Archive for Polecane

24 Nov 2009

W poszukiwaniu pasji

14 Comments Polecane, Rozwój Osobisty, Sukces

ExplorerSmall

Co tak naprawdę Cię pasjonuje? Spotykam ostatnio wiele osób, które nie potrafią odpowiedzieć na to pytanie: “Czy ja wiem? Nigdy tak naprawdę się nad tym nie zastanawiałem”, czy też: “Hmm, nie wiem, ja chyba nie mam żadnych specjalnych pasji”. Wiem coś o tym, bo sama byłam w takiej sytuacji. Jeszcze kilka lat temu nie potrafiłam znaleźć sensownej odpowiedzi na to pytanie. Przez dość długi okres mojego życia nawet nie zadawałam sobie tego pytania. Gdzieś w dzieciństwie wbiłam sobie do głowy receptę na sukces w życiu: dobrze się uczyć, ukończyć najlepsze szkoły i znaleźć dobrą pracę w dużej firmie, zarabiać przyzwoicie, kupić fajny samochód, dom, itd. To była moja recepta na szczęśliwe życie. Jak sobie możecie wyobrazić, byłam nieźle rozczarowana, kiedy ta recepta okazała się niezbyt udana.

Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie, co tak właściwie cię pasjonuje, jest duża szansa, iż tak naprawdę po prostu nie poświeciłeś sobie wystarczająco dużo czasu na poszukiwania. W poszukiwaniu własnej pasji często musimy przeobrazić się w odkrywcę, podróżnika, jak Kolumb być odkrywcą nowych terytoriów. Musimy próbować wielu rzeczy, iść wieloma ścieżkami, a wtedy prawdopodobieństwo odnalezienia tego, co nam w duszy gra jest coraz większe. Tak jak odkrywca musimy otwierać się na nowe doświadczenia.

Ja staram się żyć jak odkrywca od dobrych kilku lat. Czasami znajomi kręcą głową, mówiąc: “Czy nie możesz się w końcu ustatkować? Wieść normalne, spokojne życie?”. Ale co to właściwie znaczy: normalne, spokojne życie? Dla mnie właśnie to jest normalne: ciągle odkrywać życie na nowo. Czy już odkryłam swoją pasję? Na pewno wypróbowałam już wiele rzeczy, które sprawiają mi przyjemność: uwielbiam podróżować, pisać, niesamowitą frajdę sprawia mi praca jako coach, zgłębiam się w tajniki medytacji, a ostatnio odkryłam moją fascynację Aikido. Jeszcze kilka lat temu nie miałam pojęcia, że robienie tych rzeczy sprawia mi taką przyjemność. I jestem przekonana, że jeszcze tyle rzeczy przede mną do odkrycia! :-) Na mojej liście odkrywcy znajduje się jeszcze kurs aktorski oraz gra na skrzypcach. ;-)

Najważniejsze jest pozwolenie sobie na bycie odkrywcą. Co zamierzasz odkryć w najbliższym czasie?

Pozdrawiam serdecznie!

11 Feb 2009

What you resist, persists!

3 Comments Polecane, Rozwój Osobisty, Sukces

Przez ostatni tydzień uczestniczyłam w bardzo intensywnym szkoleniu w Hiszpanii. Zwykle po tego rodzaju treningach pojawiają się rożnego rodzaju przemyślenia, lekcje życia, itp. I tym razem nie było inaczej, co mnie potwierdza w przekonaniu, iż warto było zapłacić te pieniądze za ten program! ;-) Ale zacznijmy od początku.

Jadąc na wyżej wspomniane szkolenie, zupełnie nie miałam na nie ochoty. Musiałam jednak w nim uczestniczyć, bo już zapłaciłam i  wzięłam urlop (przynajmniej to motywowało mnie do zrobienia tego, czego nie chcę ;-) . Brak ochoty na następne szkolenie brał się z kompletnego znudzenia rozwojem osobistym (to zdarza się nawet mnie! ;-) . Myślę, że swojego czasu po prostu przedobrzyłam z tzw. “pracą nad sobą” do tego stopnia, iż sama myśl o tym powodowała, iż robiło mi się niedobrze. To podobnie jak z naszą ulubioną potrawą – kiedy zjemy zbyt dużo, też zrobi nam się niedobrze, nie ważne jak bardzo nam smakuje.

