miesiace spedzone w NYC to jak 3 lata w Wawie.
Zycie na dlozsza mete w NYC to juz inna bajka, 3 lata spowodowaly zmeczenie u mnie tym ciaglym, gonieniem za….krolikiem.
Ale wspomnienia sa przeogromne.
Dzieki za odswiezenie tego uczucia w mojej pamieci.
Aga!
Zgadzam sie z Toba, zycie na dluzsza mete w Nowym Yorku to inna bajka. Uwielbiam NYC, ale raczej nie planuje tam osiasc na dluzej!
Pozdrawiam serdecznie!
Gosia