13 Dec 2011

Mity i fakty medytacji – cz.1

10 Comments Medytacje, Rozwój Osobisty, Sukces

W ciągu ostatnich pięciu lat, odkąd medytuję, rozmawiałam na temat medytacji z niezliczoną liczbą ludzi, i zarówno wśród medytujących jak i niemedytujących krąży wiele mitów na temat medytacji. Nie uważam się za żadnego guru medytacyjnego, ale podczas mojej przygody z medytacjami obaliłam wiele własnych mitów. Poniżej zamieszczam listę mitów i faktów dotyczących medytacji, z którymi spotykam się najczęściej. Zaznaczam, że opieram się jedynie na własnych doświadczeniach oraz doświadczeniach wielu innych medytujących, z którymi miałam przyjemność rozmawiać w ostatnich 5 latach.

MITY

Celem medytacji jest pozbycie się myśli

Całkowite pozbycie się naszych wszechobecnych myśli jest dla większości z nas niemożliwe. Posiadanie rozbrykanych myśli jest częścią naszego człowieczeństwa i warto to zaakceptować rozpoczynając medytacje. Oczywiście, podczas medytacji udaje nam się czasami osiągnąć stan, kiedy nasze myśli się uspokajają. Ale ten stan najczęściej szybko mija, a my znów powracamy do naszego naturalnego (nie)porządku pędzących myśli. Celem medytacji nie jest zatem pozbycie się myśli, lecz raczej ich obserwowanie, bez oceniania, z ciekawością i akceptacją tego, co jest.

Celem medytacji jest oświecenie duchowe (ang. enlightement)

Wiele osób uważa, że celem medytacji jest osiągniecie stanu oświecenia, tak jak Budda. Tylko kiedy nam się to uda, będziemy w pełni szczęśliwi. Mówiąc szczerze, nie ma sensu brać powyższego za cel medytacji. Po pierwsze, szansa na osiągniecie oświecenia poprzez medytacje jest znikoma. Po drugie, dążąc do oświecenia negujemy nasze człowieczeństwo (częścią człowieczeństwa jest borykanie się z naszymi codziennymi problemami, a nie ich całkowita eliminacja) oraz rozbudowujemy nasze duchowe ego (ang. spiritual ego).

Medytacja jest trudna

Kiedy po raz pierwszy usiadłam do medytacji, nie mogłam wytrzymać nawet kilku minut. Kiedy zaczęłam świadomie obserwować moje myśli, wydawało mi się, że jestem szalona. Po tym eksperymencie stwierdziłam, że medytacja nie jest dla mnie. Dopiero po kilku miesiącach spróbowałam jeszcze raz i zapisałam się na kurs wprowadzający do medytacji, gdzie doświadczona nauczycielka wytłumaczyła nam, co się dzieje podczas medytacji i jak skuteczniej medytować. Medytacja nie jest trudna, kiedy odpowiednio do niej podejdziemy. Na początku warto zapisać się na profesjonalny kurs w grupie, posłuchać wskazówek doświadczonych nauczycieli, a wtedy będzie o wiele łatwiej. Jeśli zaczniemy medytować samodzielnie (tak jak w moim przypadku, nie polecam ;-) ), możemy zbyt szybko zrazić się do medytacji.

Medytacja nie jest dla każdego

W ciągu ostatnich lat spotkałam wiele osób, które twierdziły: „Gosia, medytowanie jest w porządku, ale to naprawdę nic dla mnie. Siedzieć nieruchomo godzinami? Nie dam rady.” Wiele osób myśli, że jedyna forma medytacji to nieruchome siedzenie godzinami w pozycji lotosu. Ja też tak myślałam na początku. Dopóki nie zetknęłam się na moich pierwszych warsztatach z dynamicznymi formami medytacji. Podczas moich warsztatów medytacyjnych zawsze oferuję uczestnikom pełną paletę różnych form medytacyjnych: medytację siedzącą, medytację śmiechu, z muzyką, medytację prowadzoną, Vipassana, medytację hary, tańca, itp. W ten sposób każdy ma szansę znaleźć dla siebie taki rodzaj medytacji, jaki mu najbardziej odpowiada. Niektórzy lepiej medytują na siedząc, inni poruszając się. Medytacja jest dla każdego – jednak należy znaleźć odpowiednią dla siebie formę.  

