16 Jan 2012

Jak twarda jest Twoja skóra?

11 Comments Przedsiębiorczość, Rozwój Osobisty, Sukces

Jeśli jesteś przedsiębiorcą, bądź zastanawiasz się nad założeniem własnego biznesu, warto odpowiedzieć sobie na pytanie: jak twarda jest Twoja skóra? Moja mentorka zawsze powtarza: “Praca na własny rachunek jest najwyższym testem rozwoju osobistego. Jeśli chcesz naprawdę zobaczyć, gdzie jest Twój limit, musisz tego spróbować. Inaczej jedynie mówisz o rozwoju osobistym, a tak naprawdę nic o tym nie wiesz”. Kiedy rozpoczynałam prowadzenie tego bloga cztery lata temu, traktowałam rozwój osobisty hobbistycznie. Co prawda pracowałam nad sobą i udało mi się dużo osiągnąć, jeśli chodzi o poznanie siebie. Ale w pewnym momencie nie mogłam się już dalej rozwijać będąc pracownikiem korporacji i wiedziałam, że nadszedł następny etap mojego rozwoju osobistego, czyli praca na własny rachunek. Porzuciłam zatem korporację, i wybrałam się na nieznane wody, pełna entuzjazmu, ale i obaw. Mogłam pozostać na mojej cieplutkiej posadce przez wiele lat, ale czułam, że nie nie mogę tego zrobić, z respektu dla siebie samej.

Jako przedsiębiorca jesteśmy naszą firmą. Pracując w korporacji możemy się “przykryć” wizytówką naszej firmy. Jeśli klienci są niezadowoleni z produktów, to nie nasza wina, ale korporacji. Kiedy klienci narzekają na serwis, winimy za to procesy korporacji. Nie musimy wszelakich narzekań na produkty czy serwis korporacji brać do serca, większość z nich to nie nasz problem. Największy problem, to może to, że nasz szef powie do nas kilka ostrych słów, gdy nie spełniamy jego oczekiwań. Ale i wtedy możemy zawsze pomyśleć: “On jest beznadziejny”, i nie brać tego do siebie. Jako przedsiębiorca jesteśmy odpowiedzialni za wszystko. Jeśli klienci narzekają na nasze produkty, to nasza wina. Jeśli klienci są niezadowoleni z naszego serwisu, to nasza wina. To już zupełnie inny kaliber odpowiedzialności. Całkowita przejrzystość. Przedsiębiorca musi być gotowy udźwignąć ten ciężar odpowiedzialności każdego dnia. Trzeba mieć wysportowane mięśnie. Ale i twardą skórę.

Często porównuję osoby pracujące na własny rachunek do artystów. Kreują coś nowego podobnie jak artyści. Tworzą sztukę. A sztuka to bardzo osobista sprawa, nie ważne czy jesteś muzykiem, pisarzem, malarzem, czy przedsiębiorcą. I dlatego wszelka krytyka naszej sztuki trafia prosto do serca. Cieszymy się bezgranicznie z sukcesów, ale i krytyka dotyka nas bardziej boleśnie. Kiedy artysta namaluje obraz, a opinia publiczna go z skreśli, to tak, jakby oceniali bezpośrednio  jego osobę. Bo jego sztuka to on. I dlatego tak ważne jest posiadanie twardej skóry, która pozwoli nam odróżnić konstruktywną krytykę od ataku sfrustrowanych narzekaczy.

Niedawno pod moim artykułem na temat medytacji pojawił się następujący komentarz:

“Wszystko fajnie i pięknie opisane. Ale jest jedna wada tego, że jeżeli już ktoś prowadzi jakiegoś bloga i zaczyna coś opisywać w danej dziedzinie, to od razu idzie w strony zarobku. Jak za warsztaty z medytacji można wziąć 265 zł. Takie coś powinno być za darmo, a tym bardziej każdy człowiek, który chciałby się z tym zapoznać na pewno nie dałby 265 zł za taką praktykę.. Nie należę do ludzi, którzy ciągle narzekają – praktykuje medytacje ZEN i jeżeli mam znajomych, którzy to praktykują i chcemy poświęcić komuś innemu tą wiedzę nie ściągamy z nikogo pieniędzy. Ale jest to dla mnie mega absurdalne, żeby za to brać pieniądze, bo nie na tym to polega.. Zresztą sam „Budda” był tylko człowiek i nie uważał się za istotę boską, tylko uczył przez całe swoich praktyk nie ściągając z nikogo pieniędzy”