Zatem pojawiłam się na szkoleniu w powyższym nastroju. Podczas pierwszych dni szkolenia pozostałam nadal w moim modus operandi “nie mam ochoty”. Wewnątrz mnie rozgrywała się niesamowita walka: nie mogłam zaakceptować faktu, iż jestem znudzona rozwojem osobistym. Jak to , teraz kiedy jestem na tym szkoleniu? Zapłaciłam tyle pieniędzy, i teraz nie mam ochoty? Walka, walka, walka. Po dwóch dniach stwierdziłam jednak, iż nie mogę tak dłużej. Wewnętrzna walka nie pozwoliła mi nawiązać głębszych kontaktów z uczestnikami programu i powoli zaczęłam wywierać negatywny wpływ na grupę. Po rozmowie z leaderem grupy, postanowiłam wyjawić uczestnikom moją “tajemnicę”. Wstałam i powiedziałam, że tak naprawdę nie mam ochoty tutaj być, jestem kompletnie znudzona i najchętniej wróciłabym do domu. Ku mojemu zdziwieniu uczestnicy szkolenia ze zrozumieniem przyjęli moje znudzenie, a nawet okazało się, iż w grupie jest jeszcze kilka osób, które czują się podobnie.

Ten fakt upublicznienia mojej wewnętrznej walki był dla mnie niesamowicie ważny. Spowodował, iż zaakceptowałam moje uczucie znudzenia, frustracji i ogólnego niezadowolenia. Przestałam walczyć. Przestałam siebie linczować, zamiast tego świadomie zaakceptowałam stan, w jakim się znajduję. I nagle poczułam się o wiele lepiej, jakby kamień spadł mi z serca. W moim postrzeganiu szkolenia nic się nie zmieniło, nadal byłam znudzona i zupełnie niezainteresowana. Ale mimo to czułam się dobrze, bo w końcu zakończyła się ta wewnętrzna walka. Wewnątrz byłam spokojna i opanowana, mając respekt dla siebie i moich emocji. Po pewnym czasie, jak większość z Was pewnie przypuszcza, moje znudzenie minęło i zostało zastąpione ciekawością świata i nowego! :-) Jednak jestem przekonana, iż jeśli wcześniej nie zaakceptowałabym mojego uczucia niezadowolenia, wewnętrzna walka toczyłaby się nadal i ten stan utrzymałby się do końca szkolenia.

Po czasie zdałam sobie sprawę, iż moje doświadczenie było ilustracją poniższej prawdy:

What you resist, persists. – To, z czym walczysz, wzmaga jedynie na sile.

Patrząc w przeszłość, bardzo często ignorowałam powyższe. Kiedy przytrafiło mi się coś nieprzyjemnego, nie potrafiłam zaakceptować moich emocji smutku, niezadowolenia, irytacji, itp. Walczyłam z tymi emocjami, chciałam, aby zawsze było fajnie. Jednak życie będzie nas każdego dnia wystawiało na próby, po prostu jesteśmy ludźmi i emocje są nieodłączną częścią człowieczeństwa, nie sposób ich stłumić. Jasne, że nie jest fajnie, kiedy czujemy się źle. Jednak kiedy przestaniemy z tymi uczuciami walczyć, a po prostu zaczniemy je świadomie obserwować, jak dziecko, te nieprzyjemne uczucia po niedługim czasie przeminą, tak jak w powyższym przykładzie. Jeśli jednak zaczniemy z nimi walczyć, uczucia te jedynie się wzmogą, pochłaniając naszą energię. To ilustruje dokładnie sposób życia według tradycji zen – po prostu bądź tu i teraz, ze wszystkimi emocjami,  jakie Cię odwiedzają. Jedynie to pozwoli nam na osiągnięcie wewnętrznego spokoju i cieszenia się życiem każdego dnia, cokolwiek on przyniesie.

Dopiero od jakiegoś czasu stosuję świadomie tę metodę, ale już odczuwam niesamowite poczucie spokoju, rzadziej uciekam w przeszłość lub przyszłość, nagle dostrzegam krople rosy na liściach, nagle powoli i ze skupieniem składam ubrania wyjęte z suszarki, czerpiąc z tego niesamowitą przyjemność (!), nagle piję kieliszek wina przez godzinę, delektując się każdą kroplą…

Tu i teraz. Być ze wszystkimi emocjami, które nas odwiedzają, obserwować z ciekawością jak dziecko, pozwolić wszystkiemu po prostu być…

Pozdrawiam serdecznie!

