Oct 27 2009

Co się dzieje z polskimi kobietami?

Kategorie: Rozwój Osobisty

coupleOd dawna zastanawiam się nad pewnym fenomenem dotyczącym polskiej rzeczywistości. Obserwuję to już od dawna w moim otoczeniu, i nie znajduję odpowiedzi na pytanie: dlaczego?

Rozpocznę od dwóch przykładów (zbieżność imion i miejsc jest przypadkowa).

Przypadek 1: Znajomość zaczęła się owocnie. Ania poznała Leszka. Fajny chłopak, pomyślała. Od randki do randki, po kilku miesiącach się pobrali. Pierwszy rok był wspaniały, na świat przyszło pierwsze dziecko. Po jakimś czasie zaczęły się pierwsze kłótnie małżeńskie. Ale co tam, Ania przełknęła. Wkrótce pojawiło się drugie dziecko. Kłótnie narastały, Leszek coraz częściej stosował przemoc psychiczną. Ania przełknęła i tym razem. Na świecie pojawiło się trzecie dziecko (A nuż, coś to pomoże, pomyślała Ania). Tym razem Leszek ją pobił. Dziesięć lat po ślubie Ania myśli: co mam zrobić? Przecież nie mogę odejść. Troje dzieci, gdzie się podzieję? Może on się w końcu zmieni…

Przypadek 2: Aneta poznała Waldka na dyskotece. Fajny chłopak, pomyślała. Od randki, do randki, pobrali się. Pierwsze dziecko. Waldek zaczął pić. Drugie dziecko. Waldek pije dalej. Awantury, bijatyki na porządku dziennym. Aneta cały czas myśli, że może go zmienić. Mijają lata. Aneta i dzieci przechodzą przez traumę. Dzieci dorastają, zaczynają własne życie, Aneta zostaje w domu z Waldkiem (który nadal pije, ale już nie bije). Aneta: co mogę zrobić? Przecież mamy dom, jak go wyrzucę, to kto będzie palił w piecu?

Co mnie dziwi najbardziej: wszystkie te kobiety mają wspólne cechy: zadbane, silne, mądre. Wszystkie bez wyjątku aktywne zawodowo, doceniane w pracy, mają wielu przyjaciół.

Mimo to jednak nie mają odwagi spojrzeć prawdzie w oczy, że ten związek nie jest dla nich dobry. Nie mają odwagi iść za głosem własnego serca. Nie wierzą, że zasługują na lepszy związek. Kiedy się spotykamy, użalają się nad swoim losem. Tak, jak gdyby musiały w tym tkwić na przekór wszystkim znakom na niebie i ziemi.

Dlaczego tak wiele tych silnych kobiet robi z siebie męczennice na własne życzenie?

P.S. Zaznaczam, że tekst ten nie insuuje, iż powyższe dotyczy wszystkich polskich kobiet i mężczyzn. Po prostu w moim otoczeniu widzę wiele tego typu związków i ciagle zadaję sobie pytanie: dlaczego?

Dodaj do wykopu:
  • Wykop

5 komentarze

5 Odpowiedzi to “Co się dzieje z polskimi kobietami?”

  1. Maju says:

    Też zastanawiałem się nad tym fenomenem. Bo to duża odpowiedzialność odejść. Trzeba wyjść ze strefy komfortu, wziąć sprawy w swoje ręce. Nie potrafią…

  2. Swinki3 says:

    To raczej bardziej uniwersalne zjawisko, nie ograniczające się do Polek.
    Przykłady ze świata: Whitney Houston i Bobby Brown, Rihanna i Chris Brown, Tina Turner i Ike…

    Dlaczego? To chyba skomplikowana sprawa, ale spróbujmy
    * brak poczucia własnej wartości, często pracowicie podtrzymywane przez partnera,
    * uzależnienie emocjonalne i/lub współuzależnienie,
    * wreszcie lęk przed wzięciem odpowiedzialności za siebie i swoje życie.

