Od jakiegoś czasu zamierzałam przeprowadzić kilkudniową głodówkę oczyszczającą, z czystej ciekawości. Swojego czasu nawet się to tego zabrałam, ale wytrzymałam zaledwie niecały dzień i głód mnie pokonał. Zarzuciłam zatem ten pomysł, stwierdzając, ze głodówka to nic dla mnie. Dwa tygodnie temu spotkałam jednak znajomego, który był właśnie w trakcie 10-dniowej głodówki, i trochę z nim na ten temat porozmawiałam. Powiedział mi, że do głodówki trzeba się należycie przygotować, a nie z dnia na dzień po prostu przestać jeść. Zainspirowana jego pozytywnymi doświadczeniami postanowiłam podjąć się tego zadania jeszcze raz.
Zakupiłam sobie zatem odpowiednią książkę, która towarzyszyła mi przez wszystkie dni mojej głodówki, i generalnie przygotowałam się psychicznie na nadchodzące dni postu. W fazie wstępnej, przez dwa dni redukowałam ilość jedzenia w ciągu dnia, przestawiając się głównie na warzywa i owoce, redukując mięso. Następna faza to 5 dni głodówki, zero jedzenia, za to dużo płynów – woda z cytryną, herbatki owocowo-ziołowe, wywar z warzyw, dużo ruchu na świeżym powietrzu i dużo snu. Specjaliści zalecają, aby głodówkę zaplanować w okresie, kiedy nie musimy żyć na pełnych obrotach, najlepiej w czasie urlopu, aby organizm miał wystarczająco czasu na wypoczynek.
Ważne jest też odpowiedzenie sobie na pytanie: dlaczego chcę przeprowadzić głodówkę? Dla mnie głównym celem było oczyszczenie organizmu i chciałam po prostu dać mojemu organizmowi odpocząć. Jeśli celem dla kogoś jest zrzucenie kilku kilogramów, to głodówka raczej nie jest najlepszym rozwiązaniem – tutaj najlepiej działa sport i zdrowe odżywianie
.
Pierwszy dzień istotnie był dość trudny. Głód doskwierał niesamowicie i czułam się zmęczona. Jednak od drugiego dnia organizm zaczął się powoli przyzwyczajać i poczułam przypływ energii, który utrzymał się przez cały czas trwania postu. Trzeciego dnia jednak miałam kryzys, za każdym razem, kiedy zobaczyłam coś do jedzenia, chciałam się dosłownie na to rzucić. Ale przetrzymałam. Po pięciu dniach nadchodzi ostatnia faza – przyzwyczajanie organizmu na nowo do jedzenia. W jadłospisie pierwszego dnia pojawiają się lekkostrawne zupki, drugiego zaś dnia surowe i gotowane warzywa. Nadal dużo płynów. Mówiąc szczerze najciekawsze doświadczenia miałam właśnie w tej ostatniej fazie – kiedy po raz pierwszy od wielu dni mogłam coś zjeść – było to jabłko. Niesamowite, jak jabłko naprawdę może smakować! Nigdy tego nie zauważałam, ale tym razem odczucie było niesamowite. Jadłam to jabłko powoli (chyba z pól godziny!), delektując się każdym kęsem. I tak było z każdym kolejnym posiłkiem – nie zapomnę zupy pomidorowej przygotowanej ze świeżych pomidorów, z dodatkiem cebulki, majeranku, tymianku i płatków owsianych! Cóż za eksplozja smaków!
Najważniejszym jednak dla mnie rezultatem tej głodówki jest zyskanie całkowicie nowej relacji z moim organizmem. Przez cały czas głodówki i podczas przyzwyczajania organizmu do jedzenia nasze stosunki stały się bardziej “intymne” w sensie, że teraz naprawdę staram się go szanować i mam dla niego dużą wdzięczność i respekt. Nie żebym wcześniej nadużywała mój organizm – zawsze starałam się zdrowo odżywiać. Ale po tym doświadczeniu jeszcze bardziej “zbliżyłam się” do mojego organizmu, to jemu zawdzięczam, że żyję i funkcjonuję i chcę się o niego jak najlepiej troszczyć. Od czasu głodówki naprawdę uważam na to, co jem i w jakich ilościach. I przede wszystkim bardziej delektuję się jedzeniem, jem powoli, kosztując każdy kęs. I mam jeszcze więcej radości w przygotowaniu posiłków!
Już zaplanowałam następną głodówkę na jesień – specjaliści zalecają przeprowadzanie głodówek oczyszczających 2 razy w roku (nie częściej). Dla mnie było to naprawdę niesamowite doświadczenie i chętnie je powtórzę.
Pozdrawiam serdecznie!
P.S. 1 Ten artykuł nie może w żaden sposób zastąpić prawidłowego przygotowania do głodówki. Zaznaczam, iż głodówka oczyszczająca jest przede wszystkim dla tych, którzy nie maja żadnych problemów ze zdrowiem. A i w tym przypadku należy koniecznie zaopatrzyć się w dobra książkę na ten temat i przestrzegać wskazówek w niej zawartych. Jeśli masz jakieś dolegliwości lub bierzesz leki, można głodować jedynie pod nadzorem lekarza.
P.S. 2 Po napisaniu tego artykułu zauważyłam ciekawy post na podobny temat “How To Master the Art of Mindful Eating” – polecam!



Ostatnio komentowane