Jak już pisałam wcześniej, spędziłam ostatni weekend na medytacjach. Postaram się opisać, jak ten weekend wpłynął na moje ogólne samopoczucie.
Przed wyjazdem na medytacje odczuwałam generalnie mówiąc delikatne niezadowolenie z mojego stanu emocjonalnego, brakowało mi balansu w życiu, bardzo łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi. Wiedziałam, ze coś jest nie tak, ze muszę odszukać na nowo harmonii wewnętrznej.
Już pierwszego wieczoru, po medytacji Gourishankar poczułam, iż jestem na właściwej drodze. Mój umysł uspokoił się, wyciszyłam się i niesamowicie cieszyłam się na nadchodzący weekend pełen medytacji, zapomniałam całkowicie o moich problemach i postanowiłam przez ten weekend po prostu być ze sobą.
W sobotę medytowanie rozpoczęło się o siódmej rano i ostatnia medytacja trwała do godziny 20:30. Każda medytacja tego dnia była inna, jedna podobała mi się bardziej, inna mniej, czasami było łatwiej, czasami walczyłam ze sobą i moimi myślami. Tego dnia po ostatniej medytacji byliśmy naprawdę zmęczeni. Poszliśmy na krotki spacer po mieście i lekką kolację i już o 22:00 położyliśmy się spać, zmęczeni fizycznie, ale z bardzo dobrym samopoczuciem psychicznym. Tej nocy spaliśmy bardzo głęboko i obudziliśmy się niesamowicie wypoczęci.
W niedzielę dowiedzieliśmy się, iż taki stan zmęczenia fizycznego po długich medytacjach jest normalny. Podczas medytacji organizm wydala toksyny i oczyszcza się, a to z kolei powoduje zmęczenie. Podczas intensywnych medytacji zaleca się również picie dużo wody, właśnie ze względu na odbywający się proces oczyszczania organizmu, oraz jedzenie lekkostrawnych posiłków i unikanie alkoholu. Ja przez cały weekend jadłam jedynie posiłki wegetariańskie.
W niedzielę rano miałam jedną z najlepszych w życiu medytacji. Była to godzinna medytacja siedząca, z akompaniamentem muzyki. Nigdy nie zdarzyło mi się medytować, siedząc nieruchomo godzinę i nie zmienić pozycji. Tym razem było to całkiem proste.
Po zakończeniu cyklu medytacji w niedzielę po południu uczestnicy kursu zebrali się na pożegnalna sałatkę owocową. Każdy z nas był uśmiechnięty, zadowolony i widać było, iż ten weekend pomógł nam odnaleźć tę fascynującą drogę do naszego wnętrza.
W drodze powrotnej dużo dyskutowaliśmy z moim mężem, co nam dał ten weekend. Oboje byliśmy niesamowicie zrelaksowani i zupełnie inaczej patrzeliśmy na świat, niż jeszcze w piątek po południu. Niepokoje egzystencjalne, które czasami nam towarzyszyły, całkowicie zniknęły. Świat wokoło był znów przyjazny, a nasze najśmielsze cele możliwe do zrealizowania. Czuliśmy w nas niesamowita energie wewnętrzną, choć fizycznie byliśmy zmęczeni. Stres? Nie mogliśmy sobie wyobrazić, że coś takiego w ogóle istnieje.
Ktoś może powiedzieć: to jak po narkotykach czy alkoholu, świat wtedy też wydaje się w porządku. Ale ja jestem przekonana: taki właśnie stan ogólnego zadowolenia jest naszym naturalnym stanem! Przez ten weekend odbyliśmy wędrówkę do naszego wnętrza i to właśnie spotkanie z naszym prawdziwym ja spowodowało, iż teraz pozytywnie patrzymy na świat. Nasze otoczenie przez lata wmawiało nam, ze świat jest zły i musimy z nim walczyć. W ten sposób skutecznie oddaliliśmy się od naszego prawdziwego ja, od stanu pełnego zadowolenia i akceptacji siebie (znamy to przecież z czasów, kiedy byliśmy dziećmi! – wtedy BYLIŚMY SOBĄ I ŚWIAT BYŁ WSPANIAŁY!). Medytacja pomaga nam odnaleźć drogę powrotną do nas samych.
Kreatywność i jasność umysłu
Po weekendzie byliśmy zaskoczeni, z jaka łatwością podejmowaliśmy nasze codzienne decyzje. Zaobserwowaliśmy również niesamowity przypływ kreatywności. Również podczas samych medytacji od czasu do czasu pojawiały się w mojej głowie bardzo ciekawe pomysły (spisywałam je bezpośrednio po medytacjach w małym notatniku). Medytacja pozwoliła nam oczyścić nasz umysł ze “śmieci niepotrzebnych myśli”, stwarzając w ten sposób miejsce dla nowych, kreatywnych idei.
Po weekendzie postanowiliśmy znów medytować regularnie. Od poniedziałku codziennie rano medytujemy pól godziny i jak do tej pory udało nam się utrzymać ten stan pozytywnej energii. Wiemy, iż praktyka medytacyjna musi należeć do naszej codziennej rutyny, aby ten stan nadal utrzymać, aby być sobą. Czasami medytacje będą dobre, czasami nic nam nie będzie wychodzić, będziemy sfrustrowani i będziemy chcieli się wycofać. Ale nie możemy się poddać, musimy biec!!
Pozdrawiam serdecznie!



Ostatnio komentowane