Archive for September, 2008

26 Sep 2008

Jak smakuje NIE

3 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

“We need to find the courage to say NO to the things and people that are not serving us

if we want to rediscover ourselves and live our lives with authenticity”

Barbara De Angelis

Niedawno przeczytałam ciekawy artykuł na temat, jak często ludzie w swojej komunikacji kierują się do niewłaściwego adresata. Alex w swoim poście zauważa, iż często kiedy np. mamy problemy z szefem, zamiast otwarcie z nim porozmawiać, wyżalamy się raczej swojemu partnerowi. Jeśli natomiast mamy problemy z partnerem, dyskutujemy ten temat z przyjaciółką, itd. Takie zachowanie nie przybliża nas w żadnym stopniu do rozwiązania danego problemu, przynosi jedynie tymczasowa ulgę. Gdybyśmy od razu skierowali się do odpowiedniego adresata, szanse na długoterminową poprawę naszej sytuacji byłyby większe. Całkowicie zgadzam się ze spojrzeniem autora.

W związku z powyższym nasuwa mi się jednak pytanie: Dlaczego zwracanie się do właściwego adresata jest dla wielu takie trudne? Dlaczego mimo, iż takie postępowanie jest nielogiczne, tylu z nas temu ulega? Co tu się dzieje na poziomie psychologicznym?

Powodem takiego postępowania jest najczęściej strach. Boimy się, jak ludzie zareagują, kiedy powiemy im, co naprawdę myślimy. Unikamy zatem konfrontacji, choć postępując w taki sposób pogrążamy się jeszcze bardziej w naszym niezadowoleniu. Takie zachowanie jest najczęściej wynikiem wpływu otoczenia, które przez wiele lat nas formowało: zachowuj się przyzwoicie! nie wychylaj się! podporządkuj się normom! No i tak nam zostało.

Zrezygnowaliśmy z głośnego wyrażania własnych poglądów na rzecz konformizmu z ogólnie przyjętymi normami i schematami postępowania.

Jako, iż ten strach przed wyrażaniem własnych prawdziwych poglądów i myśli – zawsze i wobec każdego – narastał najczęściej przez wiele lat, zmiana takiego podejścia nie jest łatwa i wymaga świadomej pracy nad sobą. To trudny proces, ale gra jest warta świeczki!

W ostatniej sesji z moim coachem “wykryliśmy”, iż niechęć do wyrażania własnych opinii zawsze i wszędzie, bez obawy, iż kogoś mogę urazić, bądź – o zgrozo! – ktoś nie przestanie mnie lubić – jest również moim problemem. Wiem, iż jeśli nie pokonam tego złego przyzwyczajenia, moje życie nie rozwinie się do takich granic, jakich pragnę. Następne tygodnie to świadoma praca nad pokonaniem tego właśnie strachu, który stara się za wszelka cenę utrzymać mnie w strefie komfortu. Następne tygodnie to również świadome mówienie NIE, kiedy mam na to ochotę! ;-) . Dostałam nawet “przyzwolenie” na celowe denerwowanie ludzi, to podobno dobre ćwiczenie! ;-)

Jak już kiedyś pisałam, zmierzenie się z naszymi wewnętrznymi obawami jest niesamowicie ważne na drodze do prawdziwego cieszenia się życiem. Ten “strach” przed wyrażaniem własnych uczuć, poglądów i wewnętrznej prawdy uważam za najbardziej szkodliwą przeszkodę na tej drodze. Dlatego biorę go za rogi z największą determinacja! ;-) Just do it! :-)

20 Sep 2008

Jak skuteczniej medytować

No Comments Medytacje, Sukces

business-people-meditating.jpg

Podczas niedawnego weekendu medytacyjnego nasza instruktorka dała nam kilka istotnych wskazówek, jak skuteczniej medytować, a przede uniknąć niepotrzebnej frustracji podczas medytacji. Mnie jej wskazówki bardzo pomogły, możne Wam tez okażą się przydatne.

