Archive for February, 2008

26 Feb 2008

Wakacje w tropiku

No Comments Podróże, Rozwój Osobisty

rice.jpg
Zniechęcona ponurą pogodą postanowiłam wybrać się po raz kolejny na poszukiwanie słońca. Po kilku miesiącach nieciekawej pogody zauważam tzw. spadek formy, brak energii i generalnego zaangażowania w codzienne zajęcia. To zwykle znak, iż potrzebuję słońca i „zmiany tapety”.

Generalnie jestem zwolenniczką aktywnego urlopu, nie wyobrażam sobie spędzania całych dni jedynie leżąc na plaży, rozkoszując się morzem i wspaniałą pogodą. O wiele ważniejsze jest dla mnie poznanie danego kraju, zwyczajów i przede wszystkim nawiązanie kontaktu z mieszkańcami. Najczęściej nie planuję szczegółowo mojego urlopu, rezerwuję zwykle pierwszy oraz ostatni nocleg, reszta jest niewiadomą.

Tym razem jednak miałam ochotę na odrobinę luksusu i smak tropiku. Byłam tak zmęczona ponurą europejską zimą, iż dałabym wszystko za spędzenie kilku leniwych dni na słonecznej plaży. Zdecydowaliśmy się na Bali i po kilku dniach siedzieliśmy już w samolocie do Denpasar, mając w perspektywie dziesięciodniowy pobyt w niezłej klasy hotelu, w nadmorskiej miejscowości Sanur na południu Bali.

Przyznaję, iż trochę obawiałam się tego wyjazdu. Nigdy przedtem jadąc na urlop nie spędziliśmy więcej niż trzech dni w jednym miejscu. Najczęściej odwiedzaliśmy kilka miejscowości, starając się zobaczyć jak najwięcej. Tym razem jednak zamierzaliśmy spędzić w jednym miejscu dziesięć dni! Nie byłam pewna, jak zareaguję na tego typu wakacje.

Bali zaskoczyło nas bardzo pozytywnie. Mieszkańcy wyspy to ludzie niezwykle przyjaźni, „wyposażeni” w naturalną pogodę ducha, wewnętrzny spokój i ciepło. Pierwszego dnia zaraz po śniadaniu wybraliśmy się poznawać okolicę. Miejscowość, w której mieszkamy, jest dość turystyczna. Dla mieszkańców wyspy turystyka to jednak główne źródło utrzymania, także podczas naszego poznawczego spaceru doświadczyliśmy wiele razy przedsiębiorczości Balijczyków. A to otrzymaliśmy propozycję przewozu do pobliskich miejscowości turystycznych, a to zachęcano nas do kupna pamiątek, do masażu, czy też wypożyczenia roweru. W ciągu kilkugodzinnego spaceru odpowiadaliśmy dziesiątki razy na te same pytania: „Jak się nazywasz? Skąd jesteś? Gdzie się zatrzymałaś na Bali? Ile czasu spędzasz na Bali?”. Jednym słowem było to dość ciekawe doświadczenie.

Większość restauracji w Sanur jest przeznaczona dla turystów, Balijczycy jedynie tam pracują. To trochę nas zbiło z tropu, jako iż najchętniej jadamy w restauracjach, w których stołują się mieszkańcy,to zawsze gwarancja autentyczności. Wieczorem postanowiliśmy udać się na poszukiwanie tradycyjnych balijskich jadłodajni. Przecież nawet w takiej turystycznej miejscowości mieszkańcy też muszą gdzieś jeść! Zboczyliśmy z ubitego szlaku i gdzieś w bocznej uliczce znaleźliśmy wspaniałą restaurację typu Padang, oferującą smakowite potrawy rodem z Sumatry po bardzo przystępnych cenach. Tym razem byliśmy jedynymi turystami wśród restauracji pełnej Balijczyków.

img_0679.jpg

Następnego dnia postanowiliśmy wyrwać się z turystycznego Sanur w kierunku mniej uczęszczanej północy Bali. W tym celu wypożyczyliśmy samochód, co było dla nas nie lada wyzwaniem. Ruch na Bali jest, w odróżnieniu od kontynentalnej Europy, lewostronny. Poza tym styl jazdy Balijczyków jest dość nietypowy, wiele osób porusza się na skuterach, które przejmują kontrolę ruchu ulicznego. Wypożyczenie samochodu pozwoliło nam poznać prawdziwe Bali. Wyjeżdżając kilkanaście kilometrów na północ od Sanur ciężko spotkać jakichkolwiek turystów. Otwiera się przed nami kraina niesamowitych czarnych plaż (czarny piasek na tych plażach pochodzi od pobliskich skał wulkanicznych), wspaniałych pól ryżowych oraz zwykłego, codziennego życia Balijczyków. Mieszkańcy Bali żyją bardzo skromnie. Mieszkają zwykle w naprędce skleconych drewnianych domkach, ich życie odgrywa się na poboczach ulic, wypełnionych małymi przydrożnymi sklepikami. Uprawa ryżu odgrywa ważną rolę w życiu mieszkańców Bali, zaś zapierające dech w piersiach, niesamowicie zielone pola ryżowe są wizytówką wyspy.

