Nasze warsztaty medytacyjne już się pięknie zapełniły – zapisało się 18 osób, które chcą zgłębić tajniki medytacji, mamy już też listę rezerwową. Zachęcam tych z Was, którzy nie zdążyli się zarejestrować, mimo to do wypełnienia rejestracji, w razie rezygnacji któregoś z uczestników zostaniecie automatycznie wciągnięci na listę. Również w razie organizacji następnych warsztatów (co już planujemy), zostaniecie jako pierwsi o tym poinformowani, co zapewni Wam pierwszeństwo udziału w warsztatach.
Te warsztaty skłoniły mnie do przemyśleń. Kiedy po raz pierwszy powiedziałam mojemu nauczycielowi medytacji, u którego się uczyłam (on jest naprawdę świetny), że chce przeprowadzać medytacje dla szerokiej publiki, powiedział mi: “Musisz to ubrać w inne słowa, medytacja kojarzy się w naszym społeczeństwie jako coś ezoterycznego, nieziemskiego, tymczasem to najzwyklejsza sprawa na świecie. Ale tak to już jest, nie możesz z tym walczyć”. Tym razem nie posłuchałam go jednak. I postanowiłam “sprzedać” medytacje jako medytacje.
Nie wiem czy było to dobre czy złe. Zrozumiałam jednak, że kiedy cztery lata temu zaczęłam medytować, też tak myślałam. Miałam to samo mniemanie o medytacji (medytacja? o co chodzi?). W czym pomogła mi zatem medytacja? Zanim rozpoczęłam medytować, utożsamiałam się z moimi myślami, które czasami doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Byłam zestresowana, łatwo dawałam ponosić się emocjom i generalnie szybko ulegałam wpływom innych ludzi. Od kiedy zaczęłam medytować, nabrałam do całego świata ( a i do siebie) dystansu. Stres powoli zaczął zanikać. Czułam, że wszystko tak naprawdę zależy ode mnie. Nie powiem, że moje życie nagle się odwróciło w 100%. Ale co się zmieniło, to moje podejście do otoczenia, z “podejrzliwego” do “ciekawego”, z “zestresowanego” do “zrelaksowanego”. Nadal borykam się z wyzwaniami życia, a jakże (inaczej wszystko byłoby nudne), ale przynajmniej nie zużywam niepotrzebnie energii i czuję wewnętrzny spokój.
Może następnym razem nazwę te warsztaty inaczej, np. “Jak pozbyć się stresu”, “Zbierzmy się do kupy”, albo jeszcze inaczej. Jak zwał tak zwał. Mimo tak “odstraszającego”
tytułu zebraliśmy wspaniałą grupę ludzi, którzy chcą iść do przodu. Cieszę się już osobiście poznać uczestników naszych warsztatów! Maja i ja nie możemy się doczekać!
A dla tych którzy się nie “załapali”, zachęcam mimo to do rejestracji, będziecie mieli pierwszeństwo w następnych warsztatach! A jeśli ktoś się z naszej grupy “wyłamie” (mam nadzieje, że nie!) , może spotkamy się w październiku!
Pozdrawiam serdecznie!
P.S.
Poniżej zamieszczam krotki filmik o ośrodku, w którym odbędą się warsztaty, z Maciejem Żbikiem (nauczyciel medytacji w ośrodku) w roli głównej.
I jeszcze wywiad z Maćkiem na temat medytacji:


Ostatnio komentowane