Archive for Kariera

03 Nov 2007

Jak polubić swoją pracę?

4 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

 

praca

Niedawno natrafiłam na ciekawy artykuł, w którym autor rozważa, dlaczego wielu z nas nie lubi swojej pracy. Porównuje on pracę do związku między dwojgiem ludzi. Jeśli związki się rozpadają, jest to najczęściej wynikiem tego, iż te dwie osoby po prostu na dłuższą metę do siebie nie pasowały, albo skutkiem tego, iż jeden partner (lub oboje) nie pracowali wystarczająco nad tym, aby związek ten się udał. Podobnie jest z pracą: jeśli zauważamy, iż nasz „związek” się rozpada (czyli czujemy do naszej pracy coraz większą niechęć), to albo:

1. Praca, którą wykonujemy nie koreluje z naszymi zdolnościami, lub
2. Mamy niewłaściwe podejście do pracy (czyli nie pracujemy wystarczająco nad tym, aby nasz „związek” się udał)

Oba te przypadki przetestowałam w swoim życiu, i muszę przyznać, iż rozwiązania, jakie zastosowałam, zdały egzamin.

1. Praca, którą wykonujemy, nie odpowiada naszym upodobaniom i naturalnym zdolnościom

Oznacza to po prostu, iż nie robimy tego, co naprawdę lubimy. Analityk, introwertyk zmuszony do bycia sprzedawcą, bądź humanista starający się zrobić karierę w rachunkowości nie mają dużych szans na sukces. Tutaj na dłuższą metę jedynym godnym polecenia wyjściem jest znalezienie sobie innej pracy, takiej, w której będziemy mogli oddać się naszej pasji. Nie jest to niczym zaskakującym, jednak bardzo mnie dziwi, jak wiele osób przez lata wykonuje pracę, która w żaden sposób nie sprawia im przyjemności.

Często młodzi ludzie po studiach wybierają firmy, które dobrze płacą, podejmując pracę niekoniecznie w dziedzinie, która ich interesuje. Pieniądze są niezłe, ale mimo to nie cieszymy się, kiedy rano idziemy do biura.

Tak było również w moim przypadku, kiedy to po studiach pracowałam przez jakiś czas w dziale marketingu. Praca była nawet w porządku, ale czułam, że to jednak nie do końca to. Po przeanalizowaniu sytuacji okazało się, iż bardzo ważne są dla mnie intensywne kontakty z innymi ludźmi, a tego praca w marketingu raczej nie zapewniała. Od kiedy przeniosłam się świadomie do działu sprzedaży, w końcu jestem w swoim żywiole! :-)

Wielu z Was pewnie stwierdzi: łatwo powiedzieć: wybierz pracę, w której się spełniasz, gorzej wprowadzić ten pomysł w życie. To prawda, nie twierdzę, iż uda się to Wam od razu. Ale radzę przynajmniej przeanalizować własne mocne i słabe strony, odpowiedzieć sobie na pytanie: co tak naprawdę sprawia mi przyjemność, i przygotować kilkumiesięczny (bądź nawet kilkuletni plan), jak osiągnąć ten cel. Samo posiadanie takiego planu doda Wam niesamowitej energii!

2. Mamy złe nastawienie do wykonywanej pracy

Jak to? – powiedzą niektórzy z Was: przecież mój szef jest naprawdę nie do zniesienia, cała organizacja pracy w tej firmie to kompletna pomyłka, w dodatku mało płacą, brak jakiejkolwiek motywacji, itp. Jak w takich warunkach mogę mieć pozytywne nastawienie do mojej pracy? Nie przeczę, iż czasami nie jest łatwo. Jednak wiele zależy od naszej reakcji na trudne sytuacje. Możemy odpowiedzieć negatywnie z pozycji poszkodowanego: „Przecież nic na to nie poradzę, że moja firma mnie nie motywuje, mam już powoli wszystkiego dosyć”. Albo możemy zareagować pozytywnie z pozycji świadomej i zaangażowanej osoby: „To prawda, nie wszystko jest tak, jak być powinno, ale przecież jest też wiele pozytywnych stron, postaram się wprowadzić w życie parę pomysłów, jak poprawić tą sytuację”.