Dziwnie było po dniu spędzonym na Balijskiej wsi powrócić do naszego luksusowego hotelu. Mimo to cieszyliśmy się na spędzenie kilku godzin na naszej przepięknej plaży. Czy powinnam mieć wyrzuty sumienia? Tam na wsi ludzie zarabiają przez miesiąc tyle, ile ja wydaję na hotel w ciągu jednego dnia. Wychodzę jednak z założenia, iż jeśli mam okazję korzystać z luksusu, to dlaczego nie? Ważne jest dla mnie, aby nie popaść w arogancję i nie zatracić kontaktu z rzeczywistością. Dopóki doceniam to, co mam i jestem w pełni za to wdzięczna, jest to dla mnie OK.
Mimo moich wcześniejszych obaw ten urlop okazał się strzałem w dziesiątkę. Z jednej strony poznaję prawdziwe życie Balijczyków, ich zwyczaje, kulturę, poszerzam własne horyzonty, z drugiej zaś odprężam się, relaksuję mój umysł, stymulując kreatywny proces. Polecam każdemu spędzenie choć kilku dni na tej czarującej wysepce!

Pozdrawiam serdecznie!

07 Feb 2008

Na jakie myśli sobie pozwalasz?

4 Comments Rozwój Osobisty, Sukces

Pewnie wielu z Was słyszało o prawie przyciągania. Po raz pierwszy spotkałam się z tym pojęciem w książce Esther & Jerry Hicks pod tym samym tytułem. I od tej pory należy ona do moich ulubionych. Esencja prawa przyciągania jest następująca: to, o czym myślisz przez większość czasu, przyciągasz do swojego życia i w końcu staje się to Twoją rzeczywistością. Jeśli np. ciągle myślisz o tym, jak niewiele masz pieniędzy, niedostatek będzie składnikiem Twojej codzienności.

Swojego czasu byłam trochę nieufna, jeśli chodzi o prawo przyciągania. Szum wokół tego wydawał mi się bezpodstawny, przesadzony i przede wszystkim oddalony od rzeczywistości. Jednak po przeczytaniu powyższej książki, z jakiegoś powodu prawo to wydało mi się całkiem naturalne.

Czego prawo przyciągania mnie nauczyło? Iż możemy kontrolować nasze myśli! Wymaga to trochę wprawy, jednak jak najbardziej jest to możliwe!

Postanowiłam zatem wypróbować działanie prawa przyciągania, cóż miałam do stracenia? Na początku musiałam zmienić moje przyzwyczajenie do myślenia o niechcianych rzeczach. Nie było łatwo, ale po jakimś czasie mogłam w większym stopniu kontrolować moje myśli i skupiać się na rzeczach, które pragnę przyciągnąć do mojego życia. Dużą rolę w tym procesie odegrał mój partner, który postanowił wziąć udział w moim eksperymencie. Często prowadziliśmy długie rozmowy na temat, co chcielibyśmy osiągnąć w przyszłości. Każde z nas opowiadało o swoich marzeniach i jak możemy je zrealizować. Takie rozmowy były pełne pozytywnej energii i powodowały, iż naprawdę przez większość czasu myśleliśmy o rzeczach, których pragniemy. Postanowiliśmy również przestać narzekać i użalać się na koleje losu, aby zminimalizować możliwość pojawienia się negatywnych myśli.

Na efekty nie musieliśmy czekać długo. Byliśmy zdziwieni, tym co się wydarzyło. Po kilku tygodniach od rozpoczęcia naszego eksperymentu mój partner odnalazł swoje powołanie zawodowe. Do tej pory nie bardzo wiedział, co tak naprawdę chce robić w życiu, a praca, którą wykonywał, nie dawała mu satysfakcji. Nagle, ni stąd ni zowąd, odnalazł swoje powołanie! :-) Okazało się, iż aby znaleźć pracę w tym zawodzie, musi się przekwalifikować. Nabycie nowych zdolności zajęło mu kilka miesięcy, ale zaraz potem znalazł świetną pracę w swojej wymarzonej branży. Wcześniej przez lata mu się to nie udawało, teraz w ciągu miesięcy dokonał tak wiele. Przypadek, czy wynik prawa przyciągania?

Mieliśmy jeszcze wiele tego typu przykładów: a to niespodziewanie oboje dostaliśmy podwyżkę (tak, tak, naturalnie koncentrowaliśmy nasze myśli na nadwyżce finansowej ;-) ), a to znaleźliśmy wymarzone miejsce na nasz ślub, choć od wielu miesięcy nie mogliśmy znaleźć niczego, co by nam odpowiadało, czy też udało nam się w bardzo niedrogi sposób zrealizować nasze wymarzone wakacje. Przypadek, czy prawo przyciągania?

Z mojego doświadczenia prawo przyciągania niekoniecznie działa, jeśli siedzisz cały dzień na kanapie i myślisz o rzeczach, które pragniesz mieć. Do tego, aby prawo to zaczęło szybko funkcjonować, należy jeszcze dołączyć konkretne działanie w kierunku Twoich marzeń.

