07 Sep 2007

Zazdrość – czy można się jej pozbyć?

46 Comments Polecane, Rozwój Osobisty, Sukces

Dla mnie to jedno z najbardziej nieprzyjemnych uczuć. Uznam moje życie za spełnione, jeśli przestanę odczuwać zazdrość. Na szczęście od jakiegoś czasu uczucie to jest coraz bardziej rzadkim gościem. Swojego czasu jednak zazdrościłam innym wszystkiego – lepszego wyglądu, lepszej pracy, lepszego chłopaka, pieniędzy, itp. Na przeżywanie uczucia zazdrości traciłam dużo mojego cennego czasu i energii. Zamiast wziąć się za siebie i pracować nad sobą, aby osiągnąć to, czego pragnę, koncentrowałam się na kontemplowaniu mojej zazdrości i rozpatrywania życia innych ludzi. Długo zajęło mi zdanie sobie sprawy, iż każdy z nas ma w życiu własną historię do przeżycia, na której powinien się koncentrować.

Od czasu, kiedy rozpoczęłam intensywną pracę nad sobą, uczucie zazdrości straciło na intensywności. Przestałam porównywać się z innymi, a zamiast tego koncentrowałam się na pracy w kierunku własnych marzeń. Ku mojemu zdziwieniu i radości nagle zaczynałam się cieszyć z sukcesów innych ludzi – wcześniej było to po prostu nie do pomyślenia!

Jednak jak można pozbyć się uczucia zazdrości? Mimo, iż do końca nie jestem wolna od zazdrości, zredukowałam jej ilość we własnym życiu w bardzo dużym zakresie.Poniżej kilka sugestii, które wypróbowałam i które się dla mnie sprawdziły.

• Uwierz w siebie – w końcu nie ma na tym świecie drugiej takiej osoby jak Ty. Każdy z nas jest na swój sposób doskonały, każdy z nas ma swoje słabości ale też i swoje mocne strony. Nigdy nie będę tak piękna jak Claudia Schiffer, ani tak mądra jak Einstein, ani tak oświecona jak Budda. Ale mam inne mocne strony i determinację zbadać, jaki potencjał we mnie drzemie. Z mojego doświadczenia intensywność uczucia zazdrości słabnie wraz ze wzrostem naszej samooceny i wiary w siebie.

• Nadaj Twojemu życiu kierunek – postaw sobie długoterminowe cele. Zastanów się, co tak naprawdę chciałbyś w życiu osiągnąć i przelej swoje cele na papier. Gdzie chciałbyś być za trzy lata? Czego tak naprawdę pragniesz? Jakie marzenia pragnąłbyś zrealizować? Sama świadomość posiadania konkretnych celów czyni nas bardziej pewnymi siebie i to oddala uczucie zazdrości.

• Otwórz się na innych ludzi. Zamiast zazdrościć, cieszmy się razem z nimi, zainteresujmy się, jak zrealizowali dane osiągnięcie, jeśli chcemy, możemy również osiągnąć to samo. To niesamowite, jak wiele możemy się od innych nauczyć.

A jak Wy radzicie sobie z uczuciem zazdrości?

02 Sep 2007

Złota myśl na rozpoczęcie tygodnia

2 Comments Kariera, Rozwój Osobisty, Sukces

Od wielu miesięcy prowadzę listę złotych myśli, które wywarły wpływ na moje życie; wypowiedziane przez osoby, które całym sercem podziwiam i które motywują mnie do codziennej pracy nad sobą. Dziś pragnę podzielić się jedną z tych myśli z Wami, na pomyślne rozpoczęcie nadchodzącego tygodnia:

„There are no shortcuts to any place worth going”
Beverly Sills

Nie istnieją żadne skróty to miejsca, do którego warto się wybrać. To stwierdzenie ma w sobie potężną siłę. Jeszcze kilka lat temu nie brałam tego typu wskazówek na serio. Zawsze starałam się wybrać na skróty, po linii najmniejszego oporu, jak najszybciej do celu. Długa i wyboista droga raczej mnie odstraszała. Ale jednak taka strategia na dłuższą metę się nie sprawdzała – docierałam wprawdzie dość szybko do celu, ale moje osiągnięcia nie były zbyt wielkie i satysfakcja z nich również niewielka.