1. Włącz wszystko do medytacji

Podczas medytacji często pojawiają się uczucia frustracji, niepokoju, znużenia, zniecierpliwienia – w zależności od tego w jakim stanie emocjonalnym akurat się znajdujemy. Kluczem do medytacji jest włączenie wszystkich emocji, jakich doznajemy, do medytacji. Zarówno emocji pozytywnych, jak i tych negatywnych. Ważne jest, aby nie walczyć wewnętrznie z negatywnymi emocjami, jeśli takie akurat pojawią się podczas medytacji.  Kiedy np. przeprowadzamy medytację taneczną  Kundalini, ale tak naprawdę nie mamy ochoty na taniec, wyraźmy tą niechęć w naszym tańcu. Tańczmy naszym uczuciem “niechcenia”. Niesamowite, ile energii może w nas wyzwolić włączenie wszystkich uczuć do medytacji.

2. Powitaj niechciane myśli

Zwykle podczas medytacji mamy tysiące niechcianych myśli. Niechcianych – bo przecież w medytacji chodzi o to, aby wyeliminować myślenie, nie myśleć, tylko być. Rzeczywistość jest jednak taka, iż nasz umysł pracuje bezustannie i chcąc nie chcąc, medytując, myśli będą się pojawiały, to jest fakt. Kiedy zatem podczas medytacji zdamy sobie sprawę z pojawiających się myśli, powinniśmy je zaakceptować jako cześć naszej medytacji i medytować dalej. W ten sposób wyzwalasz pozytywną a nie negatywną energię. Zaakceptować myśli, to nie znaczy identyfikować się z nimi, lecz NIE WALCZYĆ. W ten sposób unikniemy niepotrzebnej frustracji.

3. Nazwij myśli po imieniu

Czasami ta technika może być pomocna, kiedy mamy dużo różnych myśli podczas medytacji. Polega ona na tym: kiedy zdamy sobie sprawę, iż nasz umysł ucieka w stronę pewnej myśli, np. co jutro będę robiła w pracy, NAZWIJMY tę myśl po imieniu, w tym przypadku PRACA, i wróćmy spokojnie do medytacji. Kiedy pojawi się następna myśl, np. na temat co będę jeść na kolację, nazwijmy ta myśl KOLACJA i wróćmy do praktyki medytacyjnej. Po jakimś czasie nasz umysł “zmęczy się” tym wyliczaniem i nie będziemy doświadczać przypływu kolejnych myśli.

4. Możesz sam zlikwidować ból podczas nieruchomego siedzenia

Kiedy medytujemy siedząc nieruchomo, często w rożnych częściach naszego ciała pojawia się ból, powodujący, iż chcemy zmienić pozycję (to z kolei przerywa na chwile proces medytacji i nie jest pożądane). Często zmiana pozycji nie jest jednak konieczna. Warto wypróbować następującą technikę: zaakceptuj ból, nie próbuj z nim walczyć, lecz zaakceptuj go jako część medytacji. Skup się na tej części ciała, gdzie ból się pojawił i w myślach, łagodnie, z  miłością do swojego ciała otocz to miejsce strumieniem cieplej, słonecznej energii. Z mojego doświadczenia po kilku sekundach ból znika i nie muszę zmieniać pozycji. Ból podczas siedzenia jest wynikiem naszych myśli. Jeśli nie możemy wysiedzieć w jednej pozycji, znaczy to, iż nasz umysł pracuje na wysokich obrotach.

Mam nadzieje, iż te techniki okażą się dla Was przydatne. Dla mnie  były naprawdę pomocne! Szczególnie ostatni punkt – likwidowanie bólu podczas nieruchomego siedzenia – uważam za niesamowita technikę! Dzięki jej zastosowaniu po raz pierwszy medytowałam całą godzinę, siedząc nieruchomo, bez jakiejkolwiek zmiany pozycji.

Pozdrawiam serdecznie!

