Wierzę, iż każdy człowiek jest dobry, pełen kreatywności i zdolny do rzeczy wielkich. Każdy bez wyjątku. Każdy z nas ma w głębi nieprzebrane zasoby. Ja tę głębię nazywam “prawdziwe ja”.
Według mnie prawdziwa komunikacja międzyludzka, wyzwalająca niesamowite pokłady energii, pełna miłości i radości jest możliwa jedynie na tym poziomie. “Prawdziwe ja” vs “prawdziwe ja”. Bez żadnych uprzedzeń, ocen, itp.
W ubiegły weekend byłam w Paryżu na kolejnym treningu coachingowym. Nasza grupa liczyła ok. 12 osób z rożnych krajów: z Francji, Szwajcarii, Norwegii, Izraela, USA, Niemiec i Holandii. Niesamowity przekrój kulturowy.
Drugiego dnia okazało się, iż mam pewien problem i postanowiłam porozmawiać o tym z naszym trenerem. Nie mogłam nic na to poradzić, ale nie potrafiłam do końca odnaleźć we wszystkich członkach naszej grupy ich “prawdziwego ja”, nie mogłam dostrzec ich doskonałości i piękna. Chcąc nie chcąc dokonywałam podświadomej oceny wszystkich w grupie, miedzy każdym a mną był jakiś niewidzialny mur. Bardzo chciałam go zburzyć, ale nie potrafiłam. Ten mur był jedynie wytworem mojej wyobraźni, o tym wiedziałam, ale mimo to nic nie mogłam na to poradzić.
Podzieliłam się moimi rozważaniami z grupą i z trenerami. Na to nasz trener postanowił, iż przeprowadzi ze mną coaching na ten temat. Na początku twierdziłam, iż nie wiem, jak ten problem rozwiązać. Trener udowodnił mi, że jednak potrafię. Pod koniec sesji coachingowej dał mi następujące zadanie: do końca dnia podejdę do każdego członka naszej grupy i z głębi serca powiem im, co jest w nich piękne.
Na początku byłam trochę stremowana, ale w końcu postanowiłam wyłączyć mój umysł i posłuchać, co mi mówi moje serce. Niesamowite, jak szybko w każdym odnalazłam prawdziwe piękno. Wiele osób miało łzy w oczach, kiedy do nich mówiłam z głębi mojego “prawdziwego ja”, otworzyłam moje serce i to spowodowało, iż oni otworzyli swoje.
Pod koniec dnia czułam się niesamowicie połączona z wszystkimi w grupie, właśnie na poziomie “prawdziwego ja”. Niesamowite, jak wiele energii zostało wyzwolone przez to nasze otwarcie serc. Całe pomieszczenie wypełniała energia, radość, miłość…
Pod koniec ostatniego dnia spotkania Szwajcar Pascal – który na zawsze pozostanie moją inspiracją – powiedział: “To właśnie jest życie!”. Każdy z nas czuł to samo. Każdy z nas czuł, że żyje. Każdy z nas miał otwarte serce. Otwarte serce na drugiego człowieka.
I tego Wam życzę: Keep Your Heart OPEN!
Pozdrawiam serdecznie!




Ostatnio komentowane