Archive for Podróże

17 Feb 2012

Zawsze masz wybór

3 Comments Podróże, Rozwój Osobisty, Sukces

Tuk Tuk Właśnie wróciłam z trzytygodniowych wojaży po Sri Lance. Każda z moich podróży czegoś mnie uczy, zawsze wracam bogatsza w nowe doświadczenia. Tym razem podróż upłynęła pod hasłem “Zawsze masz wybór”. Sri Lanka jest uroczym krajem, ludzie niesamowicie mili, uśmiechnięci, nigdzie ani śladu stresu (większość mieszkańców Sri Lanki buddyści). Wspaniałe plaże, tropikalny klimat, smaczne jedzenie (ach te curry ;-) ).

Mimo to niewprawionego w azjatyckich podróżach turystę niektóre sytuacje mogą doprowadzić do frustracji. Generalnie mieszkańcy Sri Lanki nie mówią po angielsku, więc komunikacja jest nieco trudna. Uśmiechnięty kierowca tuk-tuk (lokalny środek transportu, jak na zdjęciu powyżej) nawet jeśli nie rozumie, co się do niego mówi, promiennie odpowiada: yes, yes. Wsiadamy zatem do tuk-tuk w nadziei, że dotrzemy do naszego hotelu, a tym czasem lądujemy na odległym krańcu miasta, w zupełnie innym miejscu. Yes, yes. Na miejscowych bazarach sprzedawcy czyhają na białego turystę, naciągając, gdzie się da (nam udało się zakupić  miejscowe curry za 4 euro. Cena rynkowa na Sri Lance to jakieś 50 centów). I oczywiście nie należy zapomnieć o wszechobecnych komarach i fakcie, że niektóre hotele nie mają siatki przeciw komarom, co prowadzi do bardzo ciekawych nocy. Takie sytuacje szybko mogą doprowadzić niejednego turystę do frustracji. 

Tak też było w moim i mojej koleżanki przypadku, na samym początku naszej podroży. Użalając się nad niezbyt dobrym serwisem w naszym hotelu (brak siatki przeciw komarom) oraz przyprawiającymi o zawrót głowy kierowcami tuk-tuk, dostrzegłyśmy w końcu groteskę tej sytuacji. Zamiast cieszyć się każdą minutą naszych wspaniałych wakacji (Sri Lanka to naprawdę przepiękny kraj), same siebie dołowałyśmy, na nasze własne życzenie. Tak naprawdę miałyśmy wybór, jak zareagować na frustrujące sytuacje: użalać się lub też zaakceptować daną sytuację i raczej spojrzeć na nią z przymrużeniem oka. Od tamtej pory postanowiłyśmy w każdej frustrującej  sytuacji mówić do siebie “Masz wybór” i reagować w najlepszy dla nas sposób, bez niepotrzebnego stresu. Dzięki temu nasze wakacje na Sri Lance upłynęły nam niesamowicie przyjemnie i był to jeden z moich najlepszych urlopów. :-)

Często zapominamy, że każdego dnia mamy wybór, jak zareagujemy na daną sytuację. Następnym razem, kiedy poczujesz, że ogarnia cię złość, frustracja i kiedy czujesz, że zaraz “wybuchniesz”, powiedz sobie: “Mam wybór, jak zareaguję”. Masz ten wybór, zawsze. I zawsze musisz się liczyć z konsekwencjami danego wyboru. Jeśli zdecydujesz się zdenerwować, masz jak w banku, że będziesz czuł się źle. Jeśli zaś postanowisz zareagować w spokojny i opanowany sposób, będziesz czuł się dobrze, a i masz większe szanse na osiągniecie pożądanego dla Ciebie rezultatu.

Wybór jest Twój. Masz wybór, czy postanowisz pokłócić się z Twoim partnerem, czy też spokojnie z nim porozmawiać. Masz wybór, czy krzykniesz na Twoje dziecko, czy też łagodnie mu wytłumaczysz. Masz wybór, czy zdenerwujesz się stojąc w długiej kolejce, czy też wykorzystasz ten czas na ciche rozmyślanie.

Pozdrawiam serdecznie!

