Archive for Podróże

12 Nov 2007

Rozwój osobisty w wielkim mieście

2 Comments Podróże, Rozwój Osobisty

Nowy JorkWłaśnie jestem na lotnisku Newark i czekam na lot powrotny do Europy. To była dość krótka wizyta w Nowym Jorku, ale niezwykle bogata w przeżycia, jak to zawsze bywa w tym mieście. Zastanawiałam się, w jakie nowe doświadczenia tym razem zabieram ze sobą z Nowego Jorku do Europy.

Po raz pierwszy postanowiłam spojrzeć na NYC z punktu osoby zajmującej się rozwojem osobistym. Pod koniec pobytu jednoznacznie stwierdziłam: nie jest łatwo pracować nad sobą w wielkim mieście!

Nowy Jork żyje w biegu. Nie jest to niczym niezwykłym ani specjalnym odkryciem, jednak ten bieg wywiera wpływ na naszą podświadomość. Zauważyłam, iż ta szybkość również mi się udzieliła. Po kilku dniach przekraczałam ulice zawsze w biegu, biegiem poruszałam się również po metrze, dworcach, centrach handlowych. Miałam wrażenie, iż jeśli nie będę biegła, to nigdzie nie dotrę na czas. Podświadomie czułam gdzieś nutkę niepokoju.

Nasz przyjaciel, u którego mieszkaliśmy przez te kilka dni, powiedział, iż Nowy Jork nigdy się nie zatrzymuje. Nawet w weekendy miasto tętni życiem. Jest to oczywiście specyfika tego miejsca i dlatego to miasto jest tak niezwykłe. Jednak na dłuższą metę jest to wyczerpujące. Nasz znajomy stara się jak najczęściej wyjeżdżać na wieś do swoich rodziców, aby znów móc usłyszeć własne myśli.

Dokładnie to było bardzo trudne w Nowym Jorku. Usłyszeć własne myśli. Za dużo obrazów, zdarzeń, dźwięków otaczających nas z każdej strony, aby się zatrzymać i wyciszyć.

Tłum, tłum, tłum. Czułam się maleńką częścią wielkiej masy. Twarze zmieniają się jak w kalejdoskopie. Bardzo lubię obserwować ludzi, zastanawiać się, jaką historię ze sobą noszą. W NYC jest to jednak bardzo wyzywające zadanie, jako iż otaczający ludzie są tak interesujący, tak zróżnicowani, iż zaledwie skupię się na jednej osobie, a już nadciąga następna, równie fascynująca. Kalejdoskop.

Konsumpcja. O tym wiemy nie od dawna, iż Amerykanie są niezwykle konsumpcyjnym narodem, pieniądze przelewają się tu strumieniami w jedną i drugą stronę. Ja raczej jestem ostrożna w wydawaniu pieniędzy (nie mylić ze skąpstwem!!). Wolę kupować rzeczy rzadziej, ale za to cenię sobie ponad wszystko bardzo wysoką jakość i za to jestem gotowa zapłacić więcej. Podczas pobytu w NYC przeistoczyłam się jednak w mgnieniu okaw typową Amerykankę – tutaj kawka, tam lunch, kup 3 w cenie 2, super obniżki, itp. Ilość pieniędzy na moim koncie malała z dnia na dzień. Naprawdę mnie zaskoczyło, jak szybko jestem w stanie się przestawić na konsumpcyjny tryb życia. Muszę przyznać, iż trochę zadziwiłam sama siebie.

Nowy Jork Central Park

Po tych przeżyciach znalazłam w końcu wspaniałą oazę w Central Park. Przepiękne miejsce w centrum wielkiego miasta, gdzie można się w końcu na chwilę odprężyć (choć nie można się tu pozbyć wrażenia, iż miasto jest ciągle w biegu, jako iż Central Park to ulubione miejsce joggingowców).

Uwielbiam Nowy Jork i na pewno wkrótce znów tu zawitam. Jednak z radością wracam teraz do mojego miasta, gdzie życie toczy się nieco wolniej. :-)

14 Sep 2007

Sam na sam ze sobą w Norwegii

No Comments Podróże, Rozwój Osobisty

Preikestolen

Kilka razy w roku mam potrzebę „pójścia w naturę”, tam gdzie nikogo nie ma, aby pobyć sam na sam z przyrodą i ze sobą, zapomnieć o codzienności i nabrać dystansu do życia. Obcowanie z naturą daje mi na szansę na spotkanie siebie samej. Tym razem, jak już pisałam w artykule „Mała rzecz, a cieszy”, wybrałam sie do Norwegii. We wrześniu Norwegia staje się mniej przystępna, poważniejsza, ostra ale i zarazem zapierająca dech w piersiach. Dzika.