Teraz staram się żyć według powyższego cytatu. Postawiłam sobie dość wysokie cele na najbliższe lata i wiem, iż droga do ich osiągnięcia nie będzie ani łatwa, ani krótka. Ale wierzę, że jeśli tam dotrę, będę mogła z uśmiechem spojrzeć za siebie.

Życzę Wam udanego tygodnia bez skrótów! :-) Dla mnie będzie on dość pracowity do środy (jadę na targi do Kielc), ale za to od czwartku rozpoczynam 10-dniowe wakacje!

28 Aug 2007

Medytacje dla każdego?

4 Comments Medytacje, Rozwój Osobisty, Sukces

Medytacje zawsze kojarzyły mi się z buddyjskimi mnichami, żyjącymi z dala od cywilizacji, spędzającymi całe dnie na kontemplacji. Pojęcie medytacji miało w sobie coś uduchowionego, nieosiągalnego dla przeciętnego zjadacza chleba, zarezerwowane dla bardziej wtajemniczonej elity duchowej.

Aż jakiś czas temu natknęłam się w jednej z książek Briana Tracy na stwierdzenie, iż praktykowanie medytacji pomaga w osiągnięciu sukcesu w życiu, jako iż oddając się temu zajęciu stajemy się bardziej spokojni, skoncentrowani, świadomi i generalnie odporniejsi na stres. Jako, iż chętnie podejmuję się nowych wyzwań, postanowiłam wypróbować medytacje i przekonać się, czy to naprawdę działa. Muszę przyznać, iż na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do całej tej akcji.

people-meditating.jpg
Zakupiłam sobie zatem książkę o medytacji dla początkujących i tak zaczęła się moja przygoda z kontemplacją. Od tej pory medytuję codziennie rano ok. 15-20 minut (czasami w weekendy pozwalam sobie na wagarowanie ;-) ). Jest to jeden z najważniejszych nawyków, jakich nabyłam w ciągu ostatnich lat.

Na początku nie było łatwo. Generalnie celem medytacji jest całkowite „wyłączenie” własnego ego, pozbycie się jakichkolwiek myśli i kontemplowanie swojego wewnętrznego ja. Moim największym problemem na samym początku było w ogóle wysiedzenie w całkowitym spokoju przez te kilka minut. Zupełnie nie byłam do tego przyzwyczajona. No i te myśli! Jedna za drugą atakowały. Im bardziej próbowałam wyłączać moje myśli, tym więcej ich miałam. Po tygodniu jednak moje męczarnie zaczynały zamieniać się przyjemność. Z czasem naprawdę polubiłam mój codzienny rytuał.

Po kilku miesiącach praktykowania medytacji zauważyłam pozytywną zmianę mojego samopoczucia. Byłam o wiele bardziej zrelaksowana, skoncentrowana, jak również moja odporność na stres znacznie się zwiększyła.

Uważam, iż w nadchodzących latach medytacje będą zdobywały coraz więcej zwolenników. Będą je odkrywali dla siebie zwykli ludzie, pragnący – w oszałamiającym tempie współczesnego życia – zatrzymać się na chwilę i posłuchać swojego wnętrza.

W następnych artykułach będę jeszcze pisała o różnych technikach medytacji. Zapraszam!

26 Aug 2007

Jak polubić nieznośnego szefa?