Jeszcze kilka lat temu wzięłabym sobie taki komentarz do serca, a i może całkowicie zarzuciła prowadzenie warsztatów. Całe szczęście z czasem moja skóra stała się coraz twardsza, i nauczyłam się odróżniać konstruktywną krytykę (za którą jestem zawsze wdzięczna, bo pozwala mi się rozwijać) od ataku niezadowolonych krytyków. Teraz kiedy widzę podobne reakcje, jedynie się do siebie uśmiecham, zawijam rękawy i dalej robię swoje. Nie zawsze jest to proste, ale z czasem przychodzi coraz łatwiej.

Jako artysta musisz uodpornić się na sfrustrowanych narzekaczy i zawodowych krytyków. Nie możesz im pozwolić stanąć na drodze Twojego procesu twórczego. Oni zawsze będą się pojawiać, i będą w Ciebie ciskać błotem. Próbować powstrzymać Cię od realizacji Twojej pasji. Ale ty wiesz, że musisz robić swoje.

Pozdrawiam serdecznie!

written by
The author didn‘t add any Information to his profile yet.

11 Responses to “Jak twarda jest Twoja skóra?”

  1. Mikołaj says:

    Co do pieniędzy, to kwestia przekonań.
    Dla mnie jest czymś dobrym i naturalnym płacić komuś za coś, co robi dobrze i co mi pomaga, bo powietrzem siebie czy swojego dziecka nie wykarmię. I zawsze jestem skłonny zapłacić ludziom wielkie pieniądze, a czasem niektóre rady (same rady) są warte tysiące złotych, jeśli potrafimy słuchać i ruszać tyłkiem..

    A co do twardej skóry. :)

    Mój mentor mówił mi, że jeśli chcę dojść do czegoś i osiągać swoje cele, muszę poczuć co to ból, strach i cierpienie.

    Jeszcze warto zauważyć, że wszyscy czujemy strach, cierpienie i ból, teraz tylko warto coś z tego mieć i dobrze to wykorzystać.

  2. Gosia says:

    Hej Mikołaj!

    Podoba mi się Twoje stwierdzenie: “czasem niektóre rady (same rady) są warte tysiące złotych, jeśli potrafimy słuchać i ruszać tyłkiem..”. W tym całe sedno sukcesu.
    A co do pieniędzy, to ja również bardzo chętnie płacę ludziom, którzy pomagają mi się rozwijać. Pieniądze generalnie powinny być w stałym obiegu, kiedy wydajemy na własny rozwój, wtedy więcej tworzymy, i otwieramy się na dostatek. Ale to już temat na osobny post ;-)

    Pracując na własny rachunek strach, cierpienie i ból to dzień powszedni. Warto wiec się z tym zaznajomić, zaakceptować i nie dać się! ;-)

    Pozdrawiam serdecznie!
    Gosia

  3. Mariusz says:

    Ja nadal czeam na odpowiedź dlaczego Sebastian tak napisał i dlaczego uważa, że medytacje powinny być za darmo. Tym sposobem wszystkie wytwory intelektu powinny być za darmo. W tym moje szkolenia (więc bronię mojego interesu ;) ).

    Popełniłem jakiś czas temu wpis rozwijający ideę jednego z elementów nierozerwalnie związanego z osiąganiem sukcesów, czyli CRAP (Criticis Rejection Assholes Pressure). Gdy zaczynałem moją działalność dostałem mega rady a propos gier symulacyjnych: każdy to ma, ludzie tego nie kupią, czemu mają kupować od Ciebie?

    Co się okazało? Niewiele firm je tak naprawdę ma, firmy to kupują, chcą kupować ode mnie bo robię to z sercem. Tak jak pisze Gosia – twarda skóra + myślenie + zawsze refleksja “czego mogę się nauczyć z takiej krytyki”?

