Author Archive

07 Dec 2010

Co jest teraz najważniejsze?

3 Comments Efektywność, Kariera, Sukces

Jestem zodiakalnym bliźniakiem. Dla tych z Was, którzy nie znają charakterystyki tego znaku – jestem niesamowicie ciekawa nowego, próbuję setek nowych rzeczy, robię wiele rzeczy na raz, w obawie, że coś może mnie ominąć. Generalnie bardzo to lubię, i jestem zadowolona, kiedy dużo się wokoło  mnie dzieje, wtedy rozkwitam. Ale ma to też swoje mniej jasne strony. Fakt, że robię wiele rzeczy na raz, często prowadzi do tego, iż nie poświęcam danej sprawie należytej ilości czasu, skutkiem czego często wydaje mi się, że kręcę się w miejscu.

Na ostatniej sesji z moją mentorką przyjrzałyśmy się temu zjawisku. Okazało się, że najlepsze rezultaty osiągałam w okresie, kiedy to koncentrowałam się na jednej rzeczy w danym momencie, w odróżnieniu do posiadania niezliczonej ilości projektów. Moim wyzwaniem w życiu jest zatem koncentracja, i myślę, że wielu z Was może się z tym zidentyfikować.

Kiedy wydaje nam się, że nie posuwamy się do przodu, warto rzucić okiem, jak się ma nasza koncentracja. Czy mamy zbyt wiele projektów? Czy dobrze ustawiliśmy nasze priorytety? Czy robimy to, co jest ważne, a nie to, co akurat mamy pod ręką? Warto odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie: co jest dla mnie TERAZ najważniejsze? I mieć przed oczami naszą jedyną ważną sprawę.

Koncentracja wpływa niesamowicie na jakość naszego życia, dodaje mu przejrzystości i jasności. Nagle nie czujemy się zagubieni w zgiełku codziennego dnia, bo mamy nasz kompas. Kompas wskazuje tylko północ. Co jest dzisiaj Twoją północą? Dla mnie w tym momencie mojego życia najważniejsze są pełne zaufania i radości stosunki z moją rodziną i przyjaciółmi, i każdego dnia, cokolwiek robię, nie tracę z oczu tego, co jest dla mnie w tym momencie najważniejsze.

Skonstruuj Twój własny kompas, odpowiadając na następujące pytanie:

  • Jaka JEDNA rzecz jest teraz najważniejsza w Twoim życiu?

Jeśli masz odpowiedź na pierwsze pytanie, odpowiedz na drugie:

  • Jaki JEDEN, mały krok mogę wykonać dzisiaj (jutro, w tym tygodniu), aby uhonorować to, co jest dla mnie teraz najważniejsze?

Pozdrawiam serdecznie!

24 Nov 2010

Warsztaty w Warszawie, 22-23 stycznia 2011

No Comments Rozwój Osobisty, Sukces

Juhu!! – znów przyjeżdżamy do Warszawy! :-) Po naszych październikowych warsztatach otrzymaliśmy wiele zapytań od Czytelnikowi, kiedy znów będziemy z warsztatami w Warszawie, wiec oto one! Poniżej kilka słów wprowadzenia ode mnie (filmik został nakręcony spontanicznie, wiec proszę o wyrozumiałość ;-) ) i po resztę szczegółów zapraszam na stronę warsztatów!

Do zobaczenia w Warszawie! :-)

23 Nov 2010

Język ciała, czyli jak się ma 70% naszego przekazu?

5 Comments Rozwój Osobisty, Sukces

Według badań 70% naszej komunikacji odbywa się za pomocą tzw. “języka ciała”, czyli słowa składają się jedynie na ok. 30% naszego przekazu, reszta to komunikacja niewerbalna: postawa ciała, mimika, gestykulacja i szeroko pojęta energia, jaką emanujemy.

Czyli z tego wynika, że ważne jest co komunikujemy, ale o wiele ważniejsze jest, w jaki sposób komunikujemy.

To samo mądre zdanie, ten sam ciekawy i doszlifowany argument możemy wygłosić na wiele sposobów. Używając umiejętnie naszego “języka ciała” zrobimy wrażenie, zaś ignorując język ciała (bądź będąc nieświadomym jego znaczenia) dużo tracimy.

Wszystkie elementy mowy ciała, czyli postawa, gestykulacja, mimika, spojrzenie, itd. składają się na specyficzną energię, jaka emanujemy będąc w grupie. Ta energia sprawia, iż inni nas słuchają, zwracają uwagę, szanują, lub też unikają, nie lubią, ignorują.