Kilka lat temu zrozumiałam, jak ważne jest proaktywne podejście do pracy. Wtedy to właśnie podjęłam nową pracę, i niestety, od samego początku występowałam z negatywnej pozycji i krytykowałam wszelkie niedociągnięcia w firmie. Narzekałam bezustannie, jednak nie zrobiłam niczego, aby poprawić tą sytuację (negatywne emocje bardzo szybko tłumią w nas proaktywność i zaangażowanie). W końcu zrozumiałam, iż narzekanie nic nie pomoże. Jako, iż praca jako taka sprawiała mi przyjemność, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i wykazać więcej zaangażowania i aktywności. W rezultacie, szef zauważył moje nowe nastawienie, i zostało to bardzo szybko nagrodzone. Co z kolei przełożyło się na jeszcze większą motywację i zadowolenie z pracy! Dziś już nie mogę sobie pozwolić na inne podejście do pracy, jak tylko proaktywne.

Jeśli zatem jesteście niezadowoleni ze swojej pracy, odpowiedzcie sobie koniecznie na pytanie: czy to, co robię obecnie, generalnie sprawia Wam przyjemność? Jeśli tak, to zastanówcie się, jak możecie zmienić swój stosunek do pracy (na proaktywny, zaangażowany, zero narzekania). Jeśli nie, natychmiast zabierzcie się do układania planu, jak znaleźć pracę, w której możecie się spełniać.

Życzę powodzenia!

25 Oct 2007

Jak szybko otrzymać od innych to, czego chcemy

2 Comments Kariera, Rozwój Osobisty

Cooperation

No i mamy – kolejny dowód na to, iż umiejętność wywierania wpływu na ludzi jest niezwykle istotna w osiąganiu naszych celów. Pisałam już o tym w wielu moich artykułach, i z pewnością niejeden raz jeszcze na ten temat napiszę. A to dlatego, że mimo, iż prawdy, o których pisałam w poście Jak zdobywać przyjaciół i zjednywać sobie ludzi? są oczywiste, z jakiegoś powodu zastosowanie ich w praktyce przychodzi nam z wielkim trudem. Otwieranie się na innych ludzi zdecydowanie nie jest dla większości z nas czymś naturalnym.

Pozwolę sobie przytoczyć przykład z minionego tygodnia. Naszemu działowi nadarzyła się okazja przeprowadzenia bardzo ciekawej i obiecującej dobre wyniki kampanii marketingowej. Była to okazja typu: albo teraz, albo nigdy. Niestety w naszym budżecie marketingowym nie było na ten cel ani centa, wszystko zaplanowane, co do ostatniego grosika, nie było szansy niczego wycisnąć. Co robić? Taka okazja nie nadarzy się pewnie szybko. Niestety odpowiedź działu marketingu była niezmienna: brak środków w budżecie na naszą kampanię.

Mój kolega z działu postanowił wyjść z pozycji siły. Zaatakował marketing. Zarzucił im, iż blokują możliwość rozwoju nowych rynków, iż brak kooperacji z ich strony oznacza, iż nie zyskamy dodatkowej sprzedaży w lukratywnych sektorach. Jak marketing zareagował na taki atak? Jasne, dalszym blokowaniem i kontratakiem, jakżeby inaczej. Nie ruszyliśmy się ani o krok.

Widząc taki obrót sprawy i nie mając nic do stracenia, postanowiłam zastosować stare, dobre taktyki wywierania wpływu na ludzi, jakie przekazał nam Carnegie. Już od dawna jest dla mnie jasne, iż atakując, możemy prawie zawsze spodziewać się kontrataku, zaś kooperacyjne podejście do sprawy daje na dłuższą metę o wiele lepsze rezultaty.