Medytacja jest nudna
 „Medytacja? To musi być niesamowicie nudne. Siedzieć nieruchomo w pozycji lotosu?”. Jak wspomniałam powyżej, medytacja nie musi oznaczać nieruchomego siedzenia godzinami. Ja uwielbiam medytacje aktywne (połączenie siedzenia, poruszania się, muzyki) i nigdy nie bawiłam się lepiej jak podczas weekendowych treningów medytacji aktywnych ;-) . Po tym, jak spędziłam tydzień medytując w aszramie w Indiach, przyjechałam do domu tak nabuzowana i pełna energii, jak nigdy. I do tego świetnie się bawiłam.

Aby medytować, trzeba interesować się duchowością

Może jeszcze trzeba wyglądać jak dzieci kwiaty, no i być generalnie trochę zakręconym, według powszechnie przyjętych standardów? Muszę przyznać, że poruszając się w kręgach medytujących w ostatnich latach zaobserwowałam, że dość duża część z nich traci kontakt z rzeczywistością (np. nie mają pracy, tylko medytują całymi dniami). Medytacja często przyciąga ludzi, którzy nie chcą się w życiu wysilać, wolą jedynie usiąść i medytować, jakby medytacja mogła rozwiązać ich wszystkie problemy. Z mojego doświadczenia jednak, najlepsze efekty z medytacji osiągają ludzie, którzy mocna stoją na ziemi.  Ja mam czysto praktyczne podejście do medytacji, bez żadnych podłoży duchowych czy religijnych. Wiem, że mi dobrze służy i to mi wystarczy. Ostatnio czytając biografię mojego ulubionego mentora Steva Jobsa, dowiedziałam się, że Steve przez cale życie medytował, mając właśnie czysto praktyczne podejście do medytacji. A zatem: nie trzeba się interesować duchowością, aby profitować z korzyści płynących z medytacji.

Medytacja rozwiąże wszystkie Twoje problemy

Fajnie byłoby. Medytacja bardzo pomaga w tym, aby być szczęśliwym i spełnionym. Ale oprócz medytowania należy jeszcze coś robić – dążyć w kierunku naszych celów, rozwijać się. Wtedy nasze życie będzie pełne. Jak mówi moja mentorka: „Keep faith and move your feet!” :-)

To tyle na temat mitów medytacji. Jeśli jesteś zainteresowany faktami, zapraszam na stronę Proaktywnie, gdzie jest kontynuacja tego artykułu – tym razem porozmawiamy o faktach, czyli czym tak naprawdę jest medytacja i w jaki sposób medytowanie może nam służyć! :-)

Pozdrawiam serdecznie!

P.S. Jeśli interesujesz się medytacjami, podziel się Twoimi doświadczeniami w komentarzach. Jakie jest Twoje doświadczenie z powyższymi mitami?

 

written by
The author didn‘t add any Information to his profile yet.

10 Responses to “Mity i fakty medytacji – cz.1”

  1. Piotr says:

    Dzięki za ciekawy artykuł! Ja medytuję od kilku lat, w miarę regularnie, i muszę przyznać, że niekiedy staję się “ofiarą” powyższych mitów. Czasami podczas medytacji próbuję “pozbyć się myśli”, albo siadam do medytacji, aby rozwiązać konkretny problem. Najczęściej prowadzi to jednak do frustracji. Twój artykuł uzmysłowił mi, że moja medytacja jest czasami zbyt zorientowana na konkretny cel. Czekam na drugą część! Pozdrawiam!

  2. Gosia says:

    Piotr,

    wiem, o czym mówisz, sama często się też na tym przyłapuję. ;-) Nie jest to łatwe, usiąść do medytacji bez żadnego celu, ale można to trenować.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Gosia

  3. Mariusz says:

    Ja dziękuję za bardzo ważne zdanie “ktoś wytłumaczył, co się dzieje w trakcie medytacji”. To bardzo ważne w każdej dziedzinie, bo niektórzy guru nie raczą wytłumaczyć, co się dzieje na starcie, czego oczekiwać, co jest normalne, a co niekoniecznie ;) .

