10 Jun 2010

Czy się stoi, czy się leży czyli 5.6 kilometra

9 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

Wczoraj brałam udział w biegu J.P Morgan Corporate Challenge we Frankfurcie. Ten bieg ma już długą tradycję, organizowany przez J.P. Morgan w wielu miastach na świecie (Nowy Jork, Chicago, Londyn, Johannesburg, etc.), bieg ten adresowany jest to firm i biorą w nim udział pracownicy owych firm. Długość trasy: 5.6 kilometra.

Nigdy nie byłam długodystansową biegaczką, w szkole raczej biegałam na krótkie dystanse, najczęściej na 100 metrów, tutaj liczyła się szybkość, a nie wytrzymałość.

Ostatnio jednak postanowiłam zacząć biegać na dłuższe dystanse. Potrzebowałam na początku celu, który dodałby mi motywacji i właśnie ten powyższy bieg obrałam sobie jako cel dwa miesiące temu. Na początku treningu nie było łatwo – po dwóch minutach biegu dostawałam zadyszki i musiałam przez następną minutę iść powoli, aby móc znów dwie minuty biec. Mówiąc szczerze, na poczatku byłam zaszokowana moja forma (a raczej jej brakiem ;-) ), ale nic to, trenowałam dalej. Biegałam 3 razy w tygodniu i za każdym razem podnosiłam sobie poprzeczkę. Aż wreszcie po miesiącu treningu przebiegłam 5 kilometrów i do tego bez specjalnej zadyszki ;-) . Byłam zafascynowana, że to wcale nie było takie trudne. Po prostu regularne treningi i tyle. Forma lepsza za każdym razem.

W końcu nadszedł dzień próby. W tym roku na ten bieg zarejestrowało się ponad 70.000 uczestników z rożnych firm. Firmy wyposażyły swoich pracowników w koszulki z logiem firmy oraz odpowiednim motywującym sloganem. Na starcie kłębiły się tłumy, do linii startowej dotarłam po mniej więcej półgodzinnym oczekiwaniu, nic dziwnego przy takiej liczbie uczestników. W końcu start! Tego dnia czułam się świetnie i szybko osiągnęłam swoje zwykłe tempo. Jakież było jednak moje zaskoczenie – największym wyzwaniem w tym biegu nie było pokonanie 5.6 kilometra, ale – wymijanie uczestników! Nie ma problemu, że ktoś biegnie wolno, ale o co chodzi z tymi, którzy po prostu idą? I tak było przez te cale 5 kilometrów, wiele osób po prostu nie dało rady z biegiem i musieli iść. Sprawiało to naprawdę duże trudności dla innych, którzy biegli. Trzeba było idących wymijać, tworzyły się korki, zdarzały się nawet kolizje. Wymijałam maszerujące osoby, które miały koszulki z dumnymi napisami “We lead the change”, “We take the challenge and win”, “Catch me if you can”, itp. Pod sloganem logo firmy, dla której pracują.

Zastanowiło to mnie: jak takim nastawieniem do biegu świadczą ci pracownicy o firmach, dla których pracują? Jeśli nie mogą się zmotywować do minimalnego wysiłku i przebiec te 5 kilometrów, jakie nastawienie mają oni do pracy w tej firmie? Jakie świadectwo takim podejściem do biegu dają swojemu pracodawcy? Tym bardziej, że wiem z własnego doświadczenia, iż przygotowanie się do tego biegu nie było jakimś nadzwyczajnym wyczynem. Jeśli nie mogłabym przebiec 5 km, to lepiej nie zapisywałam się na ten bieg i nie ośmieszałabym mojego pracodawcy. W Niemczech jest takie powiedzenie: “Hauptsache: dabei sein” – “Najważniejsze, że jest się obecnym”. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Takie nastawienie przypomina mi nasze polskie powiedzenie z nie tak odległych czasów: “Czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy”. To niestety nie funkcjonuje w dzisiejszych czasach, nie polecam. Jeżeli bierzemy w czymś udział, to na całego. Jeżeli coś robimy, to dajemy z siebie wszystko.

