Poddaję się. Po latach wewnętrznej walki, poświęcenia, inwestowania nieprzebranych pokładów energii w bycie przeciętniakiem mam dosyć. Po latach ciężkiej pracy, aby być lubianym, by nie dać się ponieść moim marzeniom, poddaję się. Nie chce mi się. Nie udało się. Przepraszam. To zbyt trudne. Nie mam ochoty. Teraz będę po prostu ot tak płynął przez życie – nie próbując niczego na siłę, nie dążąc do niczego za wszelką cenę, będę po prostu sobą, będę żył chwilą, tu i teraz, będę marzył, będę się śmiał, będę tańczył! I tyle mi zrobicie! Ha! Jak lekko się czuję!!!! Tra, la, la!
Aż łezka kreci mi się w oku. Biedak tak bardzo się starał, by być przeciętnym i mu nie wyszło. Na szczęście…
Wielu z nas za wszelka cenę stara się, aby świat nie dowiedział się, jak jesteśmy wspaniali i na ile nas stać. Za wszelka cenę staramy się ukryć nasze zdolności, nasze mocne strony, nasze prawdziwe ja. Za wszelką cenę nie chcemy być wspaniali! No bo przecież jak to: ja wspaniały? Taki jestem, ot przeciętny (no przecież ciężko na to moje przeciętniactwo pracowałem). Ha!
Spośród milionów ludzi na Ziemi nie znajdziecie dwojga dokładnie takich samych. Każdy z nas jest inny, na swój sposób niesamowicie utalentowany. Osobiście nie uważam, aby ludzie mieli zarówno swoje mocne i słabe strony. Uważam, iż każdy z nas ma tylko MOCNE strony. Taki jest podział ról – jedni mają zdolności manualne, inni analityczne, muzyczne a inni są po prostu świetnymi tancerzami. To właśnie nasza różnorodność czyni świat tak ciekawym i niesie nas do przodu.
Każdy z nas przyszedł na ten świat z konkretnymi zdolnościami, aby przyczynić się do postępu naszej cywilizacji. Ignorancja dla naszych mocnych stron na rzecz zmagania się z tzw. słabościami (co prowadzi prostą drogą do bycia przeciętniakiem) to obraza dla naszego Stwórcy (kimkolwiek on jest).
Jeśli chodzi o mnie, jestem ekstrawertyczką, kieruję się w życiu głównie intuicją i nie posiadam szczególnych zdolności analitycznych. Przez wiele lat w szkole ignorowałam moje naturalne talenty, wybierając walkę z tzw. słabymi stronami (czyli decydując się na bycie przeciętniakiem!). Nie mogłam zaakceptować faktu, iż nie jestem dobra w matematyce. Nocami uczyłam się zadań NA PAMIĘĆ – pod koniec roku oczywiście miałam świetną ocenę z matematyki na świadectwie, ale czym zostało to okupione? Byłam prawdziwą męczennicą, na własne życzenie, oczywiście. Z perspektywy czasu spędziłabym ten czas zupełnie inaczej, raczej na kultywowaniu moich mocnych stron, niż wkuwaniu wzorów i poświęcaniu czasu czemuś, czego nie lubię. Koncentrowanie się na naszych mocnych stronach dostarczy nam o wiele więcej zadowolenia i satysfakcji w życiu. Wiem, wiem – to również żadne odkrycie. Jeśli jednak to takie proste, to dlaczego tylu z nas mimo oczywistości tego faktu, nadal “walczy z matematyką”?
Drogi Czytelniku, odpowiedz sobie w tym miejscu na pytanie: na ile kultywujesz swoje mocne strony, a na ile zajmujesz się wkuwaniem po nocach wzorów matematycznych (to oczywiście przenośnia do tzw. pracowania nad naszymi słabymi stronami)? Na ile walczysz, aby być przeciętniakiem, broniąc się przed sukcesem, a na ile chcesz być sobą i sięgnąć po wszystko?
Pozdrawiam serdecznie!
Ostatnio komentowane