01 Sep 2011

Krok za krokiem

2 Comments Podróże, Rozwój Osobisty, Video

Kilka dni temu wróciłam z mojej corocznej wędrówki po Alpach. Tym razem postanowiłam wybrać szlaki o nieco wyższym stopniu trudności, niż zwykle, dla urozmaicenia. Spędzaliśmy w górach ok. Read more

25 Jul 2011

Indie… tam i z powrotem

9 Comments Medytacje, Podróże, Rozwój Osobisty

Ten post powinien pojawić się w ubiegłym miesiącu, ale lepiej późno niż wcale :-) . Dwa miesiące temu poczułam, że znów muszę pojechać do Indii. Moje życie trochę zabarwiło się na szaro, i to nie za bardzo mi się podobało. Pomysł wyjazdu do Indii snuł się w mojej głowie już od dawna, i szczególnie chciałam odwiedzić ashram mojego ulubionego guru Osho w Pune. Pomyślałam, że pora jest odpowiednia. Zarezerwowałam bilet i dwa tygodnie później siedziałam w samolocie do Mumbaju. Read more

28 Sep 2009

Czego uczy mnie mój pies? – c.d.

3 Comments Podróże, Rozwój Osobisty, Sukces

P1010214Mniej więcej rok temu pisałam o tym, jakim to niezwykłym guru mój pies. Okazuje się, iż lista rzeczy, jakich uczy mnie mój pies nie była pełna, i ciągle się wydłuża :-) W ubiegły weekend zabraliśmy naszego psa po raz pierwszy na wędrówkę górską, wybraliśmy się w moje ulubione Alpy austriackie, w okolice miejscowości Lech i spędziliśmy weekend na szlakach górskich. Mój mąż z poczatku nieco się obawiał, iż pies nie da sobie rady w tych wędrówkach i po kilku godzinach będziemy go musieli nosić w plecaku ;-) No ale oczywiście nie docenialiśmy naszego psiaka, w górach czuł się jak u siebie w domu. Wędrując miałam jeszcze raz okazję obserwować te psie mądrości i oto, czego się tym razem nauczyłam:

Żyj w teraźniejszości

O tym, że życie jest jedynie tu i teraz wiemy nie od dziś. Karmią nas tym media, różnego rodzaju guru, literatura, itd. Wystarczy zajrzeć do jakiejkolwiek księgarni, aby zobaczyć na wystawie książkę Eckharta Tolle “Siła teraźniejszości”. Chyba każdy się zgodzi, że jedyne co mamy, to tu i teraz. W teorii brzmi to nieźle i ma sens, ale ile osób tak naprawdę żyje tu i teraz? Większość z nas lwią część czasu spędza na rozpamiętywaniu przeszłości lub też planowaniu przyszłości. Tak ciężko jest nam zatrzymać się na dłuższą chwilę w teraźniejszości. Cóż, taka to nasza ludzka natura. Nie jest nam łatwo, być tu i teraz. Za to mój pies nie ma z tym najmniejszego problemu. Obserwując go na górskich stokach nie miałam wątpliwości, że jest on jedynie tu i teraz. Był tak zaabsorbowany otoczeniem, tak całkowicie pochłonięty węszeniem wokoło, iż nic innego nie miało znaczenia. Każdy kamień, trawa, zapach wzbudzał jego niesamowite zaciekawienie, odkrywał jedną niespodziankę za drugą. Kompletne zanurzenie w teraźniejszości. I nie można było nie zauważyć, że mój pies po prostu był w siódmym niebie. Patrząc na niego, myślałam: fajnie byłoby być tak pochłoniętym wszystkim, co robię! To niesamowita frajda! :-)

Zrób to teraz

Jak często mamy ochotę coś zrobić, ale od razu znajdujemy tysiące wymówek, dlaczego nie możemy tego zrobić teraz. Odkładamy więc te przyjemności na później, czasami odkładamy na później większość naszego życia. Tymczasem mój pies nie ma takich problemów, jeśli czegoś chce, to robi to od razu, bez względu na wszystko. Wyobraźcie sobie psa, jak mówi do siebie: “Tak bym chciał pobiegać po tej łące, taka miękka, wielka, tak fajnie pachnie. Ale co powie właściciel, jak na nią wbiegnę? Pewnie będzie zły, lepiej nie będę tu biegał”. Hahaha! Całe szczęście pies nie ma ego i gwizda sobie na tego rodzaju wewnętrzne dyskusje. Patrząc na niego myślałam: fajnie byłoby tak zawsze robić to, na co mam akurat ochotę!