Okazało się, iż dział marketingu potrzebował pomocy przy organizacji konferencji prasowej. Jako, iż moje znajomości Europy Centralnej i Wschodniej mogły im się niezwykle przydać, gdyż gościliśmy dziennikarzy z wielu krajów tego regionu, od razu zaoferowałam bezinteresownie moją pomoc. Konferencja okazała się wyczerpująca i wymagająca ode mnie dużo wysiłku, ale nie żałowałam zaangażowania, co koledzy z działu marketingu bardzo docenili. Po konferencji pogratulowałam marketingowi świetnej konferencji, która z pewnością przyczyni się do podniesienia prestiżu naszej marki w Europie. Wyraziłam mój podziw i uznanie dla ilości pracy włożonej w jej przygotowanie i dodałam, iż praca z nimi to prawdziwa przyjemność.

Kilka dni po konferencji zadzwoniłam do kolegów z marketingu, ot zapytać, co słychać, czy mają dużo pracy po konferencji, kiedy zaczynamy planowanie budżetu na następny rok obrotowy, itp. W toku rozmowy mimochodem wspomniałam o naszym projekcie, i czy przez przypadek coś się nie zmieniło w tej sprawie. Kolega trochę pomarudził, dla porządku, ale w końcu stwierdził, iż jeśli obcięlibyśmy budżet po trochu tu i tam, to gdzieś się znajdą pieniądze na nasz projekt. Hurra!!! I o to chodziło! :-)

Jak udało mi się go przekonać do zmiany zdania?

1. Zaoferowałam bezinteresowną pomoc
2. Doceniłam jego pracę
3. Wyraziłam podziw i uznanie dla jego osiągnięć
4. Postawiłam na kooperację i „win-win”

Pamiętajcie, iż wywieranie wpływu na ludzi wymaga przede wszystkim bycia szczerym i naturalnym. Jeśli komuś mówimy, iż podziwiamy jego osiągnięcie, naprawdę musimy tak myśleć. Jakakolwiek sztuczność od razu wyjdzie na jaw i odniesie skutek odwrotny do zamierzonego.

Jeśli piszę na mojej stronie o wywieraniu wpływu na ludzi, nie mam na myśli manipulowania nimi! Tylko otwarcie się na drugiego człowieka, okazanie respektu, szacunku i uznania.

Powodzenia!

11 Oct 2007

Lew salonowy, czyli nawiązywanie kontaktów w praktyce

2 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

Ci z Was, którzy od czasu do czasu odwiedzają moją stronę zdążyli już pewnie zauważyć, iż umiejętności nawiązywania kontaktów uważam za kluczowe dla osiągnięcia sukcesu w życiu. Co prawda jeszcze nie opanowałam tej umiejętności do takiej perfekcji, jak moja koleżanka Sandra, ale staram się pracować nad sobą każdego dnia. I jest coraz lepiej.

Ostatnio postanowiłam przeprowadzić eksperyment i sprawdzić, czy mogę zostać lwem (lwicą?) salonowym „na zawołanie”. W ubiegłą sobotę byliśmy zaproszeni na wesele do znajomych. Była to impreza na kilkadziesiąt osób, z których znałam osobiście jedynie kilka. Zwykle w takich przypadkach staram się odnaleźć przebywających na imprezie znajomych i spędzam czas w ich towarzystwie (czyli pozostaję w mojej strefie komfortu, gdzie jest przyjemnie i bezpiecznie).

Tym razem zdecydowałam się na inną taktykę. Postanowiłam przejąć inicjatywę i „wyjść do ludzi”. Założyłam sobie, iż:

  • Podczas całego przyjęcia będę rozmawiała przede wszystkim z ludźmi, których nie znam
  • Co 15-20 minut będę zmieniała rozmówcę (chyba, iż zawiąże się niezwykle ciekawa konwersacja). To wystarczy, aby osiągnąć pewien stopień poufałości, ale nie za długo, aby się sobą znudzić.

Właściwie takie postępowanie jest jak najbardziej logiczne – impreza tego rodzaju to przecież okazja do spotkania nowych, ciekawych ludzi, poszerzenia własnych horyzontów. Jednak takie zachowanie nie jest naprawdę czymś, co robimy automatycznie. Ja niestety nadzwyczaj chętnie pozostaję w mojej comfort zone.