01 Oct 2007

Proste techniki medytacji, cz.1

11 Comments Medytacje, Polecane, Rozwój Osobisty

Meditation

Jak obiecałam w artykule, „Medytacje dla każdego”, w tej serii postów postaram się przedstawić Wam kilka prostych technik medytacji, które stosuję z powodzeniem od dłuższego czasu. Zanim jednak przejdziemy do opisu pierwszej z technik, poniżej zamieszczam pokrótce generalne wprowadzenie do medytacji dla tych z Was, którzy jeszcze nigdy nie medytowali.

Na początek proponuje przeczytać mój poprzedni artykuł o medytacjach. Generalnie do medytacji nie trzeba potrzeba specjalnego przygotowania, ważne jest jednak Wasze pozytywne nastawienie do tego procesu.

Ubranie
Załóżcie coś wygodnego, najlepiej luźne, bawełniane okrycie, tak, aby było wam ciepło (jako, że ja jestem wyjątkowym „zmarzluchem”, zawsze mam pod ręką koc).

Pozycja medytacyjna
Na początek zapomnijcie o kwiecie lotosu. Nie jest to pozycja łatwa, i na pewno nie na początek. Ja zaczynałam siedząc na kanapie lub wygodnym krześle, nogi złączone, stopy na podłodze. Najlepiej bez butów, w ciepłych skarpetkach. Teraz medytuję siedząc po turecku na kanapie. Bardzo ważne: pamiętajcie o wyprostowanych plecach!

Kiedy medytować?
Najlepszą porą jest poranek, tuż po przebudzeniu lub wieczór, przed pójściem spać. Ja medytuję zawsze rano, po wypiciu porannej kawy. Jeśli medytujecie o poranku, ważne jest, aby odczekać trochę czasu po przebudzeniu, bo w przeciwnym wypadku możecie zasnąć podczas medytacji (to czasami mi się zdarzało, dlatego teraz medytuję rano dopiero po wypiciu kawy). Zanim rozpoczniecie medytacje, upewnijcie się, ze przez ten czas nic nie będzie Wam przeszkadzało, wyłączcie telefon, radio, telewizor, itp.

Jak długo medytujemy?
Dla początkujących proponuję medytować ok. 10 minut. Z czasem, gdy nabierzecie wprawy, możecie wydłużać czas medytacji (według niektórych guru medytacji należy medytować pół godziny rano i pół godziny wieczorem). Ja medytuję codziennie ok. 20 – 30 minut, czasami dłużej w weekendy. Aby odmierzyć czas, nastawcie sobie budzik.

Z muzyką czy bez?
Na początek nie polecam muzyki, bo będzie Was rozpraszać. Po uzyskaniu pewnej wprawy w medytowaniu, polecam relaksującą muzykę medytacyjną.

Wszystko jasne? Zatem do dzieła. Poniższa technika medytacyjna jest jedną z najbardziej podstawowych, a zarazem jedną z najskuteczniejszych technik.

Medytacja oddychania (ang. Breathing Meditation)

Głównym celem tej techniki jest uciszenie myśli poprzez skupienie się na oddychaniu.

  • Usiądź wygodnie na kanapie lub krześle, stopy na podłodze, ręce połóż na kolanach, wyprostuj plecy
  • Zamknij oczy i wykonaj powolny, głęboki wdech, poczuj jak powietrze wypełnia twoja klatkę piersiową. Wstrzymaj na chwile oddech, po czym wykonaj powolny wydech.
  • Pozwól Twojemu oddechowi osiągnąć swój normalny rytm, niczego nie wymuszaj.
  • Skup uwagę na miejscu, gdzie czujesz swój oddech najbardziej – w klatce piersiowej, może w nosie, może w przeponie – nie ma złego miejsca. Skoncentruj swoją uwagę na tym miejscu, oddychając naturalnie i swobodnie.
  • Obserwuj Twój wdech i wydech, nadal koncentrując swoją uwagę właśnie na tym miejscu, gdzie czujesz oddech najbardziej. Bądź obserwatorem.
  • Wdech i wydech, wdech i wydech… naturalnie, bez nacisku, swobodnie, spokojnie…

Proste, prawda? Przynajmniej tak wydaje się na pierwszy rzut oka. Na początku miałam jednak trochę trudności z wytrzymaniem kilkunastu minut kontemplując mój oddech. Jednak po kilku próbach udaje się bez problemu. Nie zrażajcie się zatem, jeśli za pierwszym razem nie uda Wam się w stu procentach wyciszyć Waszych myśli!