    Tak przynajmniej wygląda z mojego doświadczenia…

  3. Gosia says:

    Swinki3: zgadzam się co do tego, że niekompatybilność w małżeństwie jest zjawiskiem uniwersalnym. Jednak wytrzymywanie w takiej sytuacji przez wiele lat na własne życzenie jest zjawiskiem typowo polskim.

    Dla przykładu: w Austrii, krajach Skandynawskich czy też nawet w Rosji ponad połowa małżeństw kończy się rozwodem (konkretna decyzja: nie pasujemy do siebie, wiec każdy niech idzie w swoja stronę, to ma sens moim zdaniem). W Polsce tymczasem odsetek rozwodów należy do najniższych w Europie. Wychodzi na to, ze większość polskich małżeństw to sielanka.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Gosia

  4. Swinki3 says:

    W jednym z artykułów na ten temat (http://wyborcza.pl/1,76842,4554763.html) znalazłem taki cytat:
    “- Gdy rozwód nie jest powszechnie akceptowany, trzeba przełamać pewne bariery, np. przekonać własnych rodziców. Jeśli ktoś nie może ich przekonać, to musi mieć środki finansowe, by im się przeciwstawić – tłumaczy Dronkers. Gdy rozwody stają się powszechnie akceptowalne, zaczyna działać odwrotny mechanizm – to do przezwyciężenia trudności w małżeństwie potrzebne są dodatkowe środki i wysiłek, a rozwód staje się najprostszym wyjściem.”

    Z jednej strony mamy zjawisko uporczywego tkwienia z toksycznym związku – myślę, że w Polsce dotyczy to przede wszystkim małżeństw zawartych 15-20 lat temu. Z drugiej strony zbytnia łatwość rozwodu powoduje, że błahe i w gruncie rzeczy nieuniknione problemy są pretekstem do rozejścia się. A potem i tak znajdujemy kogoś jakże podobnego do poprzednika czy poprzedniczki i cała zabawa zaczyna się od nowa.

    Ciekawe podejście zostało zaprezentowane w książce Evy-Marii Zurhorst “Kochaj siebie, a nieważne, z kim się zwiążesz”. Brzmi paradoksalnie, ale jak tak rzeczywiście jest. Pomijając naprawdę skrajne relacje (z psycho- czy socjopatą/tką), to obraz partnera/ki jest kształtowany nie na podstawie “obiektywnych faktów”, lecz naszych wielce subiektywnych interpretacji różnych zdarzeń, przefiltrowanych przez własne (często wyparte) kompleksy, deficyty emocjonalne, traumy itp.

    O tym jak łatwo o kompletne nieporozumienia w związkach traktuje fantastyczna książka Aarona Becka “Miłość nie wystarczy” (‘Love is never enough’). Polecam gorąco wszystkim, którym wydaje się że mają problemy nie do przezwyciężenia w swoim związku.

    Tak sobie myślę, że w 95% procentach przypadków związek tworzą dwie osoby i te same dwie osoby ciężko pracują nad jego rozpadem.
    Chodzi mi o to, że odpowiedzialność za powodzenie (i niepowodzenie) jest po obu stronach.

    Pozdrawiam cieplutko!

  5. pink says:

    Ciężko podjąć decyzję o rozstaniu, o odejściu o wielu latach spędzonych razem. Nawet jak nie jest tak pięknie jak było, zaczynają się kłótnie, ciche dni, tygodnie…, dochodzi tego że jedna ze stron podnosi rękę… i tak trudno nam powiedzieć stop. Ja Cię kocham ale takiego jak byłeś kiedyś a teraz zmieniłeś się i ja już nie akceptuję Ciebie. Tkwimy w tym latami, nie umiemy przerwać w imię miłości? w imię wspólnych lat? tylko co nam późneij zostaje?? Gorycz zmanowanego życia, którego już nie odzyskamy ale o tym dowiadujemy sie po latach bycia w trudnym zwiazku, gdzie ludzie już nie mają dla siebie czasu, miłości, ciepła, kiedy wolą siedzieć w pracy niż wrócić do domu.

Zostaw komentarz