W dniu wesela przywdziałam zatem moją najlepszą wyjściową kreację (jak na lwicę salonową przystało, należy się wyróżniać!) i wyruszyliśmy na imprezę. Goście weselni byli mocno zróżnicowani pod względem narodowościowym – Szwedzi, Holendrzy, Amerykanie, no i oczywiście Niemcy. Rozpoczęłam od Szwedów. Z natury spokojni, zamknięci w sobie, czuli się trochę zagubieni. Zaczęłam klasycznym small talkiem – jak się podoba region, czy już byli w Niemczech, itp. Kiedy już trochę się rozkręcili, rzuciłam opowiastkę o tym, jak wygląda polskie wesele i już było wesoło. Powoli przesuwałam się w stronę Amerykanów – tutaj nie było trudno, jako, iż Amerykanie generalnie są otwarci. Konwersacje rozkręcały się bardzo szybko – najczęściej rozmawialiśmy o pracy, o urlopie, itp. Następnie przyszła kolej na Holendrów i Niemców. Po kilku godzinach znałam już prawie każdego na sali. Nadszedł zatem czas na zacieśnianie znajomości. Tutaj z pomocą przyszła muzyka – szaleliśmy wszyscy na parkiecie jak starzy znajomi.

Znacznie w całym procesie pomogła również stara, dobra żubrowka, którą przezornie zabraliśmy ze sobą. Jako, iż na przyjęciu królowało przede wszystkim wino, butelka polskiego trunku została przyjęta z wielkim zainteresowaniem i przyczyniła się do zbratania całego towarzystwa weselnego.

Zabawa przeciągnęła się do białego rana, a i mój cel został osiągnięty. Muszę przyznać, iż ten eksperyment niezwykle mi się spodobał. Konwersacje z tak wieloma osobami wymagały ode mnie trochę wysiłku, ale dały mi również bardzo dużo satysfakcji. Dowiedziałam się, iż bycie zawodowym spadochroniarzem to bardzo ciekawa praca, że w Nowym Jorku niekoniecznie żyje się super, że Jamajka to fajne miejsce na podróż poślubną, itd. Przy okazji sprawiłam, iż kilka osób, które niekoniecznie lubią tańczyć, spędziło kilka godzin bawiąc się w najlepsze na parkiecie.

Myślę, iż nie przeżyłabym tego przyjęcia tak ciekawie i intensywnie, gdyby nie mój mały eksperyment. Na pewno nie dowiedziałabym się tylu nowych rzeczy bawiąc się jedynie w kręgu znajomych.

To niesamowite, jak wiele możemy zyskać, otwierając się na innych ludzi. I jak wiele satysfakcji to daje. Nie każdy ma takie zachowanie w genach (ja przynajmniej nie), ale na pewno można się nauczyć bycia lwem salonowym! A wiec ćwiczę dalej! :-)

06 Oct 2007

Jak zapunktować u szefa, czyli outsourcing w Indiach

1 Comment Efektywność, Kariera

Outsourcing usług do krajów azjatyckich jest już w wielu przedsiębiorstwach na porządku dziennym. Moja firma „outsourcowała” do Indii np. SAP help desk, zaś na korytarzach mojego biura często przewijają się indyjscy pracownicy tej właśnie firmy, oddelegowani przez centralę na kolejne projekty IT. Do tej pory uważałam outsourcing jako domenę dużych przedsiębiorstw.

Swego czasu natknęłam się jednak na post Tima Ferrisa „Mail Your Child To Sri Lanka or Hire Indian Pimps: Extreme Personal Outsourcing”, w którym Tim opisuje, jak można wykorzystać outsourcing w celu zwiększenia produktywności w naszym życiu osobistym. To było już coś! Mimo, iż niektóre idee Tima były dla mnie nieco ekstremalne (np. outsourcing organizowania randki), jednak pomysł ten generalnie mi się spodobał.