1 Comment Kariera, Polecane, Rozwój Osobisty, Sukces

Któż z nas nie zna tego uczucia: zagryzamy zęby i robimy, co nam kazał, chociaż najchętniej rzucilibyśmy wszystko w cztery kąty i poszli do domu. W moim życiu całe szczęście nie miałam wielu nieznośnych szefów, ale jeden dał mi się we znaki całkiem konkretnie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż po kilku miesiącach pracy nad sobą w końcu nasze stosunki bardzo się poprawiły. Nie żeby mój szef się zmienił – co to, to nie! Co się zmieniło, to moje spojrzenie na niego i całą sytuację.

„Change the way you look at things and the things will change” Na pierwszy rzut oka nawet go polubiłam. Sympatyczny facet, pomyślałam. Jak później sie okazało – sympatyczny to i on był, jak najbardziej. Ale jako manager niestety zupełnie się nie sprawdzał i doprowadzał każdego podwładnego do krańcowej frustracji.

Doznałam już tego pierwszego dnia w pracy. Oczekiwałam, iż wprowadzi mnie w tajniki czekających na mnie zadań, opowie o historii naszego biznesu, nakreśli czekające na nas wyzwania i cele, itp. Nic z tych rzeczy! Czekałam kilka tygodni na to, aby w końcu sie mną „zajął”, jednak na próżno. Poczułam się pozostawiona sama sobie, niepotrzebna, niedowartościowana. Powoli zaczęłam sobie zadawać pytanie, po co tu właściwie jestem. Frustracja narastała z dnia na dzień, w głębi duszy nienawidziłam go. On pewnie też odczuwał moją niechęć do niego, wynikiem czego nasze stosunki ciągle się pogarszały.

W końcu postawiłam sobie pytanie: do czego to prowadzi? Jestem niezadowolona, sfrustrowana jego zachowaniem, czyli tak naprawdę chcę, aby on się zmienił, był lepszym szefem. Ale czy to moje pragnienie jest realne? Jakie są szanse, że mój szef się zmieni, bo ja tego chcę? Jaki mam na to wpływ? Prawie żadny.

Jakie byłoby zatem sensowne rozwiązanie tej sytuacji?

Miałam następujące możliwości:

1. Zmienić pracę

2. Zmienić moje podejście do szefa

Nr.1. Zmienić pracę

Wymagałoby to znów wiele wysiłku i energii. Oznaczałoby to również, że jestem słaba psychicznie, nie zdolna stawić czoła trudnej sytuacji.

Nr.2. Zmienić siebie

Chmm, to wydawało się już nieco sensowniejsze. Stwierdziłam, iż musze po prostu zmienić spojrzenie na mojego szefa. Jeśli dam mu do zrozumienia, co naprawdę o nim myślę, pogorszy to jeszcze bardziej moją sytuację. Wtedy może zamknąć się w sobie, i odsunąć się ode mnie zupełnie. To nie pomoże mi w niczym. Postaram się po prostu, aby mnie polubił.

I to było właśnie wyjście z sytuacji. Zaakceptowałam fakt, iż mój szef jest, jaki jest i przestałam się denerwować, wytykać jego błędy i ogólnie użalać się na moją sytuację. Zdałam sobie sprawę ze tego, iż cały czas grałam rolę ofiary („on jest winien wszystkiemu”). Postanowiłam w końcu przyjąć odpowiedzialność za moje życie, za to, jak reaguję na moje otoczenie, trudne sytuacje, na innych ludzi. Podjęłam inicjatywę, koncentrowałam się na moich zadaniach w pracy, a zarazem w stosunku do mojego szefa postępowałam według zasad, które opisałam w artykule „Jak zdobywać przyjaciół i zjednywać sobie ludzi?”. Efekt był naprawdę zaskakujący: moje relacje z szefem znacznie się poprawiły, zdenerwowanie i niezadowolenie zniknęły, a praca nagle zaczęła naprawdę sprawiać przyjemność. Z czasem dostrzegłam, iż mój szef tak naprawdę jest interesującym człowiekiem, od którego dużo można się nauczyć. Naprawdę polecam tę strategię, jeśli chcecie polepszyć swoje stosunki z szefem!