Mnie czasami pomaga również liczenie wdechów i wydechów – np. staram się doliczyć do 10 (wdech & wydech), po czym znów liczę od początku.

Pamiętajcie, aby po skończeniu medytacji posiedzieć jeszcze przez chwilę i powrócić do „normalnego” stanu. Nasz organizm zwalnia podczas medytacji i potrzebuje później chwilkę, aby znów ruszyć do akcji.

Życzę powodzenia! :-)

07 Sep 2007

Zazdrość – czy można się jej pozbyć?

46 Comments Polecane, Rozwój Osobisty, Sukces

Dla mnie to jedno z najbardziej nieprzyjemnych uczuć. Uznam moje życie za spełnione, jeśli przestanę odczuwać zazdrość. Na szczęście od jakiegoś czasu uczucie to jest coraz bardziej rzadkim gościem. Swojego czasu jednak zazdrościłam innym wszystkiego – lepszego wyglądu, lepszej pracy, lepszego chłopaka, pieniędzy, itp. Na przeżywanie uczucia zazdrości traciłam dużo mojego cennego czasu i energii. Zamiast wziąć się za siebie i pracować nad sobą, aby osiągnąć to, czego pragnę, koncentrowałam się na kontemplowaniu mojej zazdrości i rozpatrywania życia innych ludzi. Długo zajęło mi zdanie sobie sprawy, iż każdy z nas ma w życiu własną historię do przeżycia, na której powinien się koncentrować.

Od czasu, kiedy rozpoczęłam intensywną pracę nad sobą, uczucie zazdrości straciło na intensywności. Przestałam porównywać się z innymi, a zamiast tego koncentrowałam się na pracy w kierunku własnych marzeń. Ku mojemu zdziwieniu i radości nagle zaczynałam się cieszyć z sukcesów innych ludzi – wcześniej było to po prostu nie do pomyślenia!

Jednak jak można pozbyć się uczucia zazdrości? Mimo, iż do końca nie jestem wolna od zazdrości, zredukowałam jej ilość we własnym życiu w bardzo dużym zakresie.Poniżej kilka sugestii, które wypróbowałam i które się dla mnie sprawdziły.

• Uwierz w siebie – w końcu nie ma na tym świecie drugiej takiej osoby jak Ty. Każdy z nas jest na swój sposób doskonały, każdy z nas ma swoje słabości ale też i swoje mocne strony. Nigdy nie będę tak piękna jak Claudia Schiffer, ani tak mądra jak Einstein, ani tak oświecona jak Budda. Ale mam inne mocne strony i determinację zbadać, jaki potencjał we mnie drzemie. Z mojego doświadczenia intensywność uczucia zazdrości słabnie wraz ze wzrostem naszej samooceny i wiary w siebie.

• Nadaj Twojemu życiu kierunek – postaw sobie długoterminowe cele. Zastanów się, co tak naprawdę chciałbyś w życiu osiągnąć i przelej swoje cele na papier. Gdzie chciałbyś być za trzy lata? Czego tak naprawdę pragniesz? Jakie marzenia pragnąłbyś zrealizować? Sama świadomość posiadania konkretnych celów czyni nas bardziej pewnymi siebie i to oddala uczucie zazdrości.

• Otwórz się na innych ludzi. Zamiast zazdrościć, cieszmy się razem z nimi, zainteresujmy się, jak zrealizowali dane osiągnięcie, jeśli chcemy, możemy również osiągnąć to samo. To niesamowite, jak wiele możemy się od innych nauczyć.

A jak Wy radzicie sobie z uczuciem zazdrości?

26 Aug 2007

Jak polubić nieznośnego szefa?

1 Comment Kariera, Polecane, Rozwój Osobisty, Sukces

Któż z nas nie zna tego uczucia: zagryzamy zęby i robimy, co nam kazał, chociaż najchętniej rzucilibyśmy wszystko w cztery kąty i poszli do domu. W moim życiu całe szczęście nie miałam wielu nieznośnych szefów, ale jeden dał mi się we znaki całkiem konkretnie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż po kilku miesiącach pracy nad sobą w końcu nasze stosunki bardzo się poprawiły. Nie żeby mój szef się zmienił – co to, to nie! Co się zmieniło, to moje spojrzenie na niego i całą sytuację.

