Jul 01 2010
Siła oddechu.. we Florencji
Ubiegły weekend spędziłam w Toskanii, na spotkaniu z członkami grupy, z którą brałam udział w ponad rocznym szkoleniu przywódczym. Szkolenie ukończyłam rok temu, ale nasza grupa bardzo się ze sobą zżyła i od czego czasu spotykamy się w mniejszych grupach w rożnych miastach w Europie, a tym razem postanowiliśmy spotkać się większą kohortą w Toskanii.
Nasza grupa składa się z 18 osób, pochodzimy z 12 krajów i chyba nigdy nie spotkałam się z taką różnorodnością charakterów. Każdy z nas ma zupełnie inną energie, i energia ta jest zwykle bardzo intensywna. Co oczywiście od samego początku powodowało zwarcia, kolizje i wybuchy w naszej grupie
Cale szczęście za każdym razem udawało nam się wyjść z każdej z tych sytuacji, bogatszymi w nowe doświadczenia.
I tym razem postanowiliśmy wystawić na próbę nasze zdolności pracy w grupie. Wykonaliśmy następujące ćwiczenie: grupa ustawia się w dwóch rzędach, stoimy naprzeciwko siebie, wyciągamy przed siebie dwa palce wskazujące. Następnie prowadzący ćwiczenie kładzie na naszych palcach długą, cienką gałąź. Naszym zadaniem jest wspólne położenie tej gałęzi na ziemi, w taki jednak sposób, aby 2 palce każdego z nas cały czas dotykały tej gałęzi. Jeśli ktoś oderwie palce od gałęzi, zaczynamy od nowa.
Zaczynamy. Oczywiście od razu gałąź zaczęła unosić się w górę, a nie w dól. Rozpoczęliśmy zatem główkowanie, co musimy zrobić, aby położyć gałąź na ziemi. Pojawiły się różnorodne pomysły, które niestety nie przyniosły pożądanego rezultatu, gałąź cały czas szla do góry. Powoli traciliśmy panowanie nad sobą, przekrzykiwaliśmy się na całego, ogarniała nas frustracja. Co robimy? Nie ma szans na położenie tej gałęzi na ziemi. W końcu, w kłębi tego chaosu i przekrzykiwania, krzyknęłam głośniej, niż inni, próbując zwrócić uwagę na to, co mówię: oddychajcie! Wszyscy spojrzeli na mnie. Oddychajcie, powtórzyłam. Z tego chaosu nic nie wyjdzie, mam propozycję: przestańmy mówić, nikt od tej pory nie może się odzywać, będziemy tylko głęboko oddychać, koncentrując się na wydechu. Prowadziłam grupę przez oddychanie, głęboko, poświstując na wydechu. Cisza, słyszymy jedynie świst wydechu. Nagle gałąź zaczęła się zniżać, powoli, powoli , jeszcze jeden wydech, jeszcze dwa…. i położyliśmy gałąź na ziemi. Przez kilka sekund trwała cisza, po czym spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy wiwatować, wzajemnie się obejmując! Udało się!!!
Było to dla mnie niesamowite doświadczenie. W osiągnięciu naszego celu nie pomogły żadne innowacyjne idee, jedynie siła oddechu. Wspólne oddychanie i milczenie sprawiło, iż przestaliśmy być zlepkiem rożnych charakterów, a staliśmy się jednością, jednolitym systemem.
Ten eksperyment mnie zastanowił: gdybyśmy tak od czasu do czasu na chwilę przestali mówić i zaczęli wspólnie oddychać. Jakie możliwości otwarłoby to w naszej pracy, rodzinie, w rożnych grupach, do których przynależymy?
Pozdrawiam serdecznie!
P.S.1 Co do powyższego zdjęcia: chciałam do tego postu dołączyć jakieś zdjęcie z Toskanii, jest to jedyne jakie zrobiłam podczas tego wyjazdu – David we Florencji!
P.S. 2 OK, skłamałam, mea culpa! Mam jeszcze jedno zdjęcie z restauracji, w której jedliśmy kolacje we Florencji. Wchodzę do restauracji i co widzę? Nie wierzę własnym oczom – talerze z Bolesławca! Jestem zatwardziałą fanką ceramiki Bolesławskiej i za każdym razem, jak przejeżdżam kolo Bolesławca, zostawiam fortunę w przydrożnych sklepach ceramiki. Uwielbiam tą ceramikę. No i wchodzę do malej restauracji we Florencji – a tam Bolesławiec!
Niestety nie dowiedziałam się, dlaczego mają zastawę z Polski, kelner był zestresowany!

Brak komentarzy