23 Aug 2007

Porządkujemy nasze finanse!

3 Comments Rozwój Osobisty, Sukces

Pig

Zawsze miałam lekką rękę do wydawania pieniędzy. Tak naprawdę do niedawna pod koniec miesiąca moje konto było dokładnie oczyszczone. Postępowałam według motta: „Żyje się tylko raz”. Tak mijały lata, a ja nadal nie miałam żadnych oszczędności, aby kupić sobie dom, nowy samochód, itp. Aż do momentu, kiedy poznałam mojego obecnego narzeczonego. Jest on człowiekiem oszczędnym, rozważnym i pewnego dnia zapytał mi, czy oszczędzam. Ja oczywiście wyśmiałam go i przekazałam powyższą dewizę. On z kolei przedstawił mi własną wizję, ale i wyraził zrozumienie dla mojego postanowienia (za to go właśnie kocham :-) ). Jednak ta rozmowa dała mi wiele do myślenia. Jako, iż znajdowałam się właśnie w okresie intensywnego czytania książek, zakupiłam sobie książkę Davida Bacha „Ruchome schody do fortuny”. W trakcie czytania zdałam sobie sprawę, iż jestem finansową ignorantką, moje finanse są w opłakanym stanie i musze się w końcu wziąć za siebie.

Oto jakie kroki podjęłam, aby zorganizować moje finanse:

Uporządkowanie wszystkich dokumentów finansowych w folderach
Zakupiłam kilka folderów, które podpisałam następująco: Konta osobiste, Konta inwestycyjne, Rozliczenia podatkowe, Dom, Samochód, Emerytura, etc. Teraz z łatwością znajdę każdy potrzebny dokument. Wcześniej takie poszukiwania zajmowały mi godziny i często nie kończyły się sukcesem.

Regularne oszczędzanie
Postanowiłam każdego miesiąca odkładać co najmniej 10% moich zarobków na specjalne konto oszczędnościowe. Braku takiej sumy nawet nie zauważymy w naszym budżecie, a po kilku miesiącach miłe będzie zaskoczenia, kiedy na naszym koncie oszczędnościowym uzbiera się dość pokaźna sumka.

Inwestowanie
Pieniądze powinny zawsze dla nas pracować. W zależności od naszej skłonności do ryzyka, możemy inwestować w obligacje, fundusze czy też akcje. Ja regularnie inwestuje odłożone pieniądze, choć nigdy wcześniej tego nie robiłam. Niesamowite, ile inwestowanie sprawia przyjemności! Rada: zanim wkroczycie na rynek akcji i funduszy, polecam najpierw przeczytać książki na temat zasad działania rynków finansowych.

Zakup programu komputerowego do zarządzania budżetem domowym
Niesamowicie przydatny! W programie tym zarejestrowałam wszystkie moje konta, transakcje i inwestycje, czyli wiem na czym stoję, mogę obserwować zmiany w czasie, itp.. Mnie osobiście najbardziej odpowiada Microsoft Money; na polskim rynku oferowane jest wiele podobnych programów (np. Skarbnik).

Cała akcja porządkowania moich finansów zajęła mi kilka dni, ale efekt był dosłownie natychmiastowy. Od tamtego czasu minęło już kilka lat, ale teraz naprawdę czuję, że mam własne finanse pod kontrolą. No i co najważniejsze – wiem coraz więcej o działaniu różnych papierów wartościowych. Co prawda nie zarabiam na moich transakcjach finansowych kokosów, ale przynajmniej zapewnia mi to trochę większy procent niż bank!

A wiec jeśli jeszcze nie macie na wodzach swoich finansów, pora wziąć się do dzieła! Jest to łatwiejsze, niż myślicie, a do tego daje niezwykle dużo satysfakcji. I poczucie, iż macie kontrolę nad waszym życiem.

 

21 Aug 2007

Od czego rozpocząć rozwój osobisty?

2 Comments Rozwój Osobisty

W pewnym momencie mojego życia przyszedł czas na poważne zajęcie się sobą. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, ale właśnie to był punkt zwrotny i rozpoczęcie wędrówki drogą rozwoju osobistego. Miałam dobra pracę, mimo wszystko jednak byłam niezadowolona z wielu aspektów mojego życia, co z kolei zamieniło się w ogólną frustrację. Tak naprawdę nie wiedziałam, czego chcę, moje cele były mgliste i niesprecyzowane.

W końcu postanowiłam, ze musze poważnie wziąć się za siebie, bo taka frustracja do niczego nie prowadzi. Przede wszystkim postanowiłam poprawić mój poziom ogólnej energii. W tym okresie miałam jej niestety niewiele, potrafiłam spać po 10 godzin dziennie, rano z trudem ściągałam się z łóżka (czasem nawet dopiero kolo ósmej) i mimo to byłam zmęczona przez cały dzień. Nie jadłam w ogóle śniadania i moim pierwszym posiłkiem był dopiero obiad w pracy. Często przed obiadem przegryzłam cos słodkiego, batonika lub czekoladkę.

Wprowadziłam drastyczny plan – pobudka o szóstej rano, gimnastyka, prysznic, pożywne śniadanie. Było to nie lada wyzwanie, jako iż musiałam z dnia na dzień zmienić kilka przyzwyczajeń. Postanowiłam, iż spróbuje przetrwać 30 dni a później zobaczymy.

Nie było łatwo. Pierwszy tydzień był po prostu udręką. Nie miałam siły na poranna gimnastykę, nie mówiąc juz o śniadaniu; przez pierwszy tydzień dosłownie zmuszałam się do przełknięcia czegokolwiek. Jednak po tygodniu mój organizm zaczął się przyzwyczajać do nowego trybu życia. I oczywiście zauważyłam niesamowity wzrost mojej energii – nagle nie byłam juz zmęczona w ciągu dnia, nawet wieczorem po pracy potrafiłam wziąć się za nowe projekty. To było niesamowite. Nigdy nie miałam nadwagi, ale poranna gimnastyka nadała ładnego kształtu mojemu ciału. Wszyscy w pracy nie mogli się nadziwić, dlaczego nagle pojawiałam się w biurze tak wcześnie, uśmiechnięta, pełna energii, a na moim biurku zamiast batoników pojawił się koszyczek pełen świeżych owoców (od tej pory jest to mój znak rozpoznawczy!).

Poniżej znajdziecie kilka niezbędników do stworzenia solidnego fundamentu dla rozwoju osobistego. Pamiętajcie – pierwszym krokiem jest zawsze zwiększenie poziomu ogólnej energii, bez tego będzie nam o wiele trudniej cokolwiek zmienić w naszym życiu. Po prostu nie będziemy mieli na to siły.

1. Wstawaj wcześnie (szósta, siódma to minimum)

2. Zawsze jedz pożywne śniadanie (dużo owoców, warzyw, chleb pełnoziarnisty, soki naturalne)

3. Ćwicz regularnie (ja ćwiczę każdego dnia, nawet kilkanaście minut ma zbawienne działanie na poziom naszej energii)

4. Jedz dużo warzyw i owoców w ciągu dnia – Spróbuj mojego sposobu – postaw sobie na biurku w pracy koszyczek i napełniaj go co kilka dni świeżymi, kolorowymi owocami z pobliskiego warzywniaka. Mając owoce w zasięgu reki, będziesz mimowolnie będziesz po nie sięgać

5. Pij dużo wody - Najlepiej postaw na biurku 1,5 l wody w butelce z postanowieniem, iż pod koniec dnia ta butelka będzie pusta. To zdaje u mnie egzamin.

Gwarantuje Wam, iż juz po tygodniu zmiana w poziomie energii kompletnie Was zaskoczy! Powodzenia!