    Tutaj pewnie nauczka jest taka. Obiekcja niektórych ludzi – po co mam płacić za siedzenie bez sensu i słuchanie czegoś, czego mogę dowiedzieć się z netu? Ja widzę kilka powodów:
    - płacisz za zorganizowanie grupy ludzi, z którymi wymienisz poglądy
    - płacisz za zorganizowanie miejsca z odpowiednimi warunkami
    - płacisz za sprawdzoną wiedzę i doświadczenie (potwierdzone przez innych uczestników)
    - oszczędzasz czas na czytanie i eksperymentowanie, bo ktoś zrobił to za Ciebie (najczęściej zabawa z medytacjami i książką kończy się niczym).
    - aha i przy okazji, to cena za 2 dni! – o tym nawet ja zapomniałem.
    Jeżeli się nad tym zastanowić, to cena warsztatów jest naprawdę niska!

    Myślę, że warto dodać odpowiedź w tym stylu do FAQ warsztatów, bo pewnie więcej osób może się wahać. Ale to tylko moja rada. Faktura przyjdzie pocztą ;) .

    Link do artykułu, gdyby ktoś się wciągnał w temat CRAP:

    http://www.proaktywnie.pl/2011/07/crap-%E2%80%93-czyli-cokolwiek-robisz-na-pewno-robisz-to-zle/

  4. Gosia says:

    Hej Mariusz,

    nic dodać, nic ująć :-) Pomysł z FAQ bardzo dobry, wcielę w życie, i czkam na fakturę ;-)

    I jednocześnie jestem świadoma, że nie jestem w stanie przekonać wszystkich do udziału w warsztatach. Ci, którzy są przyzwyczajeni do inwestowania w siebie, nie będą mieli problemu z podjęciem decyzji. Osoby, które uważają, że cena jest wygórowana (lub też, że w ogóle jest cena ;-) ), niech lepiej zostaną w domu. W ten sposób na warsztatach zbiera się grupa świetnych ludzi, którzy pragną się rozwijać i inspirują siebie nawzajem.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Gosia

  5. Maciej Lasota says:

    Co do płacenia hmm… z jednej strony płacenie komuś za coś może być wyrazem szacunku i miłości dzięki temu możemy pokazać komuś, że otrzymaliśmy coś na prawdę wartościowego i doceniamy to co otrzymaliśmy. Z drugiej mam awersje do modelu biznesowego w sprawach duchowych. Za niektóre rzeczy po prostu nie wyobrażam sobie możliwości wzięcia od kogoś pieniędzy głównie właśnie jeśli chodzi o sprawy duchowe bo uważam to za swój moralny i duchowy obowiązek. Jednak obecnie kultura zachodnia spłyca niektóre rzeczy. Medytacji używa się raczej do radzenia sobie ze stresem niż drogi poszerzania świadomości. W takim wypadku raczej nie miałbym oporów z “wyzyskiwaniem” :) . Sam obecnie praktykuję medytację zen oraz Mer-ka-ba. Zwłaszcza ta druga robi sporą rewolucję w świadomości i ciele energetycznym.

  6. Mikołaj Kowalski says:

    Ja wyobrażam sobie nawet darowanie pieniędzy za seks Nigdy tak nie zrobiłem ale wyobrażam to sobie. :)

    Oczywiście mam na myśli seks z miłości a nie dosłownie seks za pieniądze, czyli korzystanie z usług.
    Nic złego żeby jeden z partnerów po udanym seksie oferował mu z miłości 10 000 zł .

    Kwestia podejścia do pieniędzy, dla mnie pieniądze są czymś cudownym, bo wiem jak się nimi posługiwać i wykorzystywać do dobrych celów i moim zdaniem tak właśnie powinno się je wykorzystywać.

    Pieniądze nie niszczą życia, pieniądze nie niszczą zdrowia, pieniądze nie niszczą związków, pieniądze nie niszczą religii, to ludzie to robią.

  7. Paulina says:

    Witam,

    Każdy płaci za to za co uważa, że ma dla niego wartość. Jak już wydaję na coś kasę to z przekonaniem, że to coś jest tego warte. Pewnie, że może i lepiej nauczyć się relaksacji(określenie medytacja dla mnie jest czymś duchowym-nie każdy musi się ze mną zgadzać) u boku osoby, która nas dobrze pokieruje. Z drugiej strony zgadzam się z Maciejem, że sprawy duchowe należny oddzielać od strefy materialnej. Moim zdaniem we wszystkim należny zachować umiar i równowagę. Za niektóre rzeczy nawet nie wyobrażam sobie płacić, gdyż są dla mnie bezcenne. Fajnie jest mieć bezinteresownych przyjaciół i pomagać komuś bezinteresownie. Wtedy się czuje,że świat nie jest aż tak interesowny.

    Pozdrawiam wszystkich ciepło i serdecznie:*

  8. Paulina says:

    To nie pieniądze stwarzają ból, ale brak pieniędzy. Uważam, że to co robimy z pieniędzmi i w jaki sposób je pozyskujemy – uczciwy czy nie jest ważne.

    Pozdrawiam:*

  9. Sebastian says:

    Szczerze nie chodziło mi o krytykę waszych nauk czy coś w tym stylu, bo to jest akurat wasza sprawa i wydało mi się to lekko śmieszne. Może źle to odebraliście,ale mogę wam podać taki przykład : Przychodzi uczeń do buddysty i prosi go o nauki medytacji. To on nie patrzy się z perspektywy pieniędzy, tylko przekazuje mu swoją wiedzę na temat buddyzmu lub medytacji.

    Np. Ja nie mogę powiedzieć, że prowadzę warsztaty czy coś w tym stylu. Ale spotykamy się ze znajomymi i oni sprowadzają swoich znajomych i tak powstaje nasza grupa, która medytuje przekazuje im też jakąś wiedzę na temat buddyzmu, medytacji itd. Ale nie żądam od nich w ogóle żadnych pieniędzy, bo nauka i uczenie nie polega na inwestowaniu w to pieniędzy, bo nie o to chodzi w przekazywaniu wiedzy żeby brać od kogoś pieniądze. Tylko cieszyć się tym, że ktoś chce Ciebie wysłuchać i robi to z zainteresowaniem.
    A pieniądz jest rzeczą nabyta – jest a potem go wydajemy.

    Pozdrawiam!

  10. Paulina says:

    Sebastian,

    super, że spotykacie się z przyjaciółmi by wspólnie pomedytować:)w grupie zawsze raźniej:)
    Fajna inicjatywa, działanie typowo prospołeczne:) Nie znam Cię, ale uważam, że masz ustalone swoje wartości i się ich trzymasz – i dobrze:) Ja mam swoje wartości i się ich trzymam, ktoś inny ma tez swoje wartości i to też jest w porządku:) Oddzielasz sferę duchową od materialnej, medytacja jest dla Ciebie przeżyciem typowo duchowym i dobrze:).
    Dajesz coś cennego od siebie, pewnie ludzistka są Tobie wdzięczni. Tak to już jest, że dajemy coś, potem otrzymujemy coś niekoniecznie z tego samego źródła. Podstawa: uczciwość, dobra intencja i równowaga:)

    Pozdrawiam:*

  11. maur says:

    To ja dla odmiany skomentuję pierwszą część postu. ;)
    Kierując czasem ludźmi w róznych firmach przekonałem się, że bardzo łatwo przychodzi im zrzucanie winy na cokolwiek innego. Kilka razy usłyszałem “Dałem ciała, przepraszam, od tej pory wprowadze małą zmianę do metodyki swojej pracy (ewentualny opis), która pozwoli mi zapobiec takim sytuacjom”.
    Ba. Nawet stwierdzenia “Moja wina, przepraszam” czasem też ze świecą szukać.
    Winny szef, klient, żona(!), samochód, wszystko, tylko nie ja.

    Sam nieraz obwiniałem szefa/klienta o coś. Miałem racje czy nie – lżej na duszy.
    Prowadząc własną firmę, oprócz nienormowanych godzin przychodzi brutalna prawda. Zmienia się trochę podejście – nawet jesli samochód nawalił, okradli mnie i na koniec miałem wypadek – to zamiast “dam znać szefowi, zrozumie”, jest “mogłem dać dalszy termin, zacząć szybciej, zlecić część pracy komuś”.. ;)

    Dopiero uzmysłowiłem sobie to w sumie po Twoim poście. :) Zwykle porównując etat/wolny zawód/działalność mówi się o L4, finansach, kosztach, godzinach pracy. A tu rzeczywiście, jeden z bardziej różnych czynników. I bardziej oddziałujących na nas. :)

Leave a Reply