May 26 2010
W Krainie Czarów
Ostatnio wybrałam się do kina na film “Alicja w Krainie Czarów”. Książkę przeczytałam jako dziecko, i od tego czasu ta historia nieco zatarła się w mojej pamięci. Film był dobrze zrobiony i fajnie się go oglądało.
Z pozoru szablonowa fabuła – walka dobra ze złem, dobro zwycięża i mamy happy end. Co jednak utkwiło w mojej pamięci, to słowa Alicji, powtarzane za jej ojcem: “Czasami uwierzyłam w sześć niemożliwych rzeczy tuż przed śniadaniem”. Właśnie ta wiara w niemożliwe pozwoliła zwykłej dziewczynce pokonać potwora. Alicja po powrocie z Krainy Czarów postanawia nadal wierzyć w niemożliwe. I dzięki tej wierze rozkręca firmę swojego ojca i rozpoczyna eksport produktów do Chin, co na tamte czasy było nie lada wyzwaniem.
OK, zgadzam się, to trochę kiczowata historyjka. Ale dlaczego nie wierzyć w niemożliwe? Z mojego doświadczenia lepiej wierzyć niż nie. Kiedy wierzymy, że coś się uda, choć nic na to nie wskazuje, mamy lepsze szanse na sukces. Przynajmniej podejmujemy się danego wyzwania. I czasami udaje się, czasami nie. Ale mamy przynajmniej większe szanse, niż jeśli wcale nie spróbujemy.
Po filmie wybraliśmy się z mężem na kolację. Miałam ochotę na hiszpańskie tapas. Mąż stwierdził: chmm, nie mam pojęcia, czy znajdziemy jakąś hiszpańską knajpę w okolicy. Ale ja nalegałam: dziś chcę tapas. I nagle, wyrasta przed nami bar tapas. Malutka restauracyjka wypełniona po brzegi. Mąż stwierdza: nie ma szans, wszystkie miejsca są zajęte. Ja nalegam: idziemy zapytać. Okazuje się, że mają jeszcze ostatni wolny stolik dla dwóch osób. Niemożliwe okazało się jak najbardziej możliwe!
Siadamy z mężem w knajpce, zamawiamy czerwone wino i tapas, i dyskutujemy o tym, jak możemy częściej wierzyć w niemożliwe.
Poniżej zamieszczam link do tytułowej piosenki, polecam: “Alice” Avril Lavigne.
I,I, I’ll get by
I,I, I’ll survive
When the world’s crashing down
When I fall and hit the ground
I will turn myself around
Don’t you try to stop me
I,I, I won’t cry
Pozdrawiam serdecznie!
3 komentarze



Hej Gosiu,
Bardzo podoba mi się Twój wpis:)Bardzo optymistyczny. Odnośnie filmów to przypomniał mi się Avatar – też niemożliwe stało się możliwe:)Czasem naprawdę wszystko wskazuje, ze to koniec, nie powiedzie się…a jednak gdy podejmiemy jakieś działanie wszystko jednak układa się jak należy:)
Gorące pozdrowionka,
Paula
A w ogóle Gosiu co to jest ten hiszpański tapas? Brzmi smacznie;)
Pozdrawiam,
Paula
Hej Paulina,
tapas to nazwa typowo hiszpańskich potraw, a raczej przekąsek, podawanych najczęściej do wina. Mogą być one proste (np. jamón (hiszpanska suszona szynka), oliwki, kalmary, smażone ziemniaki, warzywa, itp.) lub bardziej skomplikowane (rajo – wieprzowina z czosnkiem, pietruszką, tortilla de patata – omlet ziemniaczany, itp). Większa ilość tapas składa się najczęściej na kompletny posiłek.
Naprawdę przepyszne!
Pozdrawiam serdecznie,
Gosia