Feb 11 2009
What you resist, persists!
Przez ostatni tydzień uczestniczyłam w bardzo intensywnym szkoleniu w Hiszpanii. Zwykle po tego rodzaju treningach pojawiają się rożnego rodzaju przemyślenia, lekcje życia, itp. I tym razem nie było inaczej, co mnie potwierdza w przekonaniu, iż warto było zapłacić te pieniądze za ten program!
Ale zacznijmy od początku.
Jadąc na wyżej wspomniane szkolenie, zupełnie nie miałam na nie ochoty. Musiałam jednak w nim uczestniczyć, bo już zapłaciłam i wzięłam urlop (przynajmniej to motywowało mnie do zrobienia tego, czego nie chcę
. Brak ochoty na następne szkolenie brał się z kompletnego znudzenia rozwojem osobistym (to zdarza się nawet mnie!
. Myślę, że swojego czasu po prostu przedobrzyłam z tzw. “pracą nad sobą” do tego stopnia, iż sama myśl o tym powodowała, iż robiło mi się niedobrze. To podobnie jak z naszą ulubioną potrawą – kiedy zjemy zbyt dużo, też zrobi nam się niedobrze, nie ważne jak bardzo nam smakuje.
Zatem pojawiłam się na szkoleniu w powyższym nastroju. Podczas pierwszych dni szkolenia pozostałam nadal w moim modus operandi “nie mam ochoty”. Wewnątrz mnie rozgrywała się niesamowita walka: nie mogłam zaakceptować faktu, iż jestem znudzona rozwojem osobistym. Jak to , teraz kiedy jestem na tym szkoleniu? Zapłaciłam tyle pieniędzy, i teraz nie mam ochoty? Walka, walka, walka. Po dwóch dniach stwierdziłam jednak, iż nie mogę tak dłużej. Wewnętrzna walka nie pozwoliła mi nawiązać głębszych kontaktów z uczestnikami programu i powoli zaczęłam wywierać negatywny wpływ na grupę. Po rozmowie z leaderem grupy, postanowiłam wyjawić uczestnikom moją “tajemnicę”. Wstałam i powiedziałam, że tak naprawdę nie mam ochoty tutaj być, jestem kompletnie znudzona i najchętniej wróciłabym do domu. Ku mojemu zdziwieniu uczestnicy szkolenia ze zrozumieniem przyjęli moje znudzenie, a nawet okazało się, iż w grupie jest jeszcze kilka osób, które czują się podobnie.
Ten fakt upublicznienia mojej wewnętrznej walki był dla mnie niesamowicie ważny. Spowodował, iż zaakceptowałam moje uczucie znudzenia, frustracji i ogólnego niezadowolenia. Przestałam walczyć. Przestałam siebie linczować, zamiast tego świadomie zaakceptowałam stan, w jakim się znajduję. I nagle poczułam się o wiele lepiej, jakby kamień spadł mi z serca. W moim postrzeganiu szkolenia nic się nie zmieniło, nadal byłam znudzona i zupełnie niezainteresowana. Ale mimo to czułam się dobrze, bo w końcu zakończyła się ta wewnętrzna walka. Wewnątrz byłam spokojna i opanowana, mając respekt dla siebie i moich emocji. Po pewnym czasie, jak większość z Was pewnie przypuszcza, moje znudzenie minęło i zostało zastąpione ciekawością świata i nowego!
Jednak jestem przekonana, iż jeśli wcześniej nie zaakceptowałabym mojego uczucia niezadowolenia, wewnętrzna walka toczyłaby się nadal i ten stan utrzymałby się do końca szkolenia.
Po czasie zdałam sobie sprawę, iż moje doświadczenie było ilustracją poniższej prawdy:
What you resist, persists. – To, z czym walczysz, wzmaga jedynie na sile.
Patrząc w przeszłość, bardzo często ignorowałam powyższe. Kiedy przytrafiło mi się coś nieprzyjemnego, nie potrafiłam zaakceptować moich emocji smutku, niezadowolenia, irytacji, itp. Walczyłam z tymi emocjami, chciałam, aby zawsze było fajnie. Jednak życie będzie nas każdego dnia wystawiało na próby, po prostu jesteśmy ludźmi i emocje są nieodłączną częścią człowieczeństwa, nie sposób ich stłumić. Jasne, że nie jest fajnie, kiedy czujemy się źle. Jednak kiedy przestaniemy z tymi uczuciami walczyć, a po prostu zaczniemy je świadomie obserwować, jak dziecko, te nieprzyjemne uczucia po niedługim czasie przeminą, tak jak w powyższym przykładzie. Jeśli jednak zaczniemy z nimi walczyć, uczucia te jedynie się wzmogą, pochłaniając naszą energię. To ilustruje dokładnie sposób życia według tradycji zen – po prostu bądź tu i teraz, ze wszystkimi emocjami, jakie Cię odwiedzają. Jedynie to pozwoli nam na osiągnięcie wewnętrznego spokoju i cieszenia się życiem każdego dnia, cokolwiek on przyniesie.
Dopiero od jakiegoś czasu stosuję świadomie tę metodę, ale już odczuwam niesamowite poczucie spokoju, rzadziej uciekam w przeszłość lub przyszłość, nagle dostrzegam krople rosy na liściach, nagle powoli i ze skupieniem składam ubrania wyjęte z suszarki, czerpiąc z tego niesamowitą przyjemność (!), nagle piję kieliszek wina przez godzinę, delektując się każdą kroplą…
Tu i teraz. Być ze wszystkimi emocjami, które nas odwiedzają, obserwować z ciekawością jak dziecko, pozwolić wszystkiemu po prostu być…
Pozdrawiam serdecznie!
3 komentarze



Zgadzam sie z Toba Gosia, pozdrawiam
Dziękuję Ci Gosiu za ten artykuł. Dzięki niemu zrozumiałam, że przez większość swego życia walczyłam ze swoimi odczuciami, tłumiłam i starałam się na siłę je zmienić, jednocześnie wmawiając sobie że to tylko chwilowe, i zaraz będzie cudownie jak w bajce. Ta nieakceptacja naturalnych kolei rzeczy wpędzała mnie w coraz większy lęk, niepewność oraz frustrację. Zadawałam sobie niejednokrotnie pytanie, co mam zrobić aby osiągnąć spokój?? Właśnie mi na nie odpowiedziałaś. Cóz za wspaniałe uczucie:) Pozdrawiam serdecznie:)
[...] 2009 to czas na artykuł “What you resist, persists”. Wtedy to odkryłam, że nie ma to jak akceptacja życia, ze wszystkimi jego niuansami, akceptacja [...]