Podczas ostatniego pobytu w Londynie na kursie trenerskim z Wendy Palmer dużo eksperymentowaliśmy z mową ciała. Według badań “aurę energetyczną” najszybciej wychwytują dzieci i zwierzęta, i tak np. małe dzieci albo pies od razu “odczytują” energię dorosłych, np. kiedy są sfrustrowani, rozdrażnieni, niepewni siebie, itp.

Ostatnio zaobserwowałam, jak szybko mnie “rozszyfrował” mój pies. W niedzielę wstałam z łóżka naprawdę lewą nogą. Był to jeden z takich dni, kiedy wszystko mnie irytowało. Z rana nawet jeszcze nie przypuszczałam, że “tak mi zostanie” przez cały dzień, ale mój pies już wiedział o co chodzi. Zwykle rozbrykana i zadowolona psina, zawsze skora do zabawy, tego dnia całkowicie mnie unikała i nie odstępowała na krok mojego męża. Wieczorem mąż pojechał na mecz i mój pies został ze mną. Zwykle wieczorami gramy “w kość”, czasem pozwolę mu wskoczyć na kanapę, tym razem jednak psina wyczuła mój humor i udała się na piętro, w najbardziej oddalony zakamarek domu, aby mi nie wchodzić w drogę. I miał racje, bo nie było ze mną zabawy tego dnia. Dodam, że tego dnia nie zachowywałam się inaczej niż zwykle, na nikogo nie krzyczałam, nie “okazywałam” swojego stanu emocjonalnego, tylko po prostu “gotowałam się wewnętrznie”.

Było to dla mnie naprawdę niesamowite doświadczenie – pies nie rozumie tego, co mówię, ale od razu wykrył energię mojego ciała i odpowiednio zareagował. To samo jest z ludźmi, możemy coś mówić, ale jeśli nasze ciało przekazuje zupełnie inną energię, nikogo nie uda nam się nabrać. Niezwykle ważne jest zatem dbać o autentyczną spójność naszego przekazu.

Jeżeli zatem przygotowaliśmy dobrą co do treści i argumentów prezentację, to zrobiliśmy dopiero 30% dobrego. Teraz pora zastanowić się nad pozostałymi 70% brakującymi nam do sukcesu, czyli nad sposobem przekazu.

Pozdrawiam serdecznie!

20 Nov 2010

Stres a ciało

2 Comments Rozwój Osobisty, Sukces

Tydzień temu byłam w Londynie, gdzie po raz kolejny uczestniczyłam w szkoleniu trenerów  z Wendy Palmer. Wendy, Amerykanka, jest kobietą po sześćdziesiątce, mieszka na stałe w Kalifornii, posiada czarny pas w Aikido i jest uosobieniem niesamowitej mądrości, radości życia i optymizmu. Takiej energii pozazdrościłby Wendy niejeden dwudziestolatek.

Wendy jest autorką innowacyjnego programu rozwoju osobistego Conscious Embodiment, wywodzącego się z tradycji Aikido i prowadzi cieszące się niesamowitą popularnością warsztaty w USA, Kanadzie, Afryce Południowej oraz od niedawna także w Anglii. Kiedy po raz pierwszy wzięłam udział w jej szkoleniu, od razu wiedziałam, że to jest to. Okazało się również, że Wendy otwiera pierwszy program szkolenia trenerów Conscious Embodiment w Europie i tak się zaczęła moja przygoda.

OK, teraz do rzeczy, o co w tym wszystkim chodzi? Co to w ogóle jest Conscious Embodiment? Dosłowne tłumaczenie na polski dałoby nam: “Świadome ucieleśnienie”, ale niewiele nam to mówi, prawda? Jak zwał tak zwał, generalnie celem ćwiczeń zawartych w tym programie jest zbudowanie świadomego kontaktu z naszym ciałem, obserwacja naszych podświadomych reakcji na stres i nauka koncentracji energii, abyśmy mogli umiejętniej reagować w napiętych sytuacjach. Podczas tego programu pracujemy dużo z naszym ciałem, jego podświadomymi reakcjami, oddechem i energią.

Jak Wendy mówi: “Nie możemy zmienić naszej świadomości posługując się jedynie naszym umysłem”. Okazuje się, że nasze odruchowe reakcje na stres zakodowane są w naszym ciele i zwykle jesteśmy tego nieświadomi. Dzięki ćwiczeniom opracowanym przez Wendy jesteśmy w stanie “odkryć” te nieświadome reakcje i w bardziej umiejętny sposób reagować w stresowych sytuacjach. Wendy podkreśla również wagę odpowiedniej postawy ciała i jej wpływ na komunikację i postrzeganie nas przez innych.