    Dzięki twoim warsztatom wiem, dlaczego medytacja oświeciła Buddę ;) . Na swój sposób, więc się oświeciłem :)

  4. Tomek says:

    Gosia,

    kilka razy się z Tobą nie zgodziłem, dziś będzie inaczej:)

    Jakkolwiek ja osobiście wiążę medytację z duchowością, to widzę w tych mitach bardzo dużo ze swojej praktyki.

    Dla mnie problemem były (i są, a co: to kolejny mit, że raz osiągnięte nastawienie będzie towarzyszyć już po wsze czasy):

    - primo, oczekiwania. Stawianie sobie jakichkolwiek celów. Jest to droga zgubna, prowadząca na manowce myślenia “chcę tego i tego, a to odrzucam”. Już patriarchowie zen (Dogen w szczególności, chyba) mówili, że medytacja to jedyna droga do stanu buddy, jednak jest to tzw. Bezdrożna Droga – jeśli myślisz o niej jak o Drodze, przestaje nią być. To dość zawiłe na poziomie umysłu, potrzebna tu niewątpliwie wiara, że cokolwiek się nie dzieje – medytacja jest dobra. W tym kontekście oczekiwania mogą tylko przeszkadzać. Tak więc jak ktoś mnie pyta, jak u mnie wygląda medytacja, mówię: “Siadam i siedzę” – i staram się tą formułę urzeczywistniać.

    - secundo, frustracja, że oczekiwania są niezaspokojone i nieakceptowanie jej. Czasem siedzenie jest dla mnie trudne; coś mnie boli, myśli latają jak odrzutowce, w kuchni kipi zupa:). Wtedy włącza mi się myślenie “eee, dzisiaj nic z tego nie będzie”. Ważne jest dla mnie, żeby z tym myśleniem pozostać i siedzieć. Siedzę więc z trudnościami, zmartwieniami, ekscytacją – może wtedy rzeczywiście mojej medytacji jest daleko od ideału, ale “jest jak jest i jest dobrze”.

    Odniosę się jeszcze do fragmentu:
    “poruszając się w kręgach medytujących w ostatnich latach zaobserwowałam, że dość duża część z nich traci kontakt z rzeczywistością”
    bo jest on według mnie niezwykle ważny. Zaobserwowałem, że są osoby, które medytację traktują jako darmową formę psychoterapii. Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ medytacja (mówię o zen, bo taką znam) zakłada rezygnację z ego, z tożsamości. Z ego może zrezygnować ktoś, kto ma je mocne i stabilne. Osoby będące w “dołku życiowym” czy też po prostu zaburzone kręcą się w kółko latami w błędnym kole wzmacniania-rezygnacji z ego. Dlatego nigdy nie zachęcam nikogo do medytowania, nawet nieco przestrzegam.

    Z drugiej strony znam osoby, które rezygnują z życia “codziennego” i spędzają lata w medytacji, ale robią to ze zdrowym nastawieniem. W tym przypadku widzę przede wszystkim rezygnację z kontaktu z rzeczywistością na rzecz poznania tej prawdziwej Rzeczywistości i bardzo ciepło o takich osobach myślę:)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Tomek

  5. Gosia says:

    Hej Tomek!

    Podoba mi się Twoje stwierdzenie: Jak u mnie wygląda medytacja? “Siadam i siedzę””. Zajęło mi trochę czasu, aby dojść do tego. I mimo wszystko czasami tez sobie myślę, siedząc na poduszce medytacyjnej: “eee, dzisiaj nic z tego nie będzie”. Ale sam fakt, że siedzimy na tej poduszce, to już sukces! Tak jak piszesz: “jest jak jest i jest dobrze”.

    Zgadzam się , ten punkt jest bardzo ważny: “Osoby będące w “dołku życiowym” czy też po prostu zaburzone kręcą się w kółko latami w błędnym kole (medytując)”. Mój nauczyciel medytacji, Ramathetha, lekarz i świetny terapeuta, powiedział kiedyś: “Nie powinieneś medytować, kiedy Ci jest źle, medytuj, kiedy Ci jest dobrze!”. Kiedy wpadamy w dołek, to raczej jest za późno na medytacje. Lepiej trenować nasze muskuły medytacyjne każdego dnia, prewencyjnie, a kiedy nadejdzie dołek, będziemy przygotowani (o czym pisałam w artykule “Czy jesteś emocjonalnie przygotowany na przeciwności”).

