Archive for March, 2009

29 Mar 2009

O szczęściu

No Comments Rozwój Osobisty, Sukces

Każdy z nas chce być szczęśliwy. Najchętniej chcielibyśmy uniknąć wszelkich nieprzyjemnych chwil w naszym życiu, uniknąć bólu i cierpienia. Jednak tak naprawdę cierpienie jest nieodłącznym składnikiem bycia szczęśliwym.

Bardzo podoba mi się definicja szczęścia mająca swoje korzenie w poczuciu jedności. Im bardziej czujemy się zjednoczeni z innymi ludźmi, z otaczającą nas naturą, tym jesteśmy szczęśliwsi. Szczęście to właśnie poczucie jedności, nigdy separacji. Szczęście to poczucie ciągłego spełnienia. Niezależnie od targających nami emocji. Szczęście jest tak doskonałe jak natura: często zmienna, czasami przechodzą cyklony, czasami tornada, w inne dni jest słonecznie i cicho, lub też deszczowo i burzliwie. Mimo to każdy dzień jest doskonały. Każdy moment jest pełny i taki jaki powinien być.

Szczęście to zdolność akceptacji wszystkiego, co nam życie przynosi. Z wdzięcznością i ciekawością. Bez wewnętrznej walki i oporu, lecz z otwartością.

Jak często z pozoru nieciekawe sytuacje, pełne bólu i cierpienia, były początkiem czegoś pięknego w naszym życiu? Cała sztuka w tym, aby nie poddawać się i nie przyjmować pozycji ofiary. Lepiej zadać sobie pytanie: ciekawe dokąd ta droga mnie poprowadzi?

Weźmy jako przykład sportowców: dla nich ból i cierpienie to nieodłączny składnik na drodze do sukcesu. Oni nawet wybierają ból treningu całkowicie świadomie. Albo artyści – wielu z nich potrzebuje cierpienia, aby wyzwolić kreatywność. Dla wielu ludzi wypadek lub tez choroba były zwrotnymi momentami w życiu, powodującymi przewartościowaniem wszystkiego.

Z mojego doświadczenia wiem, iż cierpienie jest niezbędne, aby w pełni doceniać to, co mamy. Niedawno spędziłam weekend na Majorce. Od jakiegoś czasu czułam, iż po prostu muszę gdzieś wyjechać na kilka dni, zrelaksować się. Nie mogę narzekać na brak możliwości do podroży w ostatnim czasie – jak najbardziej, jednak były to wyjazdy w celach biznesowych i szkoleniowych, nie jedynie dla błogiej przyjemności. Majorka jest wymarzonym miejscem na odpoczynek, szczególnie teraz, poza sezonem – niewielu turystów, wspaniała pogoda, jedzenie – żyć nie umierać. Pierwszego dnia cieszyliśmy się jak dzieci, wyruszyliśmy na wędrówkę w pobliskie góry, delektowaliśmy się w nieskończoność tutejszym winem i wspaniałym jedzeniem, słonce muskało nas po twarzy. Tak minął pierwszy i drugi dzień, trzeciego dnia… nie było już tak wspaniale. Mimo, iż nic się nie zmieniło, nie patrzyliśmy na wyspę już tymi samymi, zakochanymi oczami. Powoli zaczęliśmy się przyzwyczajać do słońca, smaku jedzenia, wina, itp. Nie było to już nic niesamowitego, niepowtarzalnego, powoli do naszego raju zaczynała się wkradać rutyna. Aby w pełni docenić uroki Majorki potrzebowaliśmy znów trochę cierpienia, czyli powrotu do zimnej, szarej i deszczowej pogody, jaka czekała na nas w domu.

Podobnie jest i w naszym życiu. Chwile niewesołe, kiedy nie wiedzie nam się zbyt ciekawie, są niezbędne, aby móc cieszyć się naprawdę, tym czym nas los obdarzy, doceniać piękno wokół nas.

Pozdrawiam serdecznie!

09 Mar 2009

Kto chce zostać milionerem?

10 Comments Podróże, Rozwój Osobisty, Sukces

adelboden.jpg

Ostatni weekend był niezwykły. Spędziłam go w niewielkiej szwajcarskiej wiosce Adelboden, odwiedzając bardzo dobrego znajomego. Życie w Adelboden płynie spokojnie, większość mieszkających tu młodych ludzi “siedzi” w biznesie narciarskim, czyli są instruktorami. Mój znajomy jest również instruktorem narciarskim, więc większość weekendu spędziliśmy w towarzystwie jego znajomych instruktorów. Ten weekend pozwolił mi na chwilę wejrzeć do świata, którego do tej pory nie znałam. Ci młodzi ludzie w sezonie pracują codziennie na stoku, udzielając lekcji narciarskich. Wraz z nadejściem wiosny i lata siłą rzeczy muszą zarabiać pieniądze w inny sposób. Wzięcie mają prace budowlane, bądź wykończeniowe. Dobra jest tez praca w miejscowych hotelach, jako masażysta. Lub też jako barman. Jednak takich prac nie zawsze starcza dla wszystkich. Wielu instruktorów zatem w sezonie letnim wyjeżdża do dużych miast, lub też do pracy jako instruktor narciarski do Nowej Zelandii. Podobno przed wieloma laty pewien przedsiębiorczy mieszkaniec Adeboden wyjechał do Nowej Zelandii i założył tam szkołę narciarską. Jako, iż zima w Nowej Zelandii przypada w okresie lata w Europie, ściągnął on instruktorów z Adelboden i tak się zaczęła ta szwajcarsko-nowozelandzka przygoda.

Instruktorzy narciarscy z Adelboden nie są zamożni, pieniądze jakie zarabiają w ciągu roku, wystarczają na mieszkanie, wyjścia do knajpy, itp.  Ale nie robią na tym żadnej fortuny. Większość z nich mieszka w wynajętych mieszkaniach, jeżdżą starymi samochodami. Mimo to spędzając z nimi czas nie można nie zauważyć, iż są oni niesamowicie zadowoleni z życia, szczęśliwi, cieszący się każdą chwilą, serdeczni. Ten weekend był pełen pozytywnej energii, przepięknych krajobrazów i takiej prostej, ludzkiej życzliwości i uśmiechu. Po powrocie z Adelboden, jeśli ktoś zadałby mi pytanie: “Czy pieniądze potrzebne są do szczęścia?”, odpowiedź jest niesamowicie prosta: oczywiście, że nie.

Przyjaciel mojego męża, Kanadyjczyk, od czasu do czasu grał w totolotka. W sobotę dowiedziałam się, iż właśnie wygrał 12 milionów dolarów.

Adelboden, instruktorzy narciarscy i jackpot. To zmusza do refleksji. Na kogo miejscu chciałabym dziś być: na miejscu mojego przyjaciela instruktora narciarskiego z Adelboden, który zastanawia się, skąd weźmie pieniądze w lecie (oraz który ma powyższy widok z okna jego wynajmowanego mieszkania), i z którego twarzy uśmiech i zadowolenie z życia nie znika (od dawna nie śmiałam się tak dużo w ciągu kilku dni), czy też na miejscu przyjaciela mojego męża (teraz już milionera)? WOW!

Jeśli musiałabym teraz w ciągu sekundy dokonać wyboru, wybrałabym Adelboden i życie instruktora narciarskiego. Ale jaką decyzję podjęłabym jutro?

Nadal jestem pod wrażeniem ubiegłego weekendu. Co chce mi uniwersum przez to powiedzieć?

Pozdrawiam serdecznie!