“We need to find the courage to say NO to the things and people that are not serving us
if we want to rediscover ourselves and live our lives with authenticity”
Barbara De Angelis
Niedawno przeczytałam ciekawy artykuł na temat, jak często ludzie w swojej komunikacji kierują się do niewłaściwego adresata. Alex w swoim poście zauważa, iż często kiedy np. mamy problemy z szefem, zamiast otwarcie z nim porozmawiać, wyżalamy się raczej swojemu partnerowi. Jeśli natomiast mamy problemy z partnerem, dyskutujemy ten temat z przyjaciółką, itd. Takie zachowanie nie przybliża nas w żadnym stopniu do rozwiązania danego problemu, przynosi jedynie tymczasowa ulgę. Gdybyśmy od razu skierowali się do odpowiedniego adresata, szanse na długoterminową poprawę naszej sytuacji byłyby większe. Całkowicie zgadzam się ze spojrzeniem autora.
W związku z powyższym nasuwa mi się jednak pytanie: Dlaczego zwracanie się do właściwego adresata jest dla wielu takie trudne? Dlaczego mimo, iż takie postępowanie jest nielogiczne, tylu z nas temu ulega? Co tu się dzieje na poziomie psychologicznym?
Powodem takiego postępowania jest najczęściej strach. Boimy się, jak ludzie zareagują, kiedy powiemy im, co naprawdę myślimy. Unikamy zatem konfrontacji, choć postępując w taki sposób pogrążamy się jeszcze bardziej w naszym niezadowoleniu. Takie zachowanie jest najczęściej wynikiem wpływu otoczenia, które przez wiele lat nas formowało: zachowuj się przyzwoicie! nie wychylaj się! podporządkuj się normom! No i tak nam zostało.
Zrezygnowaliśmy z głośnego wyrażania własnych poglądów na rzecz konformizmu z ogólnie przyjętymi normami i schematami postępowania.
Jako, iż ten strach przed wyrażaniem własnych prawdziwych poglądów i myśli – zawsze i wobec każdego – narastał najczęściej przez wiele lat, zmiana takiego podejścia nie jest łatwa i wymaga świadomej pracy nad sobą. To trudny proces, ale gra jest warta świeczki!
W ostatniej sesji z moim coachem “wykryliśmy”, iż niechęć do wyrażania własnych opinii zawsze i wszędzie, bez obawy, iż kogoś mogę urazić, bądź – o zgrozo! – ktoś nie przestanie mnie lubić – jest również moim problemem. Wiem, iż jeśli nie pokonam tego złego przyzwyczajenia, moje życie nie rozwinie się do takich granic, jakich pragnę. Następne tygodnie to świadoma praca nad pokonaniem tego właśnie strachu, który stara się za wszelka cenę utrzymać mnie w strefie komfortu. Następne tygodnie to również świadome mówienie NIE, kiedy mam na to ochotę!
. Dostałam nawet “przyzwolenie” na celowe denerwowanie ludzi, to podobno dobre ćwiczenie!
Jak już kiedyś pisałam, zmierzenie się z naszymi wewnętrznymi obawami jest niesamowicie ważne na drodze do prawdziwego cieszenia się życiem. Ten “strach” przed wyrażaniem własnych uczuć, poglądów i wewnętrznej prawdy uważam za najbardziej szkodliwą przeszkodę na tej drodze. Dlatego biorę go za rogi z największą determinacja!
Just do it!


