W poszukiwaniu pasji

Co tak naprawdę Cię pasjonuje?

W poszukiwaniu pasji W poszukiwaniu pasji

What you resist, persists!

Przez ostatni tydzień uczestniczyłam w bardzo intensywnym szkoleniu w Hiszpanii. Zwykle po tego rodzaju… [more]

What you resist, persists! What you resist, persists!

Proste techniki medytacji, cz.1

Kilka prostych technik medytacji

Proste techniki medytacji, cz.1 Proste techniki medytacji, cz.1

Zazdrość – czy można się jej pozbyć?

Czy można pozbyć się zazdrości?

Zazdrość – czy można się jej pozbyć? Zazdrość – czy można się jej pozbyć?

Jak polubić nieznośnego szefa?

Któż z nas nie zna tego uczucia: zagryzamy zęby i robimy, co nam kazał, chociaż najchętniej rzucilibyśmy wszystko w cztery kąty i poszli do domu.

Jak polubić nieznośnego szefa? Jak polubić nieznośnego szefa?

Jul 01 2010

Siła oddechu.. we Florencji

Ubiegły weekend spędziłam w Toskanii, na spotkaniu z członkami grupy, z którą brałam udział w ponad rocznym szkoleniu przywódczym. Szkolenie ukończyłam rok temu, ale nasza grupa bardzo się ze sobą zżyła i od czego czasu spotykamy się w mniejszych grupach w rożnych miastach w Europie, a tym razem postanowiliśmy spotkać się większą kohortą w Toskanii.

Nasza grupa składa się z 18 osób, pochodzimy z 12 krajów i chyba nigdy nie spotkałam się z taką różnorodnością charakterów. Każdy z nas ma zupełnie inną energie, i energia ta jest zwykle bardzo intensywna. Co oczywiście od samego początku powodowało zwarcia, kolizje i wybuchy w naszej grupie ;-) Cale szczęście za każdym razem udawało nam się wyjść z każdej z tych sytuacji, bogatszymi w nowe doświadczenia.

I tym razem postanowiliśmy wystawić na próbę nasze zdolności pracy w grupie. Wykonaliśmy następujące ćwiczenie: grupa ustawia się w dwóch rzędach, stoimy naprzeciwko siebie, wyciągamy przed siebie dwa palce wskazujące. Następnie prowadzący ćwiczenie kładzie na naszych palcach długą, cienką gałąź. Naszym zadaniem jest wspólne położenie tej gałęzi na ziemi, w taki jednak sposób, aby 2 palce każdego z nas cały czas dotykały tej gałęzi. Jeśli ktoś oderwie palce od gałęzi, zaczynamy od nowa.

Zaczynamy. Oczywiście od razu gałąź zaczęła unosić się w górę, a nie w dól. Rozpoczęliśmy  zatem główkowanie, co musimy zrobić, aby położyć gałąź na ziemi. Pojawiły się różnorodne pomysły, które niestety nie przyniosły pożądanego rezultatu, gałąź cały czas szla do góry. Powoli traciliśmy panowanie nad sobą, przekrzykiwaliśmy się na całego, ogarniała nas frustracja. Co robimy? Nie ma szans na położenie tej gałęzi na ziemi. W końcu, w kłębi tego chaosu i przekrzykiwania, krzyknęłam głośniej, niż inni, próbując zwrócić uwagę na to, co mówię: oddychajcie! Wszyscy spojrzeli na mnie. Oddychajcie, powtórzyłam. Z tego chaosu nic nie wyjdzie, mam propozycję: przestańmy mówić, nikt od tej pory nie może się odzywać, będziemy tylko głęboko oddychać, koncentrując się na wydechu. Prowadziłam grupę przez oddychanie, głęboko, poświstując na wydechu. Cisza, słyszymy jedynie świst wydechu. Nagle gałąź zaczęła się zniżać, powoli, powoli , jeszcze jeden wydech, jeszcze dwa…. i położyliśmy gałąź na ziemi. Przez kilka sekund trwała cisza, po czym spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy wiwatować, wzajemnie się obejmując! Udało się!!! :-)

Było to dla  mnie niesamowite doświadczenie. W osiągnięciu naszego celu nie pomogły żadne innowacyjne idee, jedynie siła oddechu. Wspólne oddychanie i milczenie sprawiło, iż przestaliśmy być zlepkiem rożnych charakterów, a staliśmy się jednością, jednolitym systemem.

