Mar 09 2009

Kto chce zostać milionerem?

adelboden.jpg

Ostatni weekend był niezwykły. Spędziłam go w niewielkiej szwajcarskiej wiosce Adelboden, odwiedzając bardzo dobrego znajomego. Życie w Adelboden płynie spokojnie, większość mieszkających tu młodych ludzi “siedzi” w biznesie narciarskim, czyli są instruktorami. Mój znajomy jest również instruktorem narciarskim, więc większość weekendu spędziliśmy w towarzystwie jego znajomych instruktorów. Ten weekend pozwolił mi na chwilę wejrzeć do świata, którego do tej pory nie znałam. Ci młodzi ludzie w sezonie pracują codziennie na stoku, udzielając lekcji narciarskich. Wraz z nadejściem wiosny i lata siłą rzeczy muszą zarabiać pieniądze w inny sposób. Wzięcie mają prace budowlane, bądź wykończeniowe. Dobra jest tez praca w miejscowych hotelach, jako masażysta. Lub też jako barman. Jednak takich prac nie zawsze starcza dla wszystkich. Wielu instruktorów zatem w sezonie letnim wyjeżdża do dużych miast, lub też do pracy jako instruktor narciarski do Nowej Zelandii. Podobno przed wieloma laty pewien przedsiębiorczy mieszkaniec Adeboden wyjechał do Nowej Zelandii i założył tam szkołę narciarską. Jako, iż zima w Nowej Zelandii przypada w okresie lata w Europie, ściągnął on instruktorów z Adelboden i tak się zaczęła ta szwajcarsko-nowozelandzka przygoda.

Instruktorzy narciarscy z Adelboden nie są zamożni, pieniądze jakie zarabiają w ciągu roku, wystarczają na mieszkanie, wyjścia do knajpy, itp.  Ale nie robią na tym żadnej fortuny. Większość z nich mieszka w wynajętych mieszkaniach, jeżdżą starymi samochodami. Mimo to spędzając z nimi czas nie można nie zauważyć, iż są oni niesamowicie zadowoleni z życia, szczęśliwi, cieszący się każdą chwilą, serdeczni. Ten weekend był pełen pozytywnej energii, przepięknych krajobrazów i takiej prostej, ludzkiej życzliwości i uśmiechu. Po powrocie z Adelboden, jeśli ktoś zadałby mi pytanie: “Czy pieniądze potrzebne są do szczęścia?”, odpowiedź jest niesamowicie prosta: oczywiście, że nie.

Przyjaciel mojego męża, Kanadyjczyk, od czasu do czasu grał w totolotka. W sobotę dowiedziałam się, iż właśnie wygrał 12 milionów dolarów.

Adelboden, instruktorzy narciarscy i jackpot. To zmusza do refleksji. Na kogo miejscu chciałabym dziś być: na miejscu mojego przyjaciela instruktora narciarskiego z Adelboden, który zastanawia się, skąd weźmie pieniądze w lecie (oraz który ma powyższy widok z okna jego wynajmowanego mieszkania), i z którego twarzy uśmiech i zadowolenie z życia nie znika (od dawna nie śmiałam się tak dużo w ciągu kilku dni), czy też na miejscu przyjaciela mojego męża (teraz już milionera)? WOW!

Jeśli musiałabym teraz w ciągu sekundy dokonać wyboru, wybrałabym Adelboden i życie instruktora narciarskiego. Ale jaką decyzję podjęłabym jutro?

Nadal jestem pod wrażeniem ubiegłego weekendu. Co chce mi uniwersum przez to powiedzieć?

Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj do wykopu:
  • Wykop

10 komentarze

10 Odpowiedzi to “Kto chce zostać milionerem?”

  1. Orest Tabaka says:

    Może uniwersum chce Ci powiedzieć, że najlepszym dla Ciebie miejscem będzie tak gdzieś po środku: 6 milionów na końcie, aby pieniądze nie stanowiły żadnych ograniczeń oraz piękny widok z okna, wspaniały humor przez cały czas i miła praca w towarzystwie zadowolonych ludzi. Taka kombinacja i mnie się podoba :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  2. Gosia says:

    Hi Orest!

