Archive for July, 2008

30 Jul 2008

Keep Your Heart OPEN!

10 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

Wierzę, iż każdy człowiek jest dobry, pełen kreatywności i zdolny do rzeczy wielkich. Każdy bez wyjątku. Każdy z nas ma w głębi nieprzebrane zasoby. Ja tę głębię nazywam “prawdziwe ja”.

Według mnie prawdziwa komunikacja międzyludzka, wyzwalająca niesamowite pokłady energii, pełna miłości i radości jest możliwa jedynie na tym poziomie. “Prawdziwe ja” vs “prawdziwe ja”. Bez żadnych uprzedzeń, ocen, itp.

W ubiegły weekend byłam w Paryżu na kolejnym treningu coachingowym. Nasza grupa liczyła ok. 12 osób z rożnych krajów: z Francji, Szwajcarii, Norwegii, Izraela, USA, Niemiec i Holandii. Niesamowity przekrój kulturowy.

Drugiego dnia okazało się, iż mam pewien problem i postanowiłam porozmawiać o tym z naszym trenerem. Nie mogłam nic na to poradzić, ale nie potrafiłam do końca odnaleźć we wszystkich członkach naszej grupy ich “prawdziwego ja”, nie mogłam dostrzec ich doskonałości i piękna. Chcąc nie chcąc dokonywałam podświadomej oceny wszystkich w grupie, miedzy każdym a mną był jakiś niewidzialny mur. Bardzo chciałam go zburzyć, ale nie potrafiłam. Ten mur był jedynie wytworem mojej wyobraźni, o tym wiedziałam, ale mimo to nic nie mogłam na to poradzić.

Podzieliłam się moimi rozważaniami z grupą i z trenerami. Na to nasz trener postanowił, iż przeprowadzi ze mną coaching na ten temat.  Na początku twierdziłam, iż nie wiem, jak ten problem rozwiązać. Trener udowodnił mi, że jednak potrafię. Pod koniec sesji coachingowej dał mi następujące zadanie: do końca dnia podejdę do każdego członka naszej grupy i z głębi serca powiem im, co jest w nich piękne.

Na początku byłam trochę stremowana, ale w końcu postanowiłam wyłączyć mój umysł i posłuchać, co mi mówi moje serce. Niesamowite, jak szybko w każdym odnalazłam prawdziwe piękno. Wiele osób miało łzy w oczach, kiedy do nich mówiłam z głębi mojego “prawdziwego ja”, otworzyłam moje serce i to spowodowało, iż oni otworzyli swoje.

Pod koniec dnia czułam się niesamowicie połączona z wszystkimi w grupie, właśnie na poziomie “prawdziwego ja”. Niesamowite, jak wiele energii zostało wyzwolone przez to nasze otwarcie serc. Całe pomieszczenie wypełniała energia, radość, miłość…

Pod koniec ostatniego dnia spotkania Szwajcar Pascal – który na zawsze pozostanie moją inspiracją – powiedział: “To właśnie jest życie!”. Każdy z nas czuł to samo. Każdy z nas czuł, że żyje. Każdy z nas miał otwarte serce. Otwarte serce na drugiego człowieka.

I tego Wam życzę: Keep Your Heart OPEN!

Pozdrawiam serdecznie!

21 Jul 2008

Marzenia w zderzeniu z rzeczywistością

No Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

Beagle Leila

W moim artykule sprzed kilku miesięcy pisałam o tym, jak bardzo chciałam mieć psa rasy beagle. Od długiego czasu rozmawiałam o tym z moim mężem i w końcu, po wspólnej naradzie, postanowiliśmy nabyć wymarzonego psa. Naprawdę bardzo chciałam mieć beagle i wyobrażałam sobie, iż odtąd nasze życie będzie więcej niż super.

Nasz pies okazał się naprawdę słodki, kiedy po raz pierwszy nas zobaczyła, rzuciła się na nas wesoło pomerdując ogonem. Miłość od pierwszego wejrzenia!

Jednak nie dało się ukryć faktu, iż nasz pies był trzymiesięcznym szczeniakiem. Z wszystkimi z tego faktu wynikającymi zaletami i wadami. Niezwykle słodki, ale również wyczerpujący. Okazało się, ze nasz szczeniak nie wiedział jeszcze, iż załatwianie się na podłogę w mieszkaniu nie jest najlepszym pomysłem. Z wielką pasją poświeciła się również obgryzaniu porzuconych w przedpokoju butów, itp.