Ale cóż, to jedynie moje skromne  zdanie na ten temat. Bieganie bardzo mi się spodobało, to niesamowity trening wytrzymałości, taka walka z moim wewnętrznym diabełkiem, który najchętniej chciałby, abym sobie wygodnie usiadła. Ale nie ze mną te numery. ;-) Już obrałam sobie następny cel: 21 km na jesień, i maraton na wiosnę! :-)

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do biegania!

written by
The author didn‘t add any Information to his profile yet.

9 Responses to “Czy się stoi, czy się leży czyli 5.6 kilometra”

  1. Marlena says:

    Witam serdecznie, temat u mnie jak najbardziej na topie. Tez zaczelam biegac i mam za soba 4 biegi mmm za kazdym razem coraz dluzej i lepiej. Moj cel to wlasnie 5km, mam pytanko: w jakim czasie pokonujesz taka odleglosc? Pozdrawiam.

  2. Gosia says:

    Witaj Marlena!
    Gratuluję! Nie będziesz żałowała! :-) Ja na 5km potrzebuje obecnie ok. 27 minut, po mniej więcej 1,5 miesiąca treningu, zaczynając praktycznie od zera. Najważniejsze, aby powoli zwiększać wytrzymałość. Na poczatku biegałam na przemian z chodzeniem, i powoli zwiększałam dystans. Teraz 5km wydaje się pestką! :-) Bieganie to naprawdę frajda, bo za każdym razem widzisz, że jesteś w stanie wytrzymać coraz więcej! :-) To tak jak w życiu: czasami nie zdajemy sobie sprawy, ile w nas jest siły! :-)

    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia!

    Gosia

  3. Marlena says:

    Gosia, dziekuje za odpowiedz. Ja korzystam z programu w sklad ktorego wchodzi 27 lekcji i po wypelnieniu ktorych powinnam bez problemu przebiec 5km. Tez biegam na przemian z chodzeniem i z kazda lekcja widac postepy i lepsza kondycje. Czysta przyjemnosc a jaka duma :} Rowniez zycze powodzenia. Piekny cel 21km! Pozdrawiam serdecznie.

  4. Gosia says:

    Marlena!

    Dokładnie, czysta przyjemność i jaka duma!
    Ten pot jest tego warty! :-)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Gosia

  5. artur says:

    Hej Małgosia,
    Gratuluję. Bardzo fajny blog – pozytywny i na luzie.
    Lubię takie, więc od razu dorzuciłem do RSSów… :)

    No a jeszcze do tego bieganie i zen – kupuję!
    Tym bardziej, że sam właśnie wróciłem do biegania, a zen od jakiegoś czasu też chodzi mi po głowie… :)

    Pozdrawiam,
    Artur

  6. Gosia says:

    Artur!
    Witaj na blogu! :-) Życzę powodzenia w bieganiu! A jeśli chodzi o zen – to wkrótce organizuję warsztaty medytacyjne w Warszawie – może do będzie dobry początek? ;-)

    Pozdrawiam serdecznie,

    Gosia

  7. Kate says:

    Super! Gratuluje samozaparcia. Ja czasami zaczynam biegac, ale zwykle z lenistwa konczy sie na kilku probach. Jako usprawiedliwienie podadaje,ze robie codziennie 6 km piechota takim rownym marszem (do i z pracy),w weekendy zwykle udaje sie na dluzszy spacer, zwykle tak samo dlugi, i zauwazylam, ze jesli gdzies wyjezdzam, np. w delegacje z pracy, odczuwam zdecydowany brak tej formy ruchu.

    No to biegu… start! :)

  8. Gosia says:

    Kate!

    Znam ten ból, sama tez zaczynałam bieganie wiele razy, ale za każdym razem kończyło się na kilku biegach. Dopiero kiedy postawiłam sobie konkretny cel, udało się.
    6 km dziennie piechota to tez nie lada wyczyn, tak trzymać! :-)

    Pozdrawiam serdecznie,

    Gosia

  9. Paulina says:

    Hej Gosia!
    Gratuluje wytrwalosci w bieganiu! Ja zaczelam pare lat temu i teraz nie moge przestac, choc na poczatku wcale nie bylo latwo! :) Bieglam raz w zyciu w Run Warsaw (10 km) i bylo super, polecam! Teraz marzy mi sie 20 km tej jesieni (i mam pietra!); masz jakis pomysl na trening? Z gory dziekuje za pomoc. Moc pozytywnej energii! ;) Usciski,
    Paulina

Leave a Reply