    Co do tych 6 milionów na koncie jako gwaranta tzw. “spokojnej głowy” jednak nie jestem przekonana. Myślę, ze pieniądze stanowią ograniczenie jedynie w naszym wyobrażeniu, tak naprawdę to my i nasze myśli jesteśmy naszym jedynym ograniczeniem.

    Nie wierzę, ze te 6 milionów na koncie wyczarowałyby mi wymarzone życie. No ale cóż, mogę się mylić! :-) I z ciekawością będę śledziła poczynania mojego znajomego milionera! :-)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Gosia

  3. Orest Tabaka says:

    Gosia:
    Chcę mieć w przyszłość tzw. “konto bez limitu” i nie chodzi o ilość pieniędzy jaka tam będzie, ale o psychiczny komfort, że mogę zrobić to wszystko co mi się tylko wymyśli i żebym podczas zastanawiania się czy coś zrobić czy nie abym ani razu nie musiał myśleć o pieniądzach.

    A 6 milionów dolarów kanadyjskich daje ponad 20 tys. złotych miesięcznie przez 70 lat. Myślę, że pokryłoby się to z moim psychicznym komfortem “konto bez limitu” :D

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  4. Kate says:

    Gosia, mysle,ze pieniadze moga byc zarowno narzedziem i przeszkoda do osiagniecia szczescia. Wiadomo, same w sobie szczecia nie daja,
    bo tez mysle,ze wraz z wplynieciem na konto milionow, moje zycie nie staloby sie piekne. Jesli posiada sie nadmiar dobr materialnych, latwo stracic kontrole, mozemy stac sie niedostepni dla ludzi, ktorzy sa nam bliscy, chciec wiecej i wiecej, bo apetyt rosnie w miare jedzenia. Ale patrzac z drugiej strony, pieniadze moga byc narzedziem, dzieki ktorym mozemy zapewnic sobie warunki do rozwoju, robic to co lubimy, a nie tylko musimy.
    Co jednak najwazniejsze, mozemy sie tymi pieniedzmi podzielic z innymi, obdarowac naszych bliskich, pomoc najbardziej potrzebujacym, wykorzystac je konstruktywnie, a nie tylko konsumpcyjnie.
    Nie moge powiedziec,ze wybralabym zycie milionera,zamiast zycia przyslowiowego instruktora narciarskiego, wybieram to jakie mam,
    fajnie byloby miec konto bez limitu, ale to tylko motywowaloby mnie,zeby zrobic cos dla innych :)

  5. Klaudia says:

    Witaj Małgosiu !
    Ciesze się, że już wróciłaś, trochę tęskniło mi się za Twoimi artykułami….

    Wracając do tematu: Balans. Troszkę pieniędzy i piekne widoki, oraz towarzystwo prawdziwych i miłych instruktorów. To wybieram.

    Co do milionów na koncie. Dają wolność wyboru, ale wg mnie szczęście nie do końca ma zwązek z pieniędzmi. Szczęście ma się w sobie, i nie ma znaczenia czy masz puste konto, czy pełne. Możesz być szczęśliwym milionerem albo nieszczęśliwym, tak samo jak szczęśliwym lub nieszczęśliwym instruktorem. Czy pieniądze jednak moge czynić ludzi nieszczęśliwymi ? Posłużę się cytatem: “Najszczęśliwsi są ci, dla których zarabianie pieniędzy nie jest celem samym w sobie. Najmniej szczęśliwi to ci, którzy nie cenią nic poza pomnażaniem stanu konta.”

    Pozdrawiam serdecznie

    Klaudia

  6. Gosia says:

    Orest!