    Pozdrawiam serdecznie,

    Gosia

  6. Gosia says:

    Mariusz,

    dokładnie, jest tak jak mówisz. Ostatnio asystowałam w dwudniowych warsztatach medytacyjnych w centrum, gdzie się szkoliłam. Grupa liczyła 8 osób, w tym początkujący. Trenerka niestety nie wytłumaczyła dokładnie, jak zachowuje się nasz umysł podczas medytacji. Medytowaliśmy cały dzień dużo na siedząco, niewiele medytacji aktywnych (które są lepiej przyswajalne przez początkujących) Jako rezultat 2 osoby w grupy zrezygnowały po jednym dniu z dalszego kursu, po prostu nie mogli tego przetrawić, co mnie nie dziwi. Tak ot rzucić się w medytacje nie polecam.
    Jeśli wybierasz się na kurs medytacji, warto się wcześniej dowiedzieć, ile czasu będzie poświęcone na wyjaśnianie podstaw.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Gosia

  7. Adam Skowroński says:

    Witaj, Gosiu. Świetny artykuł. Sam miałem niektóre z tych przekonań w głowie, jak zaczynałem praktykować medytowanie, co tak jak i Ciebie odciągnęło mnie na parę miesięcy od zaczęcia medytacji. Najgorszym dla mnie mitem było “Celem medytacji jest pozbycie się myśli”, ha! Do dziś pamiętam, jak pierwszy raz siedziałem i “medytowałem” i po około 30 minutach, zacząłem się zastanawiać “Kurw*, medytacja ma prowadzić do wyciszenia się myśli, dlaczego ja Ciągle myślę?” i tak zapętliłem się, powtarzając to i szukając odpowiedzi na pytanie. Odpowiedź, jest prosta jesteś człowiekiem i musisz myśleć, medytacja polega na skupieniu uwagi na jednej myśli przez dłuższy czas, przez co nie zauważamy innych myśli, odcinamy się od nich.

    Pozdrawiam, Adaś :)

  8. Gosia says:

    Witaj Adam!

    Dokładnie jest tak jak piszesz, ten mit “Celem medytacji jest pozbycie się myśli” jest najczęstszym powodem frustracji u początkujących medytatorów, i sprawia, że wycofują się oni z praktyki medytacyjnej. A tymczasem chodzi jedynie o bycie uważnym ;-)

    Pozdrawiam serdecznie,

    Gosia

  9. Maciej Lasota says:

    Ja odkąd pamiętam zawsze dążyłem do wytłumienia myśli i początki też były straszne czasem nawet minuty nie potrafiłem wysiedzieć. Przełom miałem na Woodstocku, gdzie w jednym z namiotów jakiejś odmiany jogi siedziałem i patrzyłem się w jeden punkt. Potem miałem epizod w ośrodku Zen w Łodzi. Trzy 20 min sesje i chyba 2 dni wyluzowany chodziłem. Co do oświecenia to kwestia przekonania :) Dla mnie to jest cel mojego życia. Z tym, że droga do niego wiedzie tylko i wyłącznie przez życie i doświadczenia jakie dzięki niemu zbieramy. Medytacja poszerza moją świadomość dzięki temu czasem mogę się zdystansować i spojrzeć inaczej na wszystko, wynieść z życia coś nowego. Wszystko jest kwestią naszego postrzegania. Co do stabilności emocjonalnej hmm medytowałem i czasem medytuje kiedy mam doła albo jest przeładowany jakimiś negatywnymi myślami. Medytowanie w moim przypadku wycisza negatywne myśli i mogę spojrzeć na problem spokojnie i z dystansem. Jeśli medytuję nad jakimś problemem albo mam pytanie na które nie znam odpowiedzi to nie medytuję aż coś się pojawi. Wchodzę w stan wyciszenia zadaję pytanie medytuję jeszcze chwilkę, wychodzę i zapominam. Po jakimś czasie otrzymuję odpowiedź na zasadzie niespodziewanego pomysłu.

  10. seba says:

    aaa, szkoda ze blog padnie niedługo, dopiero zaczalem cYZtac…

    “Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ medytacja (mówię o zen, bo taką znam) zakłada rezygnację z ego, z tożsamości.”

    Z tym się nie zgodzę, bo mindfulness (pojęcia nie mam jak to po polsku się zwie) pomógł mi niesamowicie z nerwicą.