Ten eksperyment mnie zastanowił: gdybyśmy tak od czasu do czasu na chwilę przestali mówić i zaczęli wspólnie oddychać. Jakie możliwości otwarłoby to w naszej pracy, rodzinie, w rożnych grupach, do których przynależymy?

Pozdrawiam serdecznie!

P.S.1  Co do powyższego zdjęcia: chciałam do tego postu dołączyć jakieś zdjęcie z Toskanii, jest to  jedyne jakie zrobiłam podczas tego wyjazdu – David we Florencji! ;-)

P.S. 2 OK, skłamałam, mea culpa! Mam jeszcze jedno zdjęcie z restauracji, w której jedliśmy kolacje we Florencji. Wchodzę do restauracji i co widzę? Nie wierzę własnym oczom – talerze z Bolesławca! Jestem zatwardziałą fanką ceramiki Bolesławskiej i za każdym razem, jak przejeżdżam kolo Bolesławca, zostawiam fortunę w przydrożnych sklepach ceramiki. Uwielbiam tą ceramikę. No i wchodzę do malej restauracji we Florencji – a tam Bolesławiec! :-) Niestety nie dowiedziałam się, dlaczego mają zastawę z Polski, kelner był zestresowany! :-)

Dodaj do wykopu:
  • Wykop

Brak komentarzy



Jun 10 2010

Czy się stoi, czy się leży czyli 5.6 kilometra

Wczoraj brałam udział w biegu J.P Morgan Corporate Challenge we Frankfurcie. Ten bieg ma już długą tradycję, organizowany przez J.P. Morgan w wielu miastach na świecie (Nowy Jork, Chicago, Londyn, Johannesburg, etc.), bieg ten adresowany jest to firm i biorą w nim udział pracownicy owych firm. Długość trasy: 5.6 kilometra.

Nigdy nie byłam długodystansową biegaczką, w szkole raczej biegałam na krótkie dystanse, najczęściej na 100 metrów, tutaj liczyła się szybkość, a nie wytrzymałość.

Ostatnio jednak postanowiłam zacząć biegać na dłuższe dystanse. Potrzebowałam na początku celu, który dodałby mi motywacji i właśnie ten powyższy bieg obrałam sobie jako cel dwa miesiące temu. Na początku treningu nie było łatwo – po dwóch minutach biegu dostawałam zadyszki i musiałam przez następną minutę iść powoli, aby móc znów dwie minuty biec. Mówiąc szczerze, na poczatku byłam zaszokowana moja forma (a raczej jej brakiem ;-) ), ale nic to, trenowałam dalej. Biegałam 3 razy w tygodniu i za każdym razem podnosiłam sobie poprzeczkę. Aż wreszcie po miesiącu treningu przebiegłam 5 kilometrów i do tego bez specjalnej zadyszki ;-) . Byłam zafascynowana, że to wcale nie było takie trudne. Po prostu regularne treningi i tyle. Forma lepsza za każdym razem.

W końcu nadszedł dzień próby. W tym roku na ten bieg zarejestrowało się ponad 70.000 uczestników z rożnych firm. Firmy wyposażyły swoich pracowników w koszulki z logiem firmy oraz odpowiednim motywującym sloganem. Na starcie kłębiły się tłumy, do linii startowej dotarłam po mniej więcej półgodzinnym oczekiwaniu, nic dziwnego przy takiej liczbie uczestników. W końcu start! Tego dnia czułam się świetnie i szybko osiągnęłam swoje zwykłe tempo. Jakież było jednak moje zaskoczenie – największym wyzwaniem w tym biegu nie było pokonanie 5.6 kilometra, ale – wymijanie uczestników! Nie ma problemu, że ktoś biegnie wolno, ale o co chodzi z tymi, którzy po prostu idą? I tak było przez te cale 5 kilometrów, wiele osób po prostu nie dało rady z biegiem i musieli iść. Sprawiało to naprawdę duże trudności dla innych, którzy biegli. Trzeba było idących wymijać, tworzyły się korki, zdarzały się nawet kolizje. Wymijałam maszerujące osoby, które miały koszulki z dumnymi napisami “We lead the change”, “We take the challenge and win”, “Catch me if you can”, itp. Pod sloganem logo firmy, dla której pracują.