    “Konto bez limitu” dla komfortu psychicznego. Jasne, ze byłoby super! Chyba od razu spakowałabym walizki, ale… No właśnie, dla mnie jest jedno ALE: czyż nie byłoby to za proste? Prawie każdy potrafiłby podążać za swoimi marzeniami ze “spokojną głową”. Próbuje, jak można to zrobić “bez spokojnej głowy” :-)

    Kate!

    Zgadzam się, pieniądze mogą być przeszkodą, ale i narzędziem do osiągnięcia szczęścia. Moje nastawienie do pieniędzy jest jak najbardziej ZA: lubię jeździć dobrym samochodem, mieć fajny dom, ładne ciuchy i jeździć często na egzotyczne wakacje. I oczywiście: mając pieniądze mogę dawać. Z czym jednak polemizuję, to z faktem, iż pełne konto daje nam poczucie komfortu psychicznego i jest “wejściówką” do robienia tego, co naprawdę chcemy.

    Klaudia!

    Dokładnie o to mi chodzi, pieniądze na koncie to jedynie czynnik zewnętrzny, nie “uzdrowi” naszego wnętrza, jeśli nagle wygramy miliony. Jeśli jednak jesteśmy zadowoleni z siebie i z tego gdzie jesteśmy w momencie wygranej, to na pewno fajne rzeczy można zrobić z taką sumką! ;-)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Gosia

  7. Kate says:

    Gosia, przypuszczam,ze wygrana kilku milionow dolarow, moglaby przyniesc mi wiecej zmartwien niz korzysci, jednak znam ludzi, ktorzy nie moga robic tego,co lubia, bo brakuje im pieniedzy,
    nie mowie nawet o sobie, ale zapewniam Cie,ze tak jest.

  8. Orest Tabaka says:

    Kate, Klaudia, Gosia:
    Z dużym wpływem pieniędzy na konto może być różnie:
    - zaczniemy robić w życiu to co chcemy, bo materialnie nic nas nie będzie ograniczać,
    - zostaniemy leniami, bo już nic nie będziemy musieli robić, aby żyć w luksusie materialnym (niekoniecznie psychicznym).

    Czasem obawiam się tego drugiego, choć większą obawą napawają mnie ograniczenie z powodu braków pieniężnych. Sam widzę, że nie robię tego co bym chciał dla innych ludzi. Chciałbym robić to co lubię zupełnie za darmo, dla przyjemności swojej i tych ludzi. “Konto bez limitu” dałoby mi psychiczny komfort, że nie muszę dopatrywać się zarobku w swoich działaniać, patrzeć przez pryzmat ekonomii. Po prostu zatankowałbym do pełna jakiś wygodny samochodzik i popędził na tourne po Polsce, by inspirować ludzi :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  9. Gosia says:

    Kate!

    A może spróbować zrobić to, co się chce mimo braku pieniędzy? Nie jest łatwo, wiem, ale gra warta świeczki!

    Orest!

    Ach, to Twoje racjonalizowanie! :-) Na Twoim miejscu wsiadłabym w samochodzik tak np. na dwa miesiące i zobaczyła, jak to jest. Może to nie takie fajne, jak Co się wydaje? (a może jest!)

    Wiesz, mam problem z tym “kontem bez limitu”. Bo to, jak gdybyśmy żyli na tym świecie tysiące lat… a to przecież jedynie dziesiąt, jak dobrze się powiedzie…

    Pozdrawiam serdecznie,

    Gosia

  10. Orest Tabaka says:

    Gosia:
    2 miesiące za kółkiem faktycznie mogą nie być takie fajne. Mi chodzi jednak o taki brak oporów, szczególnie jeśli mają one wynikać z czegoś tak abstrakcyjnego jak pieniądze.

    Dla mnie problemu by nie było… swoboda życia chwilą a nie czekania, aż zarobimy na dom, samochód, wczasy itd. Wiem, że to za proste by było, ale lubuję się w prostych rozwiązaniach :D

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

Zostaw komentarz