Uświadomiłam sobie, że ciężko mi jest pisać o tym programie. Po prostu trzeba to przeżyć! ;-) Generalnie uczestnicy warsztatów dostają do ręki wiele praktycznych narzędzi, jak lepiej radzić sobie ze stresem, jak umiejętnie komunikować, słuchać, być pewnym siebie. Dla mnie praca z technikami Wendy jest idealnym uzupełnieniem praktyki medytacji, i generalnie przynosi niezwykle pozytywne rezultaty dla każdego z nas, znajdującego się na drodze rozwoju osobistego.

W styczniu 2011 planuję następne warsztaty w Warszawie, i jeden dzień będzie poświęcony właśnie powyżej opisanym technikom. Po raz pierwszy w Polsce! :-) Informacje o warsztatach wkrótce!

Pozdrawiam serdecznie!

02 Nov 2010

Zrobiłam to jeszcze raz!

5 Comments Medytacje, Rozwój Osobisty, Sukces

W marcu pisałam o tym, jak przeprowadzałam głodówkę oczyszczającą. Tak  mi się to spodobało, że postanowiłam zrobić kolejną głodówkę w ubiegłym tygodniu, według zaleceń specjalistów, którzy polecają stosowanie głodówek oczyszczających 2 razy w roku.

Tym razem było już łatwiej, niż za pierwszym razem, bo wiedziałam czego oczekiwać. Pierwszy dzień, czujemy się nieciekawie, jako że rozpoczyna się proces oczyszczania i toksyny przedostają się do krwi, skutkiem czego jesteśmy zmęczeni. Ale od drugiego dnia jest tylko z górki.

Od drugiego dnia głodówki czułam się świetnie, chyba nawet o wiele lepiej, niż w marcu. Dodam, że podczas głodówki cały czas pracowałam, i okazało się, że właśnie drugiego dnia pojawił się skomplikowany projekt, wymagający pełnej koncentracji i pracy na wysokich obrotach. Pomyślałam sobie – ale trafiło, akurat podczas mojej głodówki. Ale nie było z tym żadnego problemu – pracowałam jeszcze efektywniej, niż zwykle, mój umysł był niesamowicie jasny i nie miałam żadnego problemu z koncentracją. A kreatywne idee pojawiały się jedna za drugą. ;-)

Generalnie podczas całej głodówki miałam ciągle wysoki poziom energii, który utrzymał się również po zakończeniu głodówki. I to jest właśnie najlepsze – że te pozytywne efekty utrzymują się jeszcze długi czas po zakończeniu postu.

Pod koniec głodówki aż nie chciałam, aby się skończyła, bo tak świetnie się czułam! ;-)

Polecam wypróbować  głodówkę oczyszczającą – warto to zrobić dla ciała, umysłu i ducha! I oczywiście: pamiętajcie o zasięgnięcie wskazówek fachowca (dobra książka lub lekarz, jeśli macie problemy ze zdrowiem).

Nie taki głód straszny! ;-)

05 Oct 2010

Warsztaty medytacyjne w Warszawie – podsumowanie

2 Comments Medytacje, Rozwój Osobisty

Od naszych warsztatów medytacyjnych minęło już trochę czasu, wiec należy zrobić małe podsumowanie. :-) Generalnie warsztaty były udane, oto co mówili uczestnicy:

“Świetne otoczenie, organizacja wnętrza, szeroki wachlarz technik”

“Jak najbardziej pro! Wszystko było super przygotowane , wytłumaczone i przekaz trafił prosto do serca”

“Na warsztatach poszerzyłem swoje horyzonty, poznałem wiele technik. Organizatorki miały jak najbardziej pozytywne nastawienie do świata! Tak dalej!”

“Super sprawa! Dzięki wielkie!”

“Zdecydowanie stwierdzam, że medytacja jest skuteczna i coraz bardziej wierzę w jej działanie”

“Nie ważne jak medytuję, nie ważne czy zawsze się uda, najważniejszy jest czas poświęcony samemu sobie”

“Zafascynowała mnie różnorodność technik medytacyjnych, będę szukać dalej :-)

“Super dziewczyny! Jesteście idealne! :-)

Jeden z uczestników – Mariusz – napisał post zainspirowany warsztatami. Polecam! :-)

Jestem naprawdę pełna podziwu dla wszystkich uczestników, którzy poświecili cała wolną sobotę na naukę medytacji, niektórzy przyjechali nawet z Białegostoku, czy też z Lodzi. Na warsztatach starałam się przedstawić  uczestnikom jak najwięcej technik medytacyjnych (w tym niektóre naprawdę niewiele rozpowszechnionych w Europie, a i na świecie), i chyba się udało.