03 Sep 2008

Fundamenty rozwoju osobistego

7 Comments Efektywność, Rozwój Osobisty, Sukces

Jakiś czas temu pisałam o tym, od czego rozpocząć rozwój osobisty. Dziś postaram się rozwinąć ten wątek na podstawie moich doświadczeń z ubiegłych lat. Tak jak w przypadku budowania domu potrzebujemy twardych, solidnych fundamentów aby postawić wspaniały dom, podobnie jest z rozwojem osobistym. Aby wejść na “wyższe poziomy” rozwoju osobistego, jak prawo przyciągania, życie tu i teraz, osiągnięcie pełnego zadowolenia, potrzebujemy solidnych fundamentów.

Muszę przyznać, iż czasami zdarza mi się wykroczyć przeciwko niektórym elementom fundamentu rozwoju osobistego. Jednak szybko zauważam negatywny wpływ tego faktu na moje życie i  wprowadzam natychmiastową korektę.

Poniżej przedstawiam elementy mocnego fundamentu, które – z mojego doświadczenia – są niezbędne do budowania solidnej osobowości i spełnienia w życiu (kluczem jest tu energia, jaką czerpiemy właśnie z tych fundamentów):

1. Zdrowe odżywianie się

Kiedy rozpoczęłam świadomą pracę nad rozwojem osobistym, jedzenie śniadania nie było moim priorytetem. Inne posiłki pozostawiały również wiele do życzenia. Jednak to właśnie dzięki zdrowemu odżywianiu się mamy dość energii do pracy nad sobą. Na stronie Michała Pasterskiego  znajdziecie kilka ciekawych artykułów na temat jak się odżywiać, aby mieć dużo energii.

2. Regularne uprawianie sportu

Wszyscy o tym wiemy, ile energii daje nam sport, mimo to ciężko jest nam się zmotywować do jego uprawiania. Na poczatku mojej przygody z rozwojem osobistym ćwiczyłam regularnie – wstawałam o szóstej rano i przez pól godziny ćwiczyłam. Efekty zauważyłam natychmiast – w ciągu dnia w pracy po prostu tryskałam energią. Dziś sport jest nieodłączną częścią mojej codziennej rutyny. Sport dodaje nam energii jak również sprawia, iż jesteśmy bardziej kreatywni!

3. Wczesne wstawanie

Swego czasu wstawałam koło godziny ósmej. Od mniej więcej trzech lat wstaję o 5.30 – 6.00 (w weekendy pozwalam sobie wyspać się do 7 – 7.30). Dbam również o to, aby codziennie spać 7 – 7,5 godzin. Inspiracją do wczesnego wstawania był dla mnie artykuł Steva Pavliny “How To Become An Early Riser” i odtąd moje życie nie było takie same! ;-) Wczesne wstawanie dodaje mi energii, sprawia, iż mam rano wystarczająco dużo czasu na słuchanie inspirujących nagrań, na medytacje i zjedzenie zdrowego śniadania, bez jakiegokolwiek pośpiechu.

4. Stawianie celów

Odkąd rozpoczęłam regularne stawianie celów, życie nabrało nowego wymiaru. Konkretnie sformułowane cele i plan ich realizacji dają nam poczucie kontroli nad własnym życiem oraz zbliżają nas szybciej do osiągnięcia naszych marzeń. Uwaga: podczas stawiania celów uważajcie na to, aby nie było ich zbyt dużo! Z mojego doświadczenia kiedy stawiałam sobie zbyt wiele celów, nie udało mi się osiągnąć większości z nich. Obecnie mam zwykle 1-2 cele, które naprawdę chcę osiągnąć, i to ułatwia mi znacznie koncentrację i zwiększa znacznie prawdopodobieństwo osiągnięcia tego celu.

5. Medytacje

Stałych bywalców mojego bloga nie zdziwi, iż zaliczam medytacje do fundamentu rozwoju osobistego. :-) Medytacje pozwalają nam połączyć się z naszym “prawdziwym ja”. Niesamowite, ile skarbów tam się kryje! ;-)

Pozdrawiam serdecznie!