Zaczęłam się zastanawiać, cóż takiego mogłabym w tym momencie „outsourcować”. Na początek może jakiś mały projekt, aby zobaczyć, jak to działa? Najlepiej dla firmy, bo i wtedy koszty projektu zostaną zwrócone. Przypomniałam sobie, iż na dnie mojego biurka leży katalog z targów, którego zawartość już od dawna chciałam mieć w formie elektronicznej i wykorzystać do działań marketingowych naszej firmy. Katalog ten zawierał świetne adresy i wiele ciekawych informacji. Niestety przetransferowanie tych danych do tabelki Excel’a było zadaniem niezwykle pracochłonnym i długo nie mogłam znaleźć nikogo, kto by się tego wyzwania podjął. Czyż nie jest to idealne zlecenie outsorcingowe?

Szybko zeskanowałam cały katalog i zaopatrzona w ten plik udałam się na stronę Elance w poszukiwaniu odpowiedniego wykonawcy. Przeszukałam bazę danych i zdecydowałam się na firmę Daksha Info Services Pvt Ltd z Indii, specjalizującą się w wyszukiwaniu , konwertowaniu oraz wprowadzaniu danych. Po chwili otrzymałam email od pracownika firmy – Kryszny. Podziękował za zlecenie i poprosił o dalsze szczegóły oraz elektroniczną formę zeskanowanego katalogu. Obiecał, iż zadanie zostanie wykonane w ciągu jednego dnia. Tak się też stało – następnego dnia rano otrzymałam tabelkę Excel’a z danymi przekonwertowanymi z katalogu, które od zaraz mogły być wykorzystane przez nasz dział marketingu! Cena usługi: 15 dolarów.

Mój szef był bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy, jako, iż na te dane w formie elektronicznej czekaliśmy już od kilku tygodni. Pochwalił mnie za pomysłowość (na outsourcing tego zadania do Indii nikt jeszcze przede mną nie wpadł!) oraz za niską cenę zlecenia (ta sama usługa wykonana w Niemczech kosztowałaby kilka razy drożej).

Generalnie Elance to bardzo interesujący portal. Za niewielkie pieniądze można zlecić zaprojektowanie strony internetowej, tłumaczenia, badania rynku, itp. Już teraz zastanawiam się, co outsourcować następnym razem! Tym razem biorę pod lupę moje życie prywatne! :-)

02 Sep 2007

Złota myśl na rozpoczęcie tygodnia

2 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

Od wielu miesięcy prowadzę listę złotych myśli, które wywarły wpływ na moje życie; wypowiedziane przez osoby, które całym sercem podziwiam i które motywują mnie do codziennej pracy nad sobą. Dziś pragnę podzielić się jedną z tych myśli z Wami, na pomyślne rozpoczęcie nadchodzącego tygodnia:

„There are no shortcuts to any place worth going”
Beverly Sills

Nie istnieją żadne skróty to miejsca, do którego warto się wybrać. To stwierdzenie ma w sobie potężną siłę. Jeszcze kilka lat temu nie brałam tego typu wskazówek na serio. Zawsze starałam się wybrać na skróty, po linii najmniejszego oporu, jak najszybciej do celu. Długa i wyboista droga raczej mnie odstraszała. Ale jednak taka strategia na dłuższą metę się nie sprawdzała – docierałam wprawdzie dość szybko do celu, ale moje osiągnięcia nie były zbyt wielkie i satysfakcja z nich również niewielka.

Teraz staram się żyć według powyższego cytatu. Postawiłam sobie dość wysokie cele na najbliższe lata i wiem, iż droga do ich osiągnięcia nie będzie ani łatwa, ani krótka. Ale wierzę, że jeśli tam dotrę, będę mogła z uśmiechem spojrzeć za siebie.

Życzę Wam udanego tygodnia bez skrótów! :-) Dla mnie będzie on dość pracowity do środy (jadę na targi do Kielc), ale za to od czwartku rozpoczynam 10-dniowe wakacje!

26 Aug 2007

Jak polubić nieznośnego szefa?

