Archive for March, 2008

29 Mar 2008

Weź strach za rogi!

3 Comments Efektywność, Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

businessman-fear.jpg

Artykuł Steva Pavliny przypomniał mi, że mam jeszcze trochę do zrobienia, jeśli chodzi o zmierzenie się z moimi obawami. Kilka lat temu w jednej z książek przeczytałam stwierdzenie, które na zawsze utkwiło w mojej pamięci: „Boisz się czegoś zrobić? Jest to zatem znak, iż dokładnie za to powinieneś się zabrać".

Każdy z nas nosi w sobie wiele obaw. Strach przed samotnością, brakiem akceptacji, strach przed porażką, śmiercią. Strach pozbawia nas energii, sprawia, iż stajemy się nerwowi, zatopieni w negatywnych myślach. Strach oraz wynikające z tego zamartwianie się może przyczynić się nawet do wielu chorób. Strach nie pozwala nam podążać za naszymi prawdziwymi marzeniami, nie pozwala nam osiągnąć w życiu tego, czego naprawdę pragniemy. 

Co najciekawsze, strach jest jedynie wytworem naszej wyobraźni. Tak naprawdę nie istnieje, nie ma również logicznie uzasadnionego prawa bytu.

Zatem, czy warto dać się zwodzić?

Kiedy zmierzymy się z naszym strachem, okazuje się, iż naprawdę ma on jedynie wielkie oczy. W rzeczywistości okazuje się, iż nasza psychika wykreowała coś znacznie większego, strasznego potwora, który okazuje się być jedynie niewinnym zajączkiem.

Swojego czasu panicznie bałam się wystąpień publicznych. W końcu stwierdziłam, iż muszę się za to wziąć, gdyż ten strach po prostu przeszkadzał mi w życiu. Nie było to łatwe, ale wreszcie się przemogłam. Odkąd należę do klubu retorycznego Toastmasters i regularnie wygłaszam przemówienia, ten strach gdzieś się rozproszył. Teraz wystąpienia publiczne nawet sprawiają mi przyjemność! I czego tu było się bać przez tyle lat?? Kompletna strata czasu i energii. 

Mam jeszcze na swojej liście kilka „strachów”, którym zamierzam stawić czoła w nadchodzącym czasie. Są to obawy, które są już ze mną przez wiele lat, prawie od dzieciństwa, więc jest to poważniejsza akcja. Zdaję sobie sprawę, iż są one bezpodstawne i jedynie przeszkadzają mi w cieszeniu się życiem. Zdam Wam relację za kilka miesięcy, jak udało mi się z nimi rozprawić. :-)

Pozdrawiam serdecznie!

26 Mar 2008

Otrzymujesz to, o czym myślisz?

2 Comments Rozwój Osobisty, Sukces

W moim wpisie na temat prawa przyciągania pisałam o tym, iż nasze myśli determinują nasze doświadczenia. Jednym słowem: przyciągamy do naszego życia to, na czym skupiamy nasze myśli przez większość czasu.

Chciałabym jeszcze dokładniej przyjrzeć się temu procesowi. Z mojego doświadczenia wiem, iż istnieje jeszcze jedno wymaganie, które musi być spełnione, aby to prawo zaczęło działać. Mianowicie: to, co chcemy osiągnąć, musi odpowiadać naszym prawdziwym pragnieniom.

Dla przykładu: mój znajomy szukał nowej pracy. Naprawdę myślał tylko o nowym pracodawcy, spędzał godziny na polerowaniu swojego CV, wysyłał niezliczone ilości podań, ale mimo to w ciągu ponad roku nie udało mu się znaleźć nowej pracy. Dlaczego prawo przyciągania tym razem nie zadziało? Przecież on rzeczywiście myślał tylko o nowej pracy!

Okazało się, iż mój znajomy tak naprawdę nie do końca wiedział, jaką pracę chce wykonywać. Ubiegał się o pozycje, które mniej więcej odpowiadały jego wykształceniu, ale nie był do końca pewny, czy to jest to. Dzięki szczęśliwemu trafowi jakiś czas temu w końcu odkrył, co naprawdę chce robić. Nie miał w tym kierunku ani wykształcenia, ani doświadczenia zawodowego. Jednak wiedział, że to jest to! To było jego prawdziwe pragnienie! W przeciągu kilku miesięcy pracował nad zdobyciem choć wstępnych kwalifikacji z dziedziny, w której chciał pracować. Przeczytał wszystkie książki, jakie na ten temat napisano, zapisał się na kurs internetowy oraz rozpoczął intensywny networking w branży.