Okazało się, iż niestety nie do końca byłam przygotowana na tę negatywną stronę posiadania szczeniaka. Po kilku dniach zastanawialiśmy się nawet nad zwróceniem naszego psa do hodowcy (cale szczęście w porę zarzuciliśmy ten pomysł!!!!).

Jakie wnioski wyciągnęłam z tego doświadczenia?

Nasze marzenia, kiedy już uda się nam je osiągnąć, niekoniecznie będą tak wyglądały, jak to sobie wyobrażaliśmy. Warto przygotować się na tę ewentualność. Na początku możemy być rozczarowani, sfrustrowani, ale warto odczekać. Przyzwyczaić się, poznać tę nową sytuację, a i z czasem okaże się, iż to a jakże było nasze marzenie, choć przybrało nieco inną postać.

Zderzenie z tak zwana „brutalna rzeczywistością” może również wyzwolić w nas emocje i reakcje, o których nie myślelibyśmy, iż jesteśmy do nich zdolni. W moim przypadku okazało się, iż bardzo łatwo mogę stracić nad sobą kontrole, kiedy pies zrobił coś, czego nie powinien. To skłoniło mnie z kolei do głębszych przemyśleń i przekonania, iż przydałoby mi się jeszcze więcej medytacji! ;-)

Nasze marzenia często będą od nas wymagać opuszczenia naszej strefy komfortu. Często będziemy musieli zacisnąć zęby i „rozciągnąć się”. Jak to w takich wypadkach bywa, wyjście ze strefy komfortu nie jest łatwe (myśl o oddaniu psa była właśnie spowodowana chęcią powrotu do naszej strefy komfortu).

To doświadczenie przypomniało mi raz jeszcze, iż bardzo często warto zagryźć żeby i iść do przodu. Patrząc z perspektywy na moje życie, to właśnie takie trudne sytuacje, wymuszające na mnie opuszczenia własnej strefy komfortu, miały najbardziej pozytywny wpływ na moje życie.

Pozdrawiam serdecznie!

img_1489-copy.jpg

20 Jul 2008

Prosta recepta na to, jak być lubianym (przez wszystkich bez wyjątku)!

10 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

W jednych z moich pierwszych artykułów pisałam na temat bycia lubianym przytaczając przykład mojej koleżanki Sandry. Podczas mojego ślubu w Polsce miałam przyjemność zauważyć, jak jedna z moich przyjaciółek równie perfekcyjnie wcielała w życie zasady bycia lubianym. Isabelle mieszka w Nowym Jorku i jest wysokiego szczebla managerem w dużej amerykańskiej firmie kosmetycznej, gdzie odpowiada za szkolenia kadry managerskiej tejże firmy. Widać, iż zna się na rzeczy.

Mimo, iż nikt z towarzystwa na weselu przedtem jej nie znał, wystarczyłoby po weselu kogokolwiek zapytać, co sądzi o Isabelle, a każdy bez wyjątku powiedziałby to samo: super, wspaniała kobieta, uwielbiam ją! Jak ona to zrobiła?

No właśnie, jak ona to zrobiła?

Nie odkryję tutaj żadnych nowych prawd, a jedynie będę się powtarzać. Mimo to jest to warte powtórzenia! :-)

Przede wszystkim Isabelle była zawsze sobą. Jej naturalność po prostu z niej emanowała i powodowała, iż każdy ją od razu polubił. Nie było u niej miejsca na żadną sztuczność.

Pozytywne nastawienie. W ciągu tych kilku dni nie zauważyłam ani raz, aby Isabelle na coś narzekała. Mimo, iż czasami atmosfera przedweselna była dość napięta, Isabelle zachowała pogodę ducha i bez problemu rozładowywała nerwową atmosferę.

Poczucie humoru. Isabelle była duszą towarzystwa, ciągle roześmiana, skora do dowcipkowania, od razu zdobyła serca wszystkich gości.

Zainteresowanie innymi. Isabelle nie mówiła zbyt wiele o sobie, dla niej najważniejsi byli inni. Z autentycznym zainteresowaniem rozmawiała z wszystkimi wokoło, wykazując przy tym autentyczną (nie wścibską) ciekawość.

Oferowanie pomocy. Isabelle starała się zawsze być pomocna. Ciągle podejmowała się nowych obowiązków, aby być choć trochę przydatną.

Bezinteresowność. Wszystko co robiła, było całkowicie bezinteresowne, bez podszytej chęci osiągnięcia jakichkolwiek korzyści.

Oczywiście, że uwielbiam Isabelle i cieszę się, iż jest moja przyjaciółką. Ale nietrudno jej nie uwielbiać, po prostu nie można inaczej. Ciągle się od niej uczę.

Pozdrawiam serdecznie!