„Change the way you look at things and the things will change” Na pierwszy rzut oka nawet go polubiłam. Sympatyczny facet, pomyślałam. Jak później sie okazało – sympatyczny to i on był, jak najbardziej. Ale jako manager niestety zupełnie się nie sprawdzał i doprowadzał każdego podwładnego do krańcowej frustracji.

Doznałam już tego pierwszego dnia w pracy. Oczekiwałam, iż wprowadzi mnie w tajniki czekających na mnie zadań, opowie o historii naszego biznesu, nakreśli czekające na nas wyzwania i cele, itp. Nic z tych rzeczy! Czekałam kilka tygodni na to, aby w końcu sie mną „zajął”, jednak na próżno. Poczułam się pozostawiona sama sobie, niepotrzebna, niedowartościowana. Powoli zaczęłam sobie zadawać pytanie, po co tu właściwie jestem. Frustracja narastała z dnia na dzień, w głębi duszy nienawidziłam go. On pewnie też odczuwał moją niechęć do niego, wynikiem czego nasze stosunki ciągle się pogarszały.

W końcu postawiłam sobie pytanie: do czego to prowadzi? Jestem niezadowolona, sfrustrowana jego zachowaniem, czyli tak naprawdę chcę, aby on się zmienił, był lepszym szefem. Ale czy to moje pragnienie jest realne? Jakie są szanse, że mój szef się zmieni, bo ja tego chcę? Jaki mam na to wpływ? Prawie żadny.

Jakie byłoby zatem sensowne rozwiązanie tej sytuacji?

Miałam następujące możliwości:

1. Zmienić pracę

2. Zmienić moje podejście do szefa

Nr.1. Zmienić pracę

Wymagałoby to znów wiele wysiłku i energii. Oznaczałoby to również, że jestem słaba psychicznie, nie zdolna stawić czoła trudnej sytuacji.

Nr.2. Zmienić siebie

Chmm, to wydawało się już nieco sensowniejsze. Stwierdziłam, iż musze po prostu zmienić spojrzenie na mojego szefa. Jeśli dam mu do zrozumienia, co naprawdę o nim myślę, pogorszy to jeszcze bardziej moją sytuację. Wtedy może zamknąć się w sobie, i odsunąć się ode mnie zupełnie. To nie pomoże mi w niczym. Postaram się po prostu, aby mnie polubił.

I to było właśnie wyjście z sytuacji. Zaakceptowałam fakt, iż mój szef jest, jaki jest i przestałam się denerwować, wytykać jego błędy i ogólnie użalać się na moją sytuację. Zdałam sobie sprawę ze tego, iż cały czas grałam rolę ofiary („on jest winien wszystkiemu”). Postanowiłam w końcu przyjąć odpowiedzialność za moje życie, za to, jak reaguję na moje otoczenie, trudne sytuacje, na innych ludzi. Podjęłam inicjatywę, koncentrowałam się na moich zadaniach w pracy, a zarazem w stosunku do mojego szefa postępowałam według zasad, które opisałam w artykule „Jak zdobywać przyjaciół i zjednywać sobie ludzi?”. Efekt był naprawdę zaskakujący: moje relacje z szefem znacznie się poprawiły, zdenerwowanie i niezadowolenie zniknęły, a praca nagle zaczęła naprawdę sprawiać przyjemność. Z czasem dostrzegłam, iż mój szef tak naprawdę jest interesującym człowiekiem, od którego dużo można się nauczyć. Naprawdę polecam tę strategię, jeśli chcecie polepszyć swoje stosunki z szefem!