Wybierając się do Norwegii postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym. Chciałam poznać nowy kraj, jak również doświadczyć wspaniałego oddziaływanie natury na moją psychikę. Jak się zatem ma przyroda do rozwoju osobistego?

Zawsze, kiedy mam jakiś problem do rozwiązania lub ważną decyzję do podjęcia, wybieram się na długi spacer do lasu, lub też jeśli mogę, na wędrówke górską. Zwykle zabieram ze sobą mojego narzeczonego – wymiana myśli wzmaga kreatywność. Spacerujemy najczęściej kilka godzin. Mniej więcej po godzinie otaczająca natura uspokaja nas, stopniowo zapominamy o naszym życiu codziennym, myśli powoli zaczynają się skupiać na kontemplowaniu natury. Nasze umysły uwalniają się od natoku myśli i tu właśnie zaczyna się kreatywny proces. Po kilku godzinach wracamy do domu, z nowymi, ciekawymi pomysłami i rzucamy się w wir ich realizacji.

Obcowanie z przyrodą pomogło mi rozwiązać większość moich problemów, jak również zebrałam w ten sposób wiele kreatywnych pomysłów na życie. Obecny wyjazd do Norwegii nie był spowodowany potrzebą rozwiązania konkretnych problemów. Właściwie moje życie w tym momencie jest naprawdę fajne, mam wiele planów na przyszłość, ale jednocześnie nie skonkretyzowałam dokładnie moich długoterminowych celów. Oczekuję, iż po powrocie z Norwegii moje plany na następne trzy lata będą skrystalizowane, a przy okazji znajdę kilka kreatywnych pomysłów na implementację od zaraz! Póki co, cieszymy się Norwegią, jej niedostępnością i pięknem.

12 Sep 2007

Mała rzecz, a cieszy

No Comments Podróże, Rozwój Osobisty

Hytta_1
Ten artykuł piszę podczas spędzania tegorocznego urlopu. Wybraliśmy trochę nietypowy kierunek jak na początek września, zamiast na południe w pogoni za odchodzącym latem, wybraliśmy się na północ, na powitanie zimy – do Norwegii. Średnie temperatury w granicach 10-15 stopni. Szczerze mówiąc myślelismy, że będzie nieco cieplej, ale coż, nie narzekamy, jako iż na ten wyjazd czekaliśmy kilka miesięcy. Oboje jesteśmy zakochani w Skandynawii. Ten urlop postanowiliśmy spędzić bez specjalnych wygód i w pełni zatopić się w otaczającej naturze.Jestem raczej osobą wygodną, więc codzienne biwakowanie w namiocie w temperaturze 10 stopni, z siąpiącym deszczem było dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem. Nie, żeby było to dla mnie czymś nowym – jako harcerka spędziłam wiele wakacyjnych tygodni w namiotach, jednak z czasem stałam się po prostu wygodna. Od kiedy pracuję i mogę pozwolić sobie na hotel lub pensjonat, opcja z namiotem jest coraz mniej pociągająca.

Wracamy jednak do Norwegii. Tak się złożyło, iż przez pierwsze dwa dni nie mieliśmy możliwości wzięcia prysznica, posiłki przygotowywaliśmy na biwakowej kuchence zaś śniadanie jedliśmy w pośpiechu na bagażniku naszego samochodu. Po czterech dniach biwakowanie w namiocie, po wędrówkach po norweskich fiordach, zmarznięci i przemoczeni, u podnóża Lysefjord znależliśmy norweską hytte, w której właśnie spędzamy, po raz pierwszy od dłuższego czasu, noc w „normalnych” warunkach.

To doświadczenie zainspirowało mnie właśnie do napisania tego postu. Po kilku dniach spędzonych w namiocie, zwykłe rzeczy, których codziennie nie doceniamy – jak np. krzesła, sztućce, kuchenka, fotele – były przez nas postrzegane jako niesamowity luksus. Po wejściu do naszego domku od razu zaczęliśmy wykrzykiwać jeden przez drugiego: zobacz, mamy kuchenke elektryczną! I garnki! I talerze! Zobacz, prysznic też jest! I fotele! Cieszyliśmy się jak dzieci z tych prostych rzeczy. Na codzień nawet ich nie dostrzegamy, a teraz urosły w naszym odczuciu do rangi luksusu.

To dało nam trochę do myślenia. Że czasami warto nabrać do wszystkiego trochę dystansu. Że warto nie brać wszystkiego za dane. Że warto się cieszyć z rzeczy niewielkich. Codziennie.