Jeśli coś robisz, daj z siebie wszystko

Jak często robimy pewne sprawy jak to się mówi “po łebkach”, ponieważ musimy to zrobić, czy też powinniśmy to zrobić, a tak naprawdę wcale nam się nie chce. Mój pies tymczasem ogranicza się jedynie do robienia rzeczy, które sprawiają mu frajdę, i robi to na całego! :-) Miałam okazję obserwować to podczas naszej wędrówki górskiej. Od momentu, kiedy wyruszyliśmy w góry zajmował się bieganiem wokół szlaku, jak to pies, ale robił to na całego, jak widzicie na poniższym zdjęciu. Nie od niechcenia, tak sobie – ale całym sobą! Patrząc na niego myślałam: fajnie byłoby tak zawsze robić wszystko na sto procent!

Leila

Czasami mój pies jest przyczyną niezłego zamieszania, szczególnie kiedy wprowadza w życie powyższe reguły n.p. “Zrób to teraz” (podejmując decyzję ucieczki z podwórka i odwiedzeniu podwórek innych sąsiadów), “Żyj w teraźniejszości” (nie ważne, że akurat jestem w trakcie ważnej rozmowy telefonicznej – mój pies chce się bawić, TERAZ!!) czy też “Jeśli coś robisz, daj z siebie wszystko” (porzucona na podłodze bluzka zostaje bardzo dokładnie rozdarta na tysiące małych kawałeczków – cóż za perfekcja!).

Mój pies nie akceptuje zabiegów kondycjonujących, jakim go codziennie poddaję (nie rób tego! rób to! choć tu! siedź! leż!). I całe szczęście! :-)

Pozdrawiam serdecznie!

P.S. Poniżej zamieszczam jeszcze krótki filmik z moim psiakiem w roli głównej! ;-)

14 Aug 2009

Życie bez komórki

3 Comments Podróże, Rozwój Osobisty

RomWłaśnie, czy możecie sobie wyobrazić życie bez telefonu komórkowego? Ja od jakiegoś czasu coraz częściej miałam z tym problemy. Tym bardziej, że mój telefon posiada praktycznie wszystko, o czym mogę marzyć, taki mały komputerek, czyli jednym słowem iPhone. ;-) Gdziekolwiek się nie ruszyłam, pojawiała się w głowie myśl: gdzie jest mój iPhone? Bywały dni, że od razu po przebudzeniu rzucałam okiem na mój telefon, sprawdzałam pocztę, tudzież co się dzieje na Facebooku czy Twitterze. Przez jakiś czas sprawiało to przyjemność, ale niestety niepostrzeżenie iPhone przejął kontrolę nad moim życiem. ;-)

Aż do ostatniego wyjazdu do Toskanii. Po dwóch godzinach w samochodzie postanowiłam zlokalizować mój telefon i, o zgrozo, okazało się, że zostawiłam mój iPhone w domu. Panika! Wrócić się? Nie ma mowy, odparł mój mąż. Ale jak to, tydzień bez mojego iPhona? Już sama myśl o tym mnie przerażała. Ale co robić? Przed nami jeszcze 8 godzin drogi, wiec powrót do domu nie miał sensu. Wiedziałam, że muszę ten fakt zaakceptować. Oto stoi przede mną tydzień bez telefonu, bez internetu, jak otwarta biała księga! Trochę się zatrwożyłam, ale co tam, chyba dam radę, pomyślałam. Pierwsze godziny były dziwne, czułam się, jakby czegoś mi brakowało. Ale sam fakt akceptacji tej sytuacji naprawdę pomógł.

Pierwszego wieczoru w Toskanii wybraliśmy się na wspaniałą kolację, w małym miasteczku San Gimignano. Następnego dnia ruszyliśmy w kierunku Rzymu, po kilku dniach spędzonych w tym niesamowitym mieście, znów byliśmy w Toskanii. Przez te wszystkie dni tak naprawdę ani przez chwile nie brakowało mi mojego iPhona. Brak telefonu pozwolił mi całkowicie skupić się na miejscach, w których byłam, tak naprawdę. Nadal pamiętam, jak pachniało powietrze w Toskanii, jak przyjemne było popołudniowe słonce w  Rzymie, jak smakowało prosciutto i oliwa z oliwek na włoskim chlebie. Myślę, iż gdybym będąc w Italii ciągle zerkała na mój telefon, nie byłabym w stanie doświadczyć tych wakacji tak intensywnie.