31 Jul 2007

Jak zjednywać sobie ludzi – w praktyce

2 Comments Polecane, Rozwój Osobisty, Sukces

W moim ostatnim artykule „Jak zdobywać przyjaciół i zjednywać sobie ludzi?” pisałam o tym, jak zdaniem Dale Carnegie należy postępować, aby ludzie nas polubili. Dziś pragnę Wam przekazać, jak to wygląda w praktyce. Jako przykład posłużę się moją koleżanką z pracy, która te zasady opanowała do perfekcji. Do tej pory nie spotkałam osoby, która miałaby tak wspaniale podejście do ludzi jak Sandra. Kiedy spotkałam ja po raz pierwszy, gdy została zatrudniona w naszej firmie, moja pierwsza myśl: to na pewno bardzo mila osoba! Trudno było tak nie pomyśleć – uśmiech od ucha do ucha, mowa ciała mówiła za siebie. Krótko się przedstawiłam, mówiąc, czym się zajmuję, a Sandra od razu zadała mi kilka pytań dotyczących mojej pracy. Po czym ja oczywiście się rozkręciłam i rozpoczęłam monolog ;-) . Jak tylko skończyłam moją chwalebną opowieść, Sandra podsumowała, iż moje zadanie jest wielce interesujące a moja rola w firmie niezwykle ważna. Przez cały czas, jak snułam swoja opowieść, Sandra uważnie się przysłuchiwała, uśmiechała i kiwała głowa ze zrozumieniem. Całe nasze spotkanie trwało 2-3 minuty, ale po opuszczeniu biura, w którym cała scena się odgrywała, poczułam się ważna, dowartościowana i oczywiście – jakżeby inaczej – od razu polubiłam Sandrę!! Czy to nie klasyczny przykład wprowadzanie w życia tego, o czym mówił Carnegie?

Wróćmy do Sandry. Od naszej pierwszej rozmowy wiedziałam, ze ma ona wyjątkowy dar zjednywania sobie ludzi. Co jest tak wyjątkowego w jej postępowaniu?

Nieustanny uśmiech na twarzy
Kiedy tylko Sandra wchodzi do biura, atmosfera zmienia się całkowicie. Wesoło wita wszystkich po kolei, pogawędzi z każdym krotka chwile, zapyta się, jak minął weekend, zarzuci małym dowcip i z uśmiechem na ustach wybiera się z którąś z koleżanek na poranna kawkę do kuchni.

Poczucie humoru
Sandra sypie żartami jak z rękawa. Zawsze i wszędzie. Przeważnie są to dowcipy sytuacyjne. To nie tanie dowcipkowanie, ale naprawdę wesołe żarty, które sprawiają, iż każdy po prostu musi się roześmiać.

Zainteresowanie ludźmi – stawianie pytań
Tak naprawdę niewiele wiemy o życiu prywatnym Sandry. Ale ona z kolei wie wiele o każdym z nas. Wykazuje szczere zainteresowanie ludźmi, w rozmowach często zadaje pytania. Nie wścibskie, które później wykorzystałaby gdzieś w plotkach, ale szczere, wynikające z naturalnego zainteresowania. Jej współrozmówcy czują, że jest w tym naturalna i otwarta.

Uprzejmość, ale stanowcza
Sandra jest niezwykle uprzejmą osobą. Nigdy nikogo nie obrazi, nie obrzuci ostrą krytyka wprost. Jej maile są niezwykle uprzejme, w rozmowie telefonicznej też zawsze waży słowa i traktuje partnera z szacunkiem, prawie ze uwielbieniem. Nie znaczy to jednak, iż nie ma swojego zdania. A jakże! Nie toleruje niedbalstwa i lenistwa, jeśli ktoś jej zajdzie za skórę, potrafi to dobitnie powiedzieć. Ale w taki sposób, iż osoba taka nie obrazi się na nią, lecz poczuje się zmotywowana do pracy nad sobą.

Traktuj każdego jak największego przyjaciela
Sandra traktuje każdą osobę, jakby była jej największym przyjacielem. Na widok jakiejkolwiek koleżanki lub znajomego (tudzież nieznajomego) szeroko się uśmiecha, robi small talk i dowcipkuje. To powoduje, iż ludzie odwzajemniają to zachowanie.

Przedstaw się nieznajomym
Po rozpoczęciu pracy w firmie Sandra nie czekała, aż wszyscy koledzy zostaną jej przedstawieni. Przejęła wodze i przedstawiała się wszystkim kolegom i koleżankom osobiście tudzież telefonicznie – po kilku tygodniach znała już większość ludzi, których powinna znać. I każdy znał Sandrę.

Co zyskała Sandra przez takie zachowanie? Szacunek i uwielbienie wszystkich w pracy. Niesamowite, jak w ciągu kilku miesięcy stworzyła w pracy swój network. Jako, iż jest ona również niezwykle sumienna i pracowita, zyskała także uznanie kierownictwa i zapewnie niedługo ogłoszę, iż otrzymała promocje! :-)

W kwestii zjednywania sobie ludzi Sandra jest zdecydowanie moim guru. Naturalna, otwarta, szczera a zarazem pewna swojej wartości, wiedząca dokładnie, czego chce, odpowiedzialna kobieta. Zachwyca mnie każdego dnia i motywuje.