1 Comment Kariera, Polecane, Rozwój Osobisty, Sukces

Któż z nas nie zna tego uczucia: zagryzamy zęby i robimy, co nam kazał, chociaż najchętniej rzucilibyśmy wszystko w cztery kąty i poszli do domu. W moim życiu całe szczęście nie miałam wielu nieznośnych szefów, ale jeden dał mi się we znaki całkiem konkretnie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż po kilku miesiącach pracy nad sobą w końcu nasze stosunki bardzo się poprawiły. Nie żeby mój szef się zmienił – co to, to nie! Co się zmieniło, to moje spojrzenie na niego i całą sytuację.

„Change the way you look at things and the things will change” Na pierwszy rzut oka nawet go polubiłam. Sympatyczny facet, pomyślałam. Jak później sie okazało – sympatyczny to i on był, jak najbardziej. Ale jako manager niestety zupełnie się nie sprawdzał i doprowadzał każdego podwładnego do krańcowej frustracji.

Doznałam już tego pierwszego dnia w pracy. Oczekiwałam, iż wprowadzi mnie w tajniki czekających na mnie zadań, opowie o historii naszego biznesu, nakreśli czekające na nas wyzwania i cele, itp. Nic z tych rzeczy! Czekałam kilka tygodni na to, aby w końcu sie mną „zajął”, jednak na próżno. Poczułam się pozostawiona sama sobie, niepotrzebna, niedowartościowana. Powoli zaczęłam sobie zadawać pytanie, po co tu właściwie jestem. Frustracja narastała z dnia na dzień, w głębi duszy nienawidziłam go. On pewnie też odczuwał moją niechęć do niego, wynikiem czego nasze stosunki ciągle się pogarszały.

W końcu postawiłam sobie pytanie: do czego to prowadzi? Jestem niezadowolona, sfrustrowana jego zachowaniem, czyli tak naprawdę chcę, aby on się zmienił, był lepszym szefem. Ale czy to moje pragnienie jest realne? Jakie są szanse, że mój szef się zmieni, bo ja tego chcę? Jaki mam na to wpływ? Prawie żadny.

Jakie byłoby zatem sensowne rozwiązanie tej sytuacji?

Miałam następujące możliwości:

1. Zmienić pracę

2. Zmienić moje podejście do szefa

Nr.1. Zmienić pracę

Wymagałoby to znów wiele wysiłku i energii. Oznaczałoby to również, że jestem słaba psychicznie, nie zdolna stawić czoła trudnej sytuacji.

Nr.2. Zmienić siebie

Chmm, to wydawało się już nieco sensowniejsze. Stwierdziłam, iż musze po prostu zmienić spojrzenie na mojego szefa. Jeśli dam mu do zrozumienia, co naprawdę o nim myślę, pogorszy to jeszcze bardziej moją sytuację. Wtedy może zamknąć się w sobie, i odsunąć się ode mnie zupełnie. To nie pomoże mi w niczym. Postaram się po prostu, aby mnie polubił.

I to było właśnie wyjście z sytuacji. Zaakceptowałam fakt, iż mój szef jest, jaki jest i przestałam się denerwować, wytykać jego błędy i ogólnie użalać się na moją sytuację. Zdałam sobie sprawę ze tego, iż cały czas grałam rolę ofiary („on jest winien wszystkiemu”). Postanowiłam w końcu przyjąć odpowiedzialność za moje życie, za to, jak reaguję na moje otoczenie, trudne sytuacje, na innych ludzi. Podjęłam inicjatywę, koncentrowałam się na moich zadaniach w pracy, a zarazem w stosunku do mojego szefa postępowałam według zasad, które opisałam w artykule „Jak zdobywać przyjaciół i zjednywać sobie ludzi?”. Efekt był naprawdę zaskakujący: moje relacje z szefem znacznie się poprawiły, zdenerwowanie i niezadowolenie zniknęły, a praca nagle zaczęła naprawdę sprawiać przyjemność. Z czasem dostrzegłam, iż mój szef tak naprawdę jest interesującym człowiekiem, od którego dużo można się nauczyć. Naprawdę polecam tę strategię, jeśli chcecie polepszyć swoje stosunki z szefem!