Przyznaję, iż prawa przyciągania nie można naukowo wyjaśnić. Mimo to ja wierzę w jego działanie. I nawet mój partner, który jest typowym analitykiem, po własnych doświadczeniach uwierzył w to bez dwóch slow.

I na koniec jeszcze krótki cytat z książki „Prawo przyciągania” Esther & Jerry Hicks:

Never face reality unless your reality is just the way you want it to be.

Pozdrawiam serdecznie!

03 Feb 2008

Autentyczność popłaca

No Comments Rozwój Osobisty, Sukces

Jeszcze jedno spostrzeżenie z ostatniego spotkania firmowego. Podczas jednego z wykładów na temat filozofii biznesowej naszej firmy, zostaliśmy poproszeni o odpowiedzenie w kilku zdaniach na pytanie, co ta filozofia tak naprawdę dla nas oznacza. Mieliśmy kilka minut na zastanowienie się. Większość uczestników rozpoczęła skrzętne zapisywane notatek, kreowania najbardziej wymyślnych teorii, używając utartych, dobrze brzmiących sloganów. Podczas prezentacji niektóre przemówienia przypominały mi polityczne autoprezentacje, wykłady, lub też odczyty gdzieś przeczytanych myśli. Czułam, iż są to sztuczne, wymuszone teksty, nie mające nic wspólnego z tym, co dana osoba naprawdę na ten temat myśli.

Nie wiedziałam od razu, co powiedzieć, wiec postawiłam na moją intuicję. Poszukałam odpowiedzi gdzieś w głębi serca. Była krótka, ale czułam, iż jest moja własna. Nie szukałam jej w książkach, ale w mojej głębi.

Po wypowiedziach 40 osób, prowadzący wykład, bardzo zasłużony senior manager naszej firmy, podziękował wszystkim i podkreślił, iż szczególnie podobała mu się moja odpowiedź. I uzasadnił, dlaczego. Wszyscy dość się zdziwili. Jak to: taka krótka, prosta i niewyrafinowana odpowiedz była najlepsza??

Drogi Czytelniku, przytaczając powyższy przykład nie mam zamiaru chwalić się moim wyczynem. Pragnę jedynie podkreślić, iż słuchając własnej intuicji, serca, będąc autentycznym i naturalnym osiągamy o wiele lepsze rezultaty w życiu, niż starając się być kimś innym, niż naprawdę jesteśmy. Zachęcam do bycia autentycznym! :-)

Pozdrawiam serdecznie!

01 Feb 2008

Obawa przed nieznanym

3 Comments Rozwój Osobisty, Sukces

Wczoraj wróciłam z kilkudniowego dużego spotkania firmowego. Przez cztery dni braliśmy udział w wykładach, workshopach oraz nieformalnych spotkaniach przy kolacji. 40 osób z oddziałów naszej firmy z 14 różnych krajów europejskich. Choć wyjazd ten był niezwykle wyczerpujący (przesunięcie czasu oraz bardzo napięta agenda), niezwykle cieszyłam się na to spotkanie, jako iż wiedziałam, iż będzie to kolejna wspaniała okazja to poznania nowych ludzi oraz pogłębienia kontaktów z już znanymi pracownikami firmy.

Spotkanie było bardzo udane, i rzeczywiście udało mi się osiągnąć moje cele. Jednak również tym razem zaobserwowałam znaną już prawidłowość. Większość z nas obawia się nowego otoczenia i preferuje raczej to, co znane. Wiele osób nie potrafiło wykorzystać tej szansy na poznanie nowych ludzi oraz pogłębienie kontaktów. Dla przykładu: koledzy z danego kraju woleli raczej pozostać we własnym towarzystwie. Podczas wykładów, przy obiedzie, kolacji, czy też w czasie wolnym każda grupa państwowa bardzo szybko się odnajdowała, zajmując miejsca obok siebie. Mimo, iż spędzają oni większość czasu ze sobą w biurze tak czy inaczej, również teraz chcieli być blisko siebie, w znanym gronie, w swojej strefie komfortu.

Bardzo podobało mi się posunięcie organizatorów spotkania, którzy przewidzieli takie zachowanie uczestników. Podczas kilku wykładów jak również podczas jednej kolacji przygotowali przydział miejsc, tzn. każdy miał dokładnie określone, koło kogo będzie siedział. W ten sposób znane sobie grupy zostały rozdzielone i na swój sposób zmuszone do zawierania nowych znajomości. Co oczywiście każdemu wyszło na dobre! :-)

Polecam Wam, kiedy następnym razem będziecie brać udział w większym spotkaniu z możliwością poznania nowych ludzi, na przeprowadzenie małego eksperymentu i rozmawiania tylko z ludźmi, których nie znacie. Na początku będzie to trochę nienaturalne, ale po krótkim czasie praktyki naprawdę sprawia to przyjemność. I przede wszystkim wzbogaca, poszerza horyzonty, rozciąga strefę komfortu.

Pozdrawiam serdecznie!