Długo szukałam pasującej do mnie definicji medytacji. Do końca z żadną z nich nie mogłam się całkowicie zidentyfikować.
Poszukałam zatem, co na ten temat sądzi mój ulubiony guru Osho:
“Medytacja to stan nie-umysłu. Medytacja to stan czystej świadomości bez żadnej zawartości. Zazwyczaj świadomość jest zapełniona śmieciami, przypomina lustro okryte kurzem. Umysł to ciągły ruch – poruszają się myśli, poruszają się pragnienia, poruszają się wspomnienia, poruszają się ambicje – nieprzerwany ruch! To nie jest stan medytacji. Medytacją jest coś dokładnie odwrotnego. Gdy nie ma ruchu i myślenie ustało, nie porusza się żadna myśl, nie wzbudza się żadne pragnienie, gdy jesteś całkowicie wyciszony – to wyciszenie jest medytacją, i w tym wyciszeniu poznaje się prawdę, nigdy inaczej.” (Osho)
Swoją drogą bardzo lubię Osho, ale ta definicja jak dla mnie idzie za daleko. “Gdy nie ma ruchu i myślenie ustało” – ze swojego wieloletniego doświadczenia z medytacją wiem, że osiągniecie takiego stanu zdarza się niezwykle rzadko. Jasne, zdarzają się takie momenty od czasu do czasu, ale to raczej wyjątki. I jeszcze to – “w wyciszeniu poznaje się prawdę”. Czym jest prawda? Szukam dalej.
Na medytacja.info czytam:
“Techniki medytacji służą osiągnięciu pewnego stanu ( ducha – umysłu – ciała ) w którym człowiek jest świadomy ale… nie myśli! W dzisiejszych czasach prawie zawsze myślimy! Mówiąc, pisząc, słuchając – myślimy. Większość naszego ,,myślenia” to rodzaj wewnętrznego dialogu”
Ok, czyli medytacja definiowana jest jako osiągniecie “pewnego stanu ducha”. Kiedy będę wiedziała, ze mój stan ducha jest już “pewien”? Szukam dalej.
Na pulapka-umyslu.com czytam:
“Medytacja jest specyficznym stanem umysłu obserwatora, który unieruchamiając swoje ciało, uwrażliwia się na odbiór subtelnych sygnałów, spontanicznie pojawiających się w przestrzeni pola jego świadomości.
Trochę mi się zakręciło w głowie (a może to już ten specyficzny stan umysłu
). Szukam dalej.
Tym razem idę w kierunku Buddyzmu, przecież to Budda był pionierem medytacji. Na stronie buddyzm.info.pl czytam:
“Buddyjskie praktyki medytacyjne to nic innego, jak techniki wspierające rozwój koncentracji, jasności umysłu i pozytywnych uczuć. Zagłębiając się w konkretnej praktyce dostrzegamy nawyki i zwyczaje rządzące naszym umysłem. Wgląd ten daje nam możliwość obrania nowego, pozytywnego kierunku rozwoju. Regularna i cierpliwa praktyka pozwala nam odkryć w sobie pokłady niewzruszonego spokoju oraz niewyczerpane źródła energii, dzięki którym nasze życie może zmienić się nie do poznania.”
To już lepsze, ale ciągle do końca nie rozumiem. To obietnica oświecenia, który raczej nie za szybko nastąpi. Może to też wprowadzać w błąd, sugerując, że jeśli nie osiągniemy tego “niewzruszonego spokoju”, nie medytujemy właściwie.
Zrezygnowana, postanawiam zatem sama zdefiniować medytację. Dla mnie ta praktyka nie ma nic wspólnego z dążeniem do osiągnięcia pewnego stanu, z dążeniem do wyeliminowania myśli, z dążeniem do znalezienia prawdy. W medytacji nie ma żadnego celu. Kiedy rano siadam na poduszce, ogarnia mnie od razu niesamowita radość, że mogę na chwilkę pobyć sama ze sobą. I jakkolwiek nie przebiegnie moja medytacja – mało myśli, dużo myśli, frustracja, zadowolenie – wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Zatem moja definicja medytacji jest następująca: “Medytacja pozwala nam zebrać się do kupy”. Kropka.
Postrzegam medytację w sposób naprawdę przyziemny. To fantastyczna metoda, aby uspokoić nasze szalone myśli i przez chwilę po prostu pobyć ze sobą. Scentrować naszą energię, aby w jasny sposób stawiać czoło naszym codziennym wyzwaniom, z poczuciem, że nasze działania są w zgodzie z naszym wewnętrznym głosem. Medytacja pomaga nam stanąć w końcu konkretnie do pionu.
Medytacja nie jest antidotum na wszelkie problemy. Jeśli myślicie, że wystarczy usiąść i medytować dniami i nocami, a nasze życie samo wspaniale się potoczy, to muszę Was rozczarować. Znam wiele osób, które medytują od lat, ale niestety ich życie zupełnie nie układa się, tak jakby chcieli, a medytacja to dla nich ucieczka od rzeczywistości.
Warto traktować medytację po prostu jako przyrząd równoważący. Właśnie nasunęła mi się na myśl poziomica. Medytacja pomaga nam, abyśmy stanęli równo na ziemi.
Jeśli kogoś odstraszyłam tą definicją, to trudno. Jeśli kogoś zainspirowałam do wypróbowania medytacji, zapraszam na nasze warsztaty medytacyjne w Warszawie!
Niestety nie ma już wolnych miejsc, ale w razie zainteresowania wpisz się na listę rezerwowa, zawsze zdarza się, że cześć uczestników nie może dotrzeć, jak planowano, wiec jest ciągle szansa na udział. Planujemy następne warsztaty, wiec zostaniesz o nich poinformowany, w razie gdybyś tym razem się nie “załapał”.
Pozdrawiam serdecznie!
P.S. W tym artykule nie zamierzałam podważyć trafności stwierdzeń cytowanych autorów. Zilustrowałam po prostu mój proces dochodzenia do definicji medytacji.
Ostatnio komentowane