Każdy z nas chce być szczęśliwy. Najchętniej chcielibyśmy uniknąć wszelkich nieprzyjemnych chwil w naszym życiu, uniknąć bólu i cierpienia. Jednak tak naprawdę cierpienie jest nieodłącznym składnikiem bycia szczęśliwym.
Bardzo podoba mi się definicja szczęścia mająca swoje korzenie w poczuciu jedności. Im bardziej czujemy się zjednoczeni z innymi ludźmi, z otaczającą nas naturą, tym jesteśmy szczęśliwsi. Szczęście to właśnie poczucie jedności, nigdy separacji. Szczęście to poczucie ciągłego spełnienia. Niezależnie od targających nami emocji. Szczęście jest tak doskonałe jak natura: często zmienna, czasami przechodzą cyklony, czasami tornada, w inne dni jest słonecznie i cicho, lub też deszczowo i burzliwie. Mimo to każdy dzień jest doskonały. Każdy moment jest pełny i taki jaki powinien być.
Szczęście to zdolność akceptacji wszystkiego, co nam życie przynosi. Z wdzięcznością i ciekawością. Bez wewnętrznej walki i oporu, lecz z otwartością.
Jak często z pozoru nieciekawe sytuacje, pełne bólu i cierpienia, były początkiem czegoś pięknego w naszym życiu? Cała sztuka w tym, aby nie poddawać się i nie przyjmować pozycji ofiary. Lepiej zadać sobie pytanie: ciekawe dokąd ta droga mnie poprowadzi?
Weźmy jako przykład sportowców: dla nich ból i cierpienie to nieodłączny składnik na drodze do sukcesu. Oni nawet wybierają ból treningu całkowicie świadomie. Albo artyści – wielu z nich potrzebuje cierpienia, aby wyzwolić kreatywność. Dla wielu ludzi wypadek lub tez choroba były zwrotnymi momentami w życiu, powodującymi przewartościowaniem wszystkiego.
Z mojego doświadczenia wiem, iż cierpienie jest niezbędne, aby w pełni doceniać to, co mamy. Niedawno spędziłam weekend na Majorce. Od jakiegoś czasu czułam, iż po prostu muszę gdzieś wyjechać na kilka dni, zrelaksować się. Nie mogę narzekać na brak możliwości do podroży w ostatnim czasie – jak najbardziej, jednak były to wyjazdy w celach biznesowych i szkoleniowych, nie jedynie dla błogiej przyjemności. Majorka jest wymarzonym miejscem na odpoczynek, szczególnie teraz, poza sezonem – niewielu turystów, wspaniała pogoda, jedzenie – żyć nie umierać. Pierwszego dnia cieszyliśmy się jak dzieci, wyruszyliśmy na wędrówkę w pobliskie góry, delektowaliśmy się w nieskończoność tutejszym winem i wspaniałym jedzeniem, słonce muskało nas po twarzy. Tak minął pierwszy i drugi dzień, trzeciego dnia… nie było już tak wspaniale. Mimo, iż nic się nie zmieniło, nie patrzyliśmy na wyspę już tymi samymi, zakochanymi oczami. Powoli zaczęliśmy się przyzwyczajać do słońca, smaku jedzenia, wina, itp. Nie było to już nic niesamowitego, niepowtarzalnego, powoli do naszego raju zaczynała się wkradać rutyna. Aby w pełni docenić uroki Majorki potrzebowaliśmy znów trochę cierpienia, czyli powrotu do zimnej, szarej i deszczowej pogody, jaka czekała na nas w domu.
Podobnie jest i w naszym życiu. Chwile niewesołe, kiedy nie wiedzie nam się zbyt ciekawie, są niezbędne, aby móc cieszyć się naprawdę, tym czym nas los obdarzy, doceniać piękno wokół nas.
Pozdrawiam serdecznie!