Zastanowiło to mnie: jak takim nastawieniem do biegu świadczą ci pracownicy o firmach, dla których pracują? Jeśli nie mogą się zmotywować do minimalnego wysiłku i przebiec te 5 kilometrów, jakie nastawienie mają oni do pracy w tej firmie? Jakie świadectwo takim podejściem do biegu dają swojemu pracodawcy? Tym bardziej, że wiem z własnego doświadczenia, iż przygotowanie się do tego biegu nie było jakimś nadzwyczajnym wyczynem. Jeśli nie mogłabym przebiec 5 km, to lepiej nie zapisywałam się na ten bieg i nie ośmieszałabym mojego pracodawcy. W Niemczech jest takie powiedzenie: “Hauptsache: dabei sein” – “Najważniejsze, że jest się obecnym”. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Takie nastawienie przypomina mi nasze polskie powiedzenie z nie tak odległych czasów: “Czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy”. To niestety nie funkcjonuje w dzisiejszych czasach, nie polecam. Jeżeli bierzemy w czymś udział, to na całego. Jeżeli coś robimy, to dajemy z siebie wszystko.

Ale cóż, to jedynie moje skromne  zdanie na ten temat. Bieganie bardzo mi się spodobało, to niesamowity trening wytrzymałości, taka walka z moim wewnętrznym diabełkiem, który najchętniej chciałby, abym sobie wygodnie usiadła. Ale nie ze mną te numery. ;-) Już obrałam sobie następny cel: 21 km na jesień, i maraton na wiosnę! :-)

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do biegania!

Dodaj do wykopu:
  • Wykop

9 komentarze



May 27 2010

Warsztaty medytacji

Większość z Czytelników zna moje nastawienie do medytacji, o czym pisałam w wielu moich postach. Muszę przyznać, że “odkrycie” medytacji miało niezwykle pozytywny wpływ na moje życie i dziś nie wyobrażam sobie bez niej mojej egzystencji. Dwa lata temu ukończyłam również kurs nauczyciela medytacji i od tego czasu przeprowadzam workshopy dla rożnych grup.

Jako, iż często dostaję maile od Czytelników z pytaniami, jak rozpocząć medytować, zainspirowało mnie do następującego pomysłu. Zastanawiam się nad przeprowadzeniem jednodniowego workshopu medytacyjnego dla Czytelników mojego bloga. Jego celem byłoby głownie zapoznanie uczestników z rożnymi technikami medytacyjnymi. Workshop odbyłby się prawdopodobnie w sobotę, co do miasta sprawa pozostaje na razie otwarta. Termin, w razie zainteresowania, prawdopodobnie tuż po wakacjach. Workshop będzie bezpłatny, zakładając, że znajdę w miarę tanią lokalizację.

Poniżej zamieszczam krótką ankietę, z prośbą o wypełnienie, potrzebuję trochę informacji o tym, gdzie stoimy.

Pozdrawiam serdecznie!

P.S. 15.07.2010

Ze względu na zainteresowanie otwieram rejestrację na warsztaty. :-)

Czy jesteś zainteresowany udziałem w jednodniowym workshopie medytacyjnym?

View Results

Loading ... Loading ...

Jakie miasto odpowiadałoby Ci najbardziej jako lokalizacja workshopu?

View Results

Loading ... Loading ...

Jakie masz doświadczenie w medytowaniu?

View Results

Loading ... Loading ...
Dodaj do wykopu:
  • Wykop

9 komentarze



« Newer Entries - Older Entries »