07 Apr 2010

O akceptacji – raz jeszcze

No Comments Rozwój Osobisty, Sukces

W jednym z moich postów pisałam o tym, jak siła akceptacji pozwala zniwelować ból. W artykule jako przykład podałam ból fizyczny, jednak to samo odnosi się do innych naszych sytuacji życiowych, szczególnie jeśli chodzi o ból emocjonalny. Piszę jeszcze raz na ten temat, gdyż widzę wokoło tyle ludzi, którzy nie potrafią zaakceptować nieodwracalnych sytuacji i cierpią przez to niesamowicie.

Nagle dostajemy diagnozę choroby, umiera człowiek, którego kochaliśmy, związek, który miał trwać na zawsze, nagle się kończy. Popadamy w rozpacz, nie możemy zrozumieć, dlaczego to przydarzyło się akurat nam, nasz świat się rozpada, gorycz, zrezygnowanie. Płaczemy. I nie ma w tym nic złego, wypełnia nas smutek, wiec płaczemy. Tak jak pisałam w artykule “Mit pozytywnego myślenia” – jest to czas na płacz.

Ale co dalej? Nie możemy przecież płakać w nieskończoność, bo czeka na nas życie, w jakiejkolwiek sytuacji byśmy się nie znajdowali.

Po tym jak spojrzeliśmy naszemu smutkowi w twarz, i w końcu otarliśmy łzy, przychodzi czas na akceptację. Akceptację sytuacji, w której się znajdujemy. I mówię tu o akceptacji kompletnej. Nic danej sytuacji nie zmieni, choćbyśmy stanęli na głowie. Akceptując, mówimy życiu: TAK. Jakiekolwiek by ono nie było. Reakcja na NIE jest szaleństwem.

I ostatni krok: po akceptacji nadchodzi pytanie: w jakim kierunku chcę teraz iść? Z tej pozycji wyjściowej.

Nasuwa mi się tutaj historia, jaką niedawno opowiedział mi mój znajomy, który jest coachem.  Jego klientem od ubiegłego roku jest szwajcarski narciarz Christoph Kunz. Christoph porusza się na wózku inwalidzkim, od wypadku na motorze w 2000 roku. Taki los u wielu spowodowałby depresję, i całkowitą rezygnację. Dlaczego właśnie ja? W fazie początkowej Christoph pewnie również zadawał sobie to pytanie, pewnie również płynęły łzy. Ale po otarciu łez, Christoph zapewne całkowicie zaakceptował sytuację, w jakiej się znalazł, bo inaczej nie osiągnął by tego, co osiągnął. Stwierdził, że inwalidztwo nie stanie mu na drodze do życia w pełni. Rozpoczął regularne treningi na monoski i w tym roku zdobył po raz pierwszy zloty i srebrny medal na Paraolimpiadzie w Vancouver.

Dla mnie Christoph jest niesamowitą inspiracją. Akceptacja pozwoliła mu żyć pełni życiem!

Pozdrawiam serdecznie!

written by
The author didn‘t add any Information to his profile yet.
Comments are closed.