Hmm… dla ćwiczenia mógłbym powiedzieć, że nie zgadzam się z Twoim podejściem do tematu
Lecz ćwiczyć nie będę i przyznam, że ta niechęć do wyrażania własnej opinii w obawie przed odrzuceniem to właśnie ten konformizm… i sam z niego wielokrotnie korzystam. Może to się bierze z bilansu jaki sobie robię – czy więcej zyskam lub stracę wtedy, gdy się sprzeciwię czemu, coś powiem czy gdy nic nie powiem i się podporządkuję. I przyznam, że bardzo często mamy mylne wyobrażenie – przykład:
Od zawsze byłem osobą, która o nic nie prosiła, od nikogo nic nie chciała (jeśli to się wiązało z jakimiś dodatkowymi kosztami czy energią drugiej osoby). Ale w ostatnich tygodniach poprosiłem kilka osób, które musiałby załatwić pewną formalność dla mnie i partycypować w odpowiedzialność za moje czyny… i okazało się, że te osoby nie są zainteresowane pomocą, nawet obruszyły się. Kiedyś byłoby mi głupio, że zapytałem, bo przecież zniszczyłem dobrą relację. A w tych ostatnich tygodniach wiem, że zapytałem nie tak jak powinienem, że moje niektóre znajomości są jak chińskie zabawki (z wierzchu ładne, a jak się używa to się psują) i że uczę się jak pytać “świat” o to, czego potrzebuję. O tę wiedzę i doświadczenia jestem bogatszy – to są korzyści w bilansie, które przesłaniają straty z dowiedzenia się jak naprawdę wyglądała nasza znajomość.
Chyba w inną stronę poszedłem, lecz mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone
Jeszcze wrócę do kwestii z pierwszego akapitu – w komentarzach pod postem Alexa pojawiło się, że przedyskutowanie problemu z drugą osobą przybliży nas do rozwiązania, lecz tylko wtedy gdy rozmowa jest rzeczowa i kieruje się w strone rozwiązania a nie marudzenia, oraz tylko wtedy gdy po takiej rozmowie, z pomysłem na rozwiązanie problemu, skierujemy się do właściwego adresata
Pozdrawiam słonecznie,
Orest
Orest!
Poruszona przez Ciebie kwestia proszenia innych o oddanie Ci przysługi nie odbiega dalece od mojego tekstu. Dokładnie dlatego nie prosimy innych o przysługę z obawy przed zniszczeniem relacji. Wiem o czym mówisz, jako iż sama przez to przechodziłam (i nadal jeszcze się z tym zmagam
). Gratulacje, że pytasz!!
Jeśli dana relacja po Twojej prośbie ulegnie uszkodzeniu, to jest znakiem tego, iż nie była to relacja prawdziwie głęboka i nie ma po czym rozpaczać. Oczywiście zakładam, iż ty nie będziesz zły na dana osobę, iż czegoś dla Ciebie nie zrobiła, lecz zaakceptujesz ten fakt, i będziesz traktował ją z takim samym szacunkiem, jak wcześniej).
Tak na marginesie: w szkole nazywano mnie “Gosia samosia”, jak sobie możesz wyobrazić, zawsze myślałam, że wszystko najlepiej zrobię sama
Dopiero z czasem zrozumiałam, że w grupie siła!
Pozdrawiam serdecznie!
Gosia
Po takim zapytaniu i stworzeniu niekomfortowej sytuacji przeskakiwałem do innego tematu, gdzie już była luźna rozmowa. W efekcie zostawiałem tę drugą stronę w dobrym nastroju a i sam pokazałem, że w naszej relacji to niewiele zmienia. Zły na nikogo nie jestem… cieszę się, że wiem więcej o takiej relacji oraz to, że “płytkość” tej relacji wynika z mojego działania w przeszłości… to plus do bilansu i punkt do poprawienia
Też byłem i nadal jestem indywidualistą… wielokrotnie doświadczyłem efektu synergii i staram się z tego korzystać. Jednak w wielu sytuacjach wolę sam przejść dany odcinek, a później wrócić po zespół i powiedzieć: “Tędy możemy, tędy damy radę”… bo skoro ja przeszedłem, to pokażę zespołowi jak to się robi. Są też sytuacje w których mówię: “Te krzaki trzeba wykarczować, Ty jesteś silniejszy, lepiej posługujesz się maczetą…”
Moje cele długoterminowe wymagają szerokiej współpracy z wieloma innymi osobami, stąd też uczę się jak to robić oraz uczę się jak prosić o swoje
Pozdrawiam,
Orest