Po powrocie z Włoch postanowiłam ograniczyć używanie mojego telefonu! :-) Pozwalam sobie na zerkniecie na mój iPhone dopiero po porannej medytacji i śniadaniu, oraz sprawdzam pocztę jedynie 2 razy w ciągu dnia. Co prawda, od czasu do czasu niepostrzeżenie otwieram aplikacje Facebooka, ale co tam, i tak jestem na dobrej drodze do wyzdrowienia! :-)

Pozdrawiam serdecznie!

09 Mar 2009

Kto chce zostać milionerem?

10 Comments Podróże, Rozwój Osobisty, Sukces

adelboden.jpg

Ostatni weekend był niezwykły. Spędziłam go w niewielkiej szwajcarskiej wiosce Adelboden, odwiedzając bardzo dobrego znajomego. Życie w Adelboden płynie spokojnie, większość mieszkających tu młodych ludzi “siedzi” w biznesie narciarskim, czyli są instruktorami. Mój znajomy jest również instruktorem narciarskim, więc większość weekendu spędziliśmy w towarzystwie jego znajomych instruktorów. Ten weekend pozwolił mi na chwilę wejrzeć do świata, którego do tej pory nie znałam. Ci młodzi ludzie w sezonie pracują codziennie na stoku, udzielając lekcji narciarskich. Wraz z nadejściem wiosny i lata siłą rzeczy muszą zarabiać pieniądze w inny sposób. Wzięcie mają prace budowlane, bądź wykończeniowe. Dobra jest tez praca w miejscowych hotelach, jako masażysta. Lub też jako barman. Jednak takich prac nie zawsze starcza dla wszystkich. Wielu instruktorów zatem w sezonie letnim wyjeżdża do dużych miast, lub też do pracy jako instruktor narciarski do Nowej Zelandii. Podobno przed wieloma laty pewien przedsiębiorczy mieszkaniec Adeboden wyjechał do Nowej Zelandii i założył tam szkołę narciarską. Jako, iż zima w Nowej Zelandii przypada w okresie lata w Europie, ściągnął on instruktorów z Adelboden i tak się zaczęła ta szwajcarsko-nowozelandzka przygoda.

Instruktorzy narciarscy z Adelboden nie są zamożni, pieniądze jakie zarabiają w ciągu roku, wystarczają na mieszkanie, wyjścia do knajpy, itp.  Ale nie robią na tym żadnej fortuny. Większość z nich mieszka w wynajętych mieszkaniach, jeżdżą starymi samochodami. Mimo to spędzając z nimi czas nie można nie zauważyć, iż są oni niesamowicie zadowoleni z życia, szczęśliwi, cieszący się każdą chwilą, serdeczni. Ten weekend był pełen pozytywnej energii, przepięknych krajobrazów i takiej prostej, ludzkiej życzliwości i uśmiechu. Po powrocie z Adelboden, jeśli ktoś zadałby mi pytanie: “Czy pieniądze potrzebne są do szczęścia?”, odpowiedź jest niesamowicie prosta: oczywiście, że nie.

Przyjaciel mojego męża, Kanadyjczyk, od czasu do czasu grał w totolotka. W sobotę dowiedziałam się, iż właśnie wygrał 12 milionów dolarów.

Adelboden, instruktorzy narciarscy i jackpot. To zmusza do refleksji. Na kogo miejscu chciałabym dziś być: na miejscu mojego przyjaciela instruktora narciarskiego z Adelboden, który zastanawia się, skąd weźmie pieniądze w lecie (oraz który ma powyższy widok z okna jego wynajmowanego mieszkania), i z którego twarzy uśmiech i zadowolenie z życia nie znika (od dawna nie śmiałam się tak dużo w ciągu kilku dni), czy też na miejscu przyjaciela mojego męża (teraz już milionera)? WOW!

Jeśli musiałabym teraz w ciągu sekundy dokonać wyboru, wybrałabym Adelboden i życie instruktora narciarskiego. Ale jaką decyzję podjęłabym jutro?

Nadal jestem pod wrażeniem ubiegłego weekendu. Co chce mi uniwersum przez to powiedzieć?

Pozdrawiam serdecznie!