Od naszych warsztatów medytacyjnych minęło już trochę czasu, wiec należy zrobić małe podsumowanie.
Generalnie warsztaty były udane, oto co mówili uczestnicy:
“Świetne otoczenie, organizacja wnętrza, szeroki wachlarz technik”
“Jak najbardziej pro! Wszystko było super przygotowane , wytłumaczone i przekaz trafił prosto do serca”
“Na warsztatach poszerzyłem swoje horyzonty, poznałem wiele technik. Organizatorki miały jak najbardziej pozytywne nastawienie do świata! Tak dalej!”
“Super sprawa! Dzięki wielkie!”
“Zdecydowanie stwierdzam, że medytacja jest skuteczna i coraz bardziej wierzę w jej działanie”
“Nie ważne jak medytuję, nie ważne czy zawsze się uda, najważniejszy jest czas poświęcony samemu sobie”
“Zafascynowała mnie różnorodność technik medytacyjnych, będę szukać dalej
”
“Super dziewczyny! Jesteście idealne!
”
Jeden z uczestników – Mariusz – napisał post zainspirowany warsztatami. Polecam!
Jestem naprawdę pełna podziwu dla wszystkich uczestników, którzy poświecili cała wolną sobotę na naukę medytacji, niektórzy przyjechali nawet z Białegostoku, czy też z Lodzi. Na warsztatach starałam się przedstawić uczestnikom jak najwięcej technik medytacyjnych (w tym niektóre naprawdę niewiele rozpowszechnionych w Europie, a i na świecie), i chyba się udało.
Z drugiej strony warsztaty te były dla mnie lekcją. Generalnie potwierdziłam udział dla 19 uczestników, a pojawiło się jedynie 10-ciu (oczywiście niesamowicie wspaniałych uczestników). Od dwóch uczestników otrzymałam informację, że nie pojawia się na warsztatach, w piątek wieczorem, pozostała siódemka po prostu się nie pojawiła, bez żadnego znaku życia, mimo, że w mailu potwierdzającym prosiliśmy, że gdyby nie mogli wziąć udziału, powinni dać nam znać, abyśmy wciągnęli kogoś z listy rezerwowej. Cóż, człowiek na błędach się uczy. Chyba wierzę ciągle w jakieś ideały - uczciwość, dyscyplina, dotrzymywanie słowa (to dla mnie bardzo ważne wartości). Całe szczęście, że jeden z uczestników ściągnął mnie na ziemie i powiedział, że to normalne. Tak zwykle jest, że ludzie po prostu się nie pojawiają, albo odmawiają kilka godzin wcześniej. OK, następnym razem postaram się przyciągnąć jedynie ludzi, którzy traktują udział w takich warsztatach na poważnie (jak oczywiście moja wspaniała dziesiątka!
), i będę musiała też zweryfikować to zaangażowanie (czyli przedpłata jako gwarancja rezerwacji miejsca). Inaczej nie ma sensu, mogę równie dobrze leżeć na plaży. Taki jest life. Ale to mój problem, zostawmy to zatem.
W czasie warsztatów pojawiło się zainteresowanie uczestników dotyczące technik redukcji stresu w trudnych sytuacjach. Jako, iż ten workshop nie był pod tym kontem zorientowany, ale posiadam duże doświadczenie na ten temat, postanowiłam następnym razem dołączyć ten aspekt do warsztatów.
Planujemy następne warsztaty na styczeń/ luty 2011. Tym razem będzie to jeden dzień wprowadzenia do rożnych technik medytacyjnych, jak tym razem, a drugi dzień będzie zawierał elementy konkretnych technik zarządzania stresem, inteligencji ciała (Conscious Embodiment wg. Wendy Palmer) oraz medytacji. Tym razem warsztaty będą miały już konkretna cenę. Spędziłam setki godzin na szkoleniach z zakresu medytacji, coachingu i redukcji stresu, z najlepszymi nauczycielami na świecie, i mam jak najlepsze wykształcenie w tej dziedzinie. Zatem jeśli ktoś oczekuje konkretnych rezultatów, zapraszam. Informacja niedługo pojawi się na tej stronie. Stay tuned!
Pozdrawiam serdecznie!
P.S.1 Pobyt w Warszawie był naprawdę świetny! Po zajęciach udałyśmy się na medytację taneczną to Bollywood Lounge!
Świetna muzyka i atmosfera! Następnego dnia też czekała na nas przygoda: po śniadaniu na Placu Trzech Krzyży wracałyśmy do hotelu, aby pojechać taksówką bez stresu na lotnisko. Tymczasem dziwnym trafem zaczęto blokować ulice, okazało się, że w pobliżu naszego hotelu przebiega trasa maratonu, i żadne taxi nie mogło podjechać pod hotel. Samolot za 1,5 godziny, co robimy? Zebrałyśmy zatem szybko nasze walizki i pędzimy przed siebie. Gdzie? Jeszcze nie wiemy. Nigdzie ani śladu taksówki, przed nami maratończycy. Idziemy zatem przed siebie. Z Placu Trzech Krzyży przedarłyśmy się przez maraton (a złorzeczyli ci maratończycy!) i zmierzamy do dworca centralnego, w nadziei złapania jakiejś taksówki. Całe ulice stoją, zablokowane, nic się nie rusza. Pędzimy przed siebie, pot spływa nam z czoła, w końcu niedaleko dworca centralnego widzimy jedną jedyną taksówkę. Pytamy: “Pan wolny”? – Tak. “Na lotnisko?” Nie ma problemu. Ten pan taksówkarz był naszą karmą.
P.S.2: Sorki za jakość zdjęć, niestety nie pomyślałyśmy o naładowaniu baterii aparatu, więc posłużyłyśmy się jedynie telefonem

Ostatnio komentowane