Z drugiej strony warsztaty te były dla mnie lekcją. Generalnie potwierdziłam udział dla 19 uczestników, a pojawiło się jedynie 10-ciu (oczywiście niesamowicie wspaniałych uczestników).  Od dwóch uczestników otrzymałam informację, że nie pojawia się na warsztatach,  w piątek wieczorem, pozostała siódemka po prostu się nie pojawiła, bez żadnego znaku życia, mimo, że w mailu potwierdzającym prosiliśmy, że gdyby nie mogli wziąć udziału, powinni dać nam znać, abyśmy wciągnęli kogoś z listy rezerwowej. Cóż, człowiek na błędach się uczy. Chyba wierzę ciągle w jakieś ideały - uczciwość, dyscyplina, dotrzymywanie słowa (to dla mnie bardzo ważne wartości). Całe szczęście, że jeden z uczestników ściągnął mnie na ziemie i powiedział, że to normalne. Tak zwykle jest, że ludzie po prostu się nie pojawiają, albo odmawiają kilka godzin wcześniej. OK, następnym razem postaram się przyciągnąć jedynie ludzi, którzy traktują udział w takich warsztatach na poważnie (jak oczywiście moja wspaniała dziesiątka! :-) ), i będę musiała też zweryfikować to zaangażowanie (czyli przedpłata jako gwarancja rezerwacji miejsca). Inaczej nie ma sensu, mogę równie dobrze leżeć na plaży. Taki jest life. Ale to mój problem, zostawmy to zatem.

W czasie warsztatów pojawiło się zainteresowanie uczestników dotyczące technik redukcji stresu w trudnych sytuacjach. Jako, iż ten workshop nie był pod tym kontem zorientowany, ale posiadam duże doświadczenie na ten temat, postanowiłam następnym razem dołączyć ten aspekt do warsztatów.

Planujemy następne warsztaty na styczeń/ luty 2011. Tym razem będzie to jeden dzień wprowadzenia do rożnych technik medytacyjnych, jak tym razem, a drugi dzień będzie zawierał elementy konkretnych technik zarządzania stresem, inteligencji ciała (Conscious Embodiment wg. Wendy Palmer) oraz medytacji. Tym razem warsztaty będą miały już konkretna cenę. Spędziłam setki godzin na szkoleniach z zakresu medytacji, coachingu  i redukcji stresu, z najlepszymi nauczycielami na świecie, i mam jak najlepsze wykształcenie w tej dziedzinie. Zatem jeśli ktoś oczekuje konkretnych rezultatów, zapraszam. Informacja niedługo pojawi się na tej stronie. Stay tuned! :-)

Pozdrawiam serdecznie!

P.S.1 Pobyt w Warszawie był naprawdę świetny! Po zajęciach udałyśmy się na medytację taneczną to Bollywood Lounge! :-) Świetna muzyka i atmosfera! Następnego dnia też czekała na nas przygoda: po śniadaniu na Placu Trzech Krzyży wracałyśmy do hotelu, aby pojechać taksówką bez stresu na lotnisko. Tymczasem dziwnym trafem zaczęto blokować ulice, okazało się, że w pobliżu naszego hotelu przebiega trasa maratonu, i żadne taxi nie mogło podjechać pod hotel. Samolot za 1,5 godziny, co robimy? Zebrałyśmy zatem szybko nasze walizki i pędzimy przed siebie. Gdzie? Jeszcze nie wiemy. Nigdzie ani śladu taksówki, przed nami maratończycy. Idziemy zatem przed siebie. Z Placu Trzech Krzyży przedarłyśmy się przez maraton (a złorzeczyli ci maratończycy!) i zmierzamy do dworca centralnego, w nadziei złapania jakiejś taksówki. Całe ulice stoją, zablokowane, nic się nie rusza. Pędzimy przed siebie, pot spływa nam z czoła, w końcu niedaleko dworca centralnego widzimy jedną jedyną taksówkę. Pytamy: “Pan wolny”? – Tak. “Na lotnisko?” Nie ma problemu. Ten pan taksówkarz był naszą karmą. :-)

P.S.2: Sorki za jakość zdjęć, niestety nie pomyślałyśmy o naładowaniu baterii aparatu, więc posłużyłyśmy się jedynie telefonem ;-)