Po kilku (!!!) miesiącach miał już kilka świetnych ofert pracy w swojej wymarzonej branży!!! Wczoraj z nim rozmawiałam i okazało się, iż przed dwoma dniami otrzymał jeszcze dwie dodatkowe oferty pracy! I to w mieście, do którego od dawna chciał się przeprowadzić! Koniecznie musiałam to opisać na moim blogu. Czy to nie jest działanie prawa przyciągania w klasycznym wydaniu?

Z tej historii wyciągamy następujące wnioski: zanim przystąpimy do „aktywowania” prawa przyciągania w naszym życiu, należy się zastanowić, czy to, co chcemy przyciągnąć, jest naszym prawdziwym pragnieniem? Jeśli nie udaje nam się czegoś osiągnąć, mimo iż ciągle o tym myślimy i wizualizujemy nasz cel, zadajmy sobie pytanie: czy naprawdę tego chcę? Czy też gdzieś w głębi tkwi inne marzenie, które nie zostało wypowiedziane?

Wielokrotnie już się przekonałam, iż kiedy starałam się osiągnąć coś ignorując mój głos wewnętrzny, kończyło się to niepowodzeniem i frustracją.

Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, iż przyciągamy do naszego życia tylko to, o czym ciągle myślimy i czego JEDNOCZEŚNIE PRAWDZIWIE pragniemy!

Życzę powodzenia w kreowaniu Waszej rzeczywistości! :-)

Pozdrawiam serdecznie!

24 Mar 2008

O tym, jak MacBook Pro odmienił moje życie ;-)

No Comments Efektywność, Sukces

img_0875-1.jpg

Mój laptop. Kilka miesięcy temu, po czterech latach intensywnego użytkowania, zaczął mnie zawodzić. Coraz częściej system “padał”, co było dla mnie znakiem, iż muszę zakupić sobie nowy sprzęt. Ale jaki? Moje wymagania były dość wysokie, jako że używam prywatnego komputera przez kilka godzin dziennie. Musiał spełniać zatem moje największe wymagania, zarówno co do wyglądu, jak i parametrów.

Uwaga: zaznaczam, iż nie jestem tzw. power userem! Używam mojego laptopa przede wszystkim do edycji tekstu, zdjęć oraz użytkowania internetu.

Znajomy polecił mi zakup MacBooka Pro firmy Apple. Był to okres, kiedy to Apple świętowało niesamowity sukces iPoda i wszyscy wokoło zachwycali się wyrobami kalifornijskiej firmy. Mówiąc szczerze, byłam dość sceptycznie nastawiona do notebooków Apple. Całkowicie nowy system, brak kompatybilności z wieloma programami Microsoftu. No i ta cena. Co prawda fajnie wyglądał, ale czy warto? Ostatecznie jednak, po obejrzeniu notebooka w Media Markt stwierdziłam, że chcę go mieć.

Jestem posiadaczką MacBooka Pro od wielu miesięcy i muszę przyznać, iż ten zakup był niezwykle udany. Nie zaliczam się do grona wielbicieli wszelakich produktów Apple, ale MacBook Pro swoimi atutami podbił mnie całkowicie. Najbardziej zadziałały na mnie następujące cechy:

1. System operacyjny Mac OS po prostu działa. W przeszłości miałam wiele nieciekawych doświadczeń z Windows. Zawieszanie się systemu, blue screen of death… te chwile do tej pory odwiedzają mnie w najczarniejszych koszmarach. Tymczasem Mac OS po prostu działa. Zawsze.

2. Estetyczny wygląd. MacBook Pro wygląda przepięknie. Opływowy kształt, srebrna obudowa, przyjemna w dotyku podświetlana klawiatura sprawiają, iż nie można się od tego komputera oderwać. Praca na nim to prawdziwa przyjemność!

3. Przyjazny dla użytkownika Mac OS. System ten jest po prostu ładny. I do tego naprawdę łatwy w obsłudze, przynajmniej w zakresie, jaki jest mi potrzebny. Wszystkie programy Mac OS są ze sobą zintegrowane, co ułatwia w znacznym stopniu obsługę.

4. Wytrzymała bateria. Na MacBooku mogę bez problemu pracować 3-4 godziny bez potrzeby zasilania. Idealny w podróży!

5. Możliwość użytkowania programów przystosowanych do Windows dzięki Parallels Desktop. Korzystam z dwóch programów, które funkcjonują jedynie pod Windows. Dzięki instalacji na MacBooku programu Parallels Windows mogę ich bez problemu nadal używać.

Oczywiście MacBook Pro jest dość drogim sprzętem, ale naprawdę jest warty tej ceny. Polecam zakupić MacBook refurbished, tzn. sprzęt który został zwrócony z powodu śladowych usterek, naprawiony i sprzedawany w sklepach online Apple. W ten sposób można na sprzęcie zaoszczędzić nawet kilkaset euro.

Zachęcam szczególnie tych z Was, którzy pracują dużo na notebooku, do zakupienia MacBooka Pro. To inwestycja warta każdej złotówki! Tym tekstem staram się zaprzeczyć powszechnemu przekonaniu, iż MacBook przeznaczony jest głownie dla osób zajmujących się grafiką. To jak najbardziej sprzęt dla zwykłych użytkowników!

MacBook jest czymś specjalnym. Odkąd pracuję na tym laptopie też w pewnym sensie czuję się wyjątkowo, a za takie uczucie warto zapłacić każdą cenę. :-)

Pozdrawiam serdecznie!

P.S. Na zdjęciu mój MacBook Pro wygrzewa się na plaży na Bali! ;-)

19 Mar 2008

Intuicja w podejmowaniu decyzji, czyli “follow your gut feelings”!

No Comments Rozwój Osobisty, Sukces

where-to-go.jpg

Decyzje, decyzje, decyzje. Niektóre z nich, jak np. w co się dziś ubierzemy czy też, co zjemy na śniadanie są proste do podjęcia. Jednak od czasu do czasu przychodzi moment, kiedy wiemy, iż dana decyzja będzie miała znaczny wpływ na nasze życie. Podjęcie nowej pracy, zakup domu czy też mieszkania, przeprowadzka, wybór kierunku studiów czy też szkoły skłania nas do głębszego zastanowienia się nad słusznością danego wyboru.

Zwykle przed podjęciem ważnych decyzji analizujemy alternatywne możliwości i kreujemy listę “za i przeciw”. Analizujemy finansowe aspekty danej decyzji, feedback otoczenia, radzimy się rodziny, przyjaciół. Po burzliwych naradach mamy już wyobrażenie o „za i przeciw”, po czym dokonujemy wyboru.

Tę prostą metodę stosowałam często podczas podejmowania ważnych decyzji. Czasami jednak, nawet kiedy lista „za” była dłuższa niż „przeciw”, dany wybór okazywał się nietrafiony. Oczywiście, nie jesteśmy w stanie zawsze dokonać właściwych wyborów, czasami warto nawet przejść wyboistą ścieżką, aby się czegoś nauczyć. Mimo to, z mojego doświadczenia wynika, iż możemy w prosty sposób podwyższyć trafność ważnych dla nas decyzji.

Kiedy już zdecydowaliśmy się na dokonanie danego wyboru, poddajemy go jeszcze końcowej weryfikacji. W tym tkwi cały sekret.

Końcowa weryfikacja pozbawiona jest jakiejkolwiek logiki. Aby zweryfikować naszą decyzję musimy wyłączyć nasz analityczny umysł i poddać się intuicji, naszemu wewnętrznemu głosowi. Jak się czujesz z daną decyzją? Co mówi do Ciebie Twój wewnętrzny głos? Czy to jest dobry wybór dla Ciebie, czy nie? Słuchaj uważnie. Ta odpowiedź Twojego wewnętrznego głosu jest zawsze trafna.

Generalnie żadna decyzja nie jest ani zła, ani dobra sama w sobie. Końcowa weryfikacja z pomocą intuicji pomaga jednak określić, czy dana decyzja jest dobra dla ciebie. Ignorowanie intuicji może nas na dłuższą metę wiele kosztować.

Przekonałam się o Tym już wiele razy. Zdarzało mi się w przeszłości podjąć decyzję, która wydawała mi się słuszna, jednak mój głos wewnętrzny podpowiadał mi, że ta decyzja nie jest dla mnie dobra. Mimo to nie posłuchałam mojej intuicji i nie skończyło się to najlepiej.

Poniżej podaję przykład, jak ostatnio udało mi się uniknąć nietrafnej decyzji dzięki słuchaniu mojego wewnętrznego głosu:
Planowaliśmy przeprowadzkę z centrum miasta do mieszkania na peryferiach, w pobliżu lasu i natury. Decyzję podjęliśmy kilka miesięcy temu i w międzyczasie obejrzeliśmy już parę mieszkań. Oboje byliśmy zadowoleni z naszego postanowienia, ale jednak gdzieś w mojej głębi pojawiły się nieokreślone, bezpodstawne wątpliwości. Przez jakiś czas pozostały one niewypowiedziane, gdyż nie mogłam znaleźć ich przyczyny. Jednak krótko przed wymówieniem naszego mieszkania, postanowiłam dokładniej przyjrzeć się tym wątpliwościom. Razem z moim narzeczonym postanowiliśmy znaleźć ich źródło. Po długiej dyskusji doszliśmy do wniosku, iż właściwie nie chcemy przeprowadzić się do nowego mieszkania w tej okolicy!!!

Nasz prawdziwy cel wybiegał dalej. Stwierdziliśmy, iż chcemy się przeprowadzić, ale nie do mieszkania, lecz do własnego domu. Również idea zamieszkania w pobliżu natury miała coś w sobie, jednak tak naprawdę nie chcieliśmy przeprowadzić się na peryferia w naszego miasta, lecz w góry.

Nasza pierwotna decyzja była więc jedynie kompromisem wobec prawdziwego pragnienia: zamieszkanie we własnym domu w pobliżu gór. Dlatego mój głos wewnętrzny był „niezadowolony” z takiego kompromisu. Kierując się zasadą follow your gut feelings odnalazłam moje prawdziwe pragnienie i podjęłam decyzję, z którą bardzo dobrze się czuję. Gdybym jednak zignorowała ten znak, przeprowadzka do nowego mieszkania zapewne przyniosłaby ze sobą frustrację.

Naprawdę polecam przy podejmowaniu decyzji przysłuchać się temu, co mówi Wasza intuicja. Głos wewnętrzny zawsze wie, jaki wybór jest dla Was najlepszy! Tutaj nie ma miejsca na pomyłki.

Pozdrawiam serdecznie!

18 Mar 2008

Dużo się dzieje!

1 Comment Rozwój Osobisty

Jak wielu z Was pewnie zauważyło, od jakiegoś czasu moje artykuły pojawiają się niezbyt często. Jest to wynikiem niezwykle intensywnego okresu w moim życiu. Każdego dnia pojawia się wiele możliwości, mnóstwo niezwykle ciekawych dróg… Jedna myśl goni drugą, jedna bardziej fascynująca od innej. Z obecnego punktu widzenia wszystko jest możliwe i, mówiąc szczerze, czasami to trochę przeraża! ;-)

Obiecuję, iż niedługo pojawi się kilka ciekawych artykułów, zainspirowanych wydarzeniami z ostatnich tygodni.

Pozdrawiam serdecznie!

11 Mar 2008

Jak narzekanie może skutecznie zatruć nam życie

2 Comments Efektywność, Rozwój Osobisty, Sukces

Od jakiegoś czasu mam awersję do narzekania. Podczas ostatniego szkolenia w przerwie obiadowej poszliśmy z grupą do restauracji. Wiedziałam, iż w grupie panują emocje co do naszych trenerów, wiele osób nie było zadowolonych z przebiegu szkolenia. Zamówiliśmy obiad i zaraz otworzyła się puszka Pandory – a to trener zrobił to, a to tamto, tak w ogóle to nie są oni przygotowani do tej roli, a tak właściwie to w ogóle są beznadziejni, itp. Czułam się jak w potrzasku, bo zupełnie nie miałam ochoty przyłączyć się do tego zbiorowego narzekania (nawet jeśli zgadzałam się z niektórymi argumentami). Po prostu generalnie mówię NIE narzekaniu. Zjadłam zatem szybko obiad i opuściłam towarzystwo.

Narzekanie sprawia, iż paradoksalnie przyciągamy do naszego życia to, czego checmy uniknąć, o czym już pisałam. Wypróbowałam tę prawdę na sobie. Swojego czasu narzekanie było jednym z moich ulubionych zajęć, zawsze znalazłam coś, co mi się nie podobało i wymagało werbalnego potwierdzenia tego faktu. Och, jak przyjemne były spotkania przy kawie z moją koleżanką z biura i narzekanie na sytuację w pracy, szefa, kolegów i cały ten niedobry świat. Aż łezka kręci mi się w oku…. ;-) Jak pewnie się domyślacie, moje życie było pełne tych niechcianych rzeczy.

Ktoś może powiedzieć: jak to? Przecież jeśli bylibyśmy ciągle zadowoleni ze wszystkiego, świat nie poruszałby się do przodu. Nikt nie zadawałby niewygodnych pytań, nikt nie starałby się ulepszać istniejących procesów, itp. Jasne. Ale w takim przypadku mamy do czynienia z twórczym niezadowoleniem, połączonym z konkretnymi działaniami. Ja zaś piszę o narzekaniu dla narzekania.

Moim zdaniem, jeśli jesteśmy z czegoś niezadowoleni i korci nas do narzekania, istnieje tylko jedno mające jakikolwiek sens wyjście:

Odpowiedz sobie na pytanie: czy mogę tę sytuację zmienić?

  • Jeśli TAK – wtedy zastanów się, w jaki sposób możesz to zrobić, zdefiniuj plan i zabierz się do dzieła
  • Jeśli NIE – zaakceptuj tę sytuację i nigdy więcej nie wracaj do tego tematu.

Jakakolwiek inna reakcja jest szaleństwem